19.04.2023, 11:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2023, 12:06 przez Mellvyn Ollivander.)
Z pełnego skupienia mamrotania kilkunastej próby użycia elementarnego zaklęcia wyrwało go jej pytanie. Nagle poderwał głowę, by przestronnymi źrenicami wpatrzeć się w jej oczy bez cienia zrozumienia.
- Tak - odpowiedział po kilku sekundach zastanowienia.
Oderwany od zajęcia, na którym się zafiksował, odetchnął z ulgą i odchylił głowę w górę. Zimno mu było w ręce, czuł dreszcze na plecach. Chyba haj już się "osadzał", niedługo powinna wejść faza nieokiełznanej fascynacji światem i bezskresnego zaangażowania... we wszystko. Dla niego to była najlepsza część ćpania stymulantów, chociaż zawsze musiał pilnować, żeby nie dać się rozproszyć. Skakanie między kilkunastoma czynnościami tylko męczyło i frustrowało, łatwo było skończyć płacząc z bezsilności pośrodku sterty losowego syfu.
Ściągnał brwi, przypominając sobie o jej pytaniu sprzed chwili. Ścisnęło go w piersi.
- Za... dwa? Za dwa i pół roku? Nie, wcześniej, bo trochę czasu już minęło... Ale za dwa i pół maks. - Wilgotniał mu głos, gdy uświadomił sobie upływ czasu. Wolał o nim nie pamiętać. Kurwa, myślenie o tym teraz to był najgorszy możliwy pomysł.
Aby odwieść uwagę od powolnego umierania, rozejrzał się po pokoju. Jego oczy zaczepiły o płomień lewitującej świecy, który teraz wydawał się boleśnie jasny. Zapstrykał palcami, aż przygasł. Teraz siedzieli w ciepłym półmroku, prawie w ciemności.
- Chciałbym zrobić coś widowiskowego zanim zdechnę. Coś dobrego albo chociaż bardzo głupiego - mówił, desperacko starając się utrzymywać na twarzy uśmiech.
- Tak - odpowiedział po kilku sekundach zastanowienia.
Oderwany od zajęcia, na którym się zafiksował, odetchnął z ulgą i odchylił głowę w górę. Zimno mu było w ręce, czuł dreszcze na plecach. Chyba haj już się "osadzał", niedługo powinna wejść faza nieokiełznanej fascynacji światem i bezskresnego zaangażowania... we wszystko. Dla niego to była najlepsza część ćpania stymulantów, chociaż zawsze musiał pilnować, żeby nie dać się rozproszyć. Skakanie między kilkunastoma czynnościami tylko męczyło i frustrowało, łatwo było skończyć płacząc z bezsilności pośrodku sterty losowego syfu.
Ściągnał brwi, przypominając sobie o jej pytaniu sprzed chwili. Ścisnęło go w piersi.
- Za... dwa? Za dwa i pół roku? Nie, wcześniej, bo trochę czasu już minęło... Ale za dwa i pół maks. - Wilgotniał mu głos, gdy uświadomił sobie upływ czasu. Wolał o nim nie pamiętać. Kurwa, myślenie o tym teraz to był najgorszy możliwy pomysł.
Aby odwieść uwagę od powolnego umierania, rozejrzał się po pokoju. Jego oczy zaczepiły o płomień lewitującej świecy, który teraz wydawał się boleśnie jasny. Zapstrykał palcami, aż przygasł. Teraz siedzieli w ciepłym półmroku, prawie w ciemności.
- Chciałbym zrobić coś widowiskowego zanim zdechnę. Coś dobrego albo chociaż bardzo głupiego - mówił, desperacko starając się utrzymywać na twarzy uśmiech.