19.04.2023, 17:06 ✶
- Byłam w grupie, która ich znalazła. Nie spodziewam się niczego przyjemnego – powiedziała Brenna, obdarzając Cynthię bladym uśmiechem. A potem podparła segregator o stolik i otworzyła go dość szybko w miejscu, gdzie miała odpowiednie dane. – Zatrzymajmy się na chwilę tutaj, bo to może pomóc nam zidentyfikować ofiary.
Najstarszy korpus przed pięćdziesiątką. Brenna miała w aktach trzy zaginięcia osób pomiędzy czterdziestym piątym a pięćdziesiątym piątym roku życia, ale w tym wypadku była pewna, kto na tym bagnie utonął – potrzebowali jednak wskazać konkretne ciało. Przewróciła strony i wskazała pannie Flint zdjęcie oraz dane mężczyzny, którego zobaczyła w wizji: wciąganego przez utopce do wody.
- Finn Chadwick, lat czterdzieści dziewięć, jego zaginięcie zgłoszono miesiąc temu. Metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, około siedemdziesiąt kilo wagi, brak znaków charakterystycznych. Sądzisz, że to ciało należy do niego? – spytała. Była w tym wypadku niemal pewna, że mają pierwsze „trafienie”.
- Dalej… - mruknęła, przewracając strony. Tutaj zaczynały się już schody, bo skupiona na czarnoksiężniku w tamtej wizji nie miała szansy dobrze przyjrzeć się ofiarom. – Trzy zaginięcia osób pomiędzy dwudziestym piątym a trzydziestym rokiem życia. Arthur Riley, lat dwadzieścia siedem, ale w jego wypadku, jak sądzę, ma to coś wspólnego z jego mugolskim pochodzeniem. – Brenna spochmurniała nieco. Arthur przepadł, zostawiając po sobie bałagan. Podejrzewała, że albo uciekł, albo go dopadnięto. Śledztwo nic nie wykazało, ale ślady w domu nie wskazywały na aportację.
Nie skomentowała jednak tego.
Flintowie byli rodem czystej krwi. Brenna nie mogła być pewna, czy za zniknięciem Arthura nie stał któryś z ich krewnych. Przyjaciół. Czy jej słowa nie zostaną przekazane tu i ówdzie. Czy Cynthia i Castiel pogardzali mugolakami? Chcieliby, aby ci znikli z powierzchni ziemi? Jak daleko posunęliby się do realizacji tego celu?
Odetchnęła i przewróciła stronę.
- Kate Sprout, dwadzieścia osiem lat, metr sześćdziesiąt siedem wzrostu – powiedziała, wskazując zdjęcie dziewczyny, którą obie mogły pamiętać z Hogwartu jako Puchonkę. – I Manuel Kobus, pochodził z Afryki, lat dwadzieścia siedem, metr osiemdziesiąt wzrostu, cecha charakterystyczna: brak małego palca. Nie da się ustalić, kiedy znikł, jego zaginięcie zgłoszono dopiero dwa tygodnie temu, ale prawdopodobnie trwało to dłużej.
Przyjechał do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia. Znalazł śmierć. I Brenna była wściekła z tego powodu. Zła na czarnoksiężnika. Na siebie i całe Ministerstwo, że nikt nie zareagował szybciej. Na samą siebie, że nie mogła zrobić nic więcej ponad postaranie się, aby nie ucierpiał nikt więcej.
- Dane do kogoś pasują? – spytała. W tym przypadku musieli upewnić się, że nie będzie mowy o pomyłce, a Brenna jak najszybciej musiała poinformować rodziny, że ich bliscy zginęli. I zadbać, aby przypadkiem nikt nie chciał zidentyfikować martwych osobiście. Nie w takim stanie.
Najstarszy korpus przed pięćdziesiątką. Brenna miała w aktach trzy zaginięcia osób pomiędzy czterdziestym piątym a pięćdziesiątym piątym roku życia, ale w tym wypadku była pewna, kto na tym bagnie utonął – potrzebowali jednak wskazać konkretne ciało. Przewróciła strony i wskazała pannie Flint zdjęcie oraz dane mężczyzny, którego zobaczyła w wizji: wciąganego przez utopce do wody.
- Finn Chadwick, lat czterdzieści dziewięć, jego zaginięcie zgłoszono miesiąc temu. Metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, około siedemdziesiąt kilo wagi, brak znaków charakterystycznych. Sądzisz, że to ciało należy do niego? – spytała. Była w tym wypadku niemal pewna, że mają pierwsze „trafienie”.
- Dalej… - mruknęła, przewracając strony. Tutaj zaczynały się już schody, bo skupiona na czarnoksiężniku w tamtej wizji nie miała szansy dobrze przyjrzeć się ofiarom. – Trzy zaginięcia osób pomiędzy dwudziestym piątym a trzydziestym rokiem życia. Arthur Riley, lat dwadzieścia siedem, ale w jego wypadku, jak sądzę, ma to coś wspólnego z jego mugolskim pochodzeniem. – Brenna spochmurniała nieco. Arthur przepadł, zostawiając po sobie bałagan. Podejrzewała, że albo uciekł, albo go dopadnięto. Śledztwo nic nie wykazało, ale ślady w domu nie wskazywały na aportację.
Nie skomentowała jednak tego.
Flintowie byli rodem czystej krwi. Brenna nie mogła być pewna, czy za zniknięciem Arthura nie stał któryś z ich krewnych. Przyjaciół. Czy jej słowa nie zostaną przekazane tu i ówdzie. Czy Cynthia i Castiel pogardzali mugolakami? Chcieliby, aby ci znikli z powierzchni ziemi? Jak daleko posunęliby się do realizacji tego celu?
Odetchnęła i przewróciła stronę.
- Kate Sprout, dwadzieścia osiem lat, metr sześćdziesiąt siedem wzrostu – powiedziała, wskazując zdjęcie dziewczyny, którą obie mogły pamiętać z Hogwartu jako Puchonkę. – I Manuel Kobus, pochodził z Afryki, lat dwadzieścia siedem, metr osiemdziesiąt wzrostu, cecha charakterystyczna: brak małego palca. Nie da się ustalić, kiedy znikł, jego zaginięcie zgłoszono dopiero dwa tygodnie temu, ale prawdopodobnie trwało to dłużej.
Przyjechał do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia. Znalazł śmierć. I Brenna była wściekła z tego powodu. Zła na czarnoksiężnika. Na siebie i całe Ministerstwo, że nikt nie zareagował szybciej. Na samą siebie, że nie mogła zrobić nic więcej ponad postaranie się, aby nie ucierpiał nikt więcej.
- Dane do kogoś pasują? – spytała. W tym przypadku musieli upewnić się, że nie będzie mowy o pomyłce, a Brenna jak najszybciej musiała poinformować rodziny, że ich bliscy zginęli. I zadbać, aby przypadkiem nikt nie chciał zidentyfikować martwych osobiście. Nie w takim stanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.