Na twarzy Geraldine pojawił się uśmiech. Kto by się nie cieszył gdyby wyszedł z pierwszej rundy w takim efektownym stylu? Była zadowolona, wygrana zawsze sprawiała radość. Mimo, że był to jedynie towarzyski sparing, to jednak widać było po niej zadowolenie, że właśnie tak się to potoczyło. Ojciec byłby z niej dumny. Nie miała pojęcia, dlaczego zawsze myślała o nim podczas swoich sukcesów, nawet tych najdrobniejszym. Widać potrzebowała jego aprobaty.
- Mam nadzieję, że Cię nie uszkodziłam? - Wolała zapytać, w końcu Brenna oberwała dosyć mocno, a nie chciała, żeby coś sobie zrobiła podczas tego sparingu. Nie, żeby mogła jej pomóc w jakikolwiek sposób, bo z magią leczniczą nie miała nic wspólnego, ale chyba wypadało wykazać zainteresowanie.
- Oczywiście, rewanż brzmi dobrze. - Zauważyła już, że Brenna jest godnym przeciwnikiem. Ona również była zwinna i posiadała dużo siły, dobrze było konkurować z kimś, kto był w stanie jej dorównać. Powodowało to, że skupiała się jeszcze bardziej na treningu.
- Gotowa? - Zapytała jeszcze, chociaż wyglądało na to, że Longbottom doprowadziła się do porządku. Skoro zaczynały kolejną turę Yaxley skłoniła się jeszcze, aby było bardziej oficjalnie i ruszyła w stronę Brenny szybkim krokiem. Tym razem chciała uderzyć ją w lewe ramię.
rzut na atak