20.04.2023, 13:19 ✶
Mrużył oczy w niedowierzeniu mieszanym z zaskoczeniem, kiedy blondynka oznajmiła mu, że jest bogata i że ma znajomości.
Dlaczego w takim wypadku zjawiła się tutaj, w jego norze, aby sprzedać mu ścinki smoczego pazura o wartości jakichś dwudziestu galonów? To było nic, to były dla niej grosze, przy takim nakładzie jebania się byłaby w stanie zarobić dziesięć razy więcej, co najmniej.
Zaczynał mieć podejrzenie, zaczynał mieć obawy, ale wielokrotnie doświadczył już jakichś przekombinowanych lęków na prochach, potrafił podejść do nic z dystansem: nic się nie stało i nic się nie działo.
- Popytaj - dał jej to słowo, na które czekała, acz nie był pewien, czy faktycznie chciała je usłyszeć. Miło było poczuć się altruistą, ale pracować na ten tytuł już mniej.
To nieprzyjemne napięcie, ta nerwowość nie opuszczały go jednak. Rozpoznawał w nich początek bad tripa. Męczyła go ta myśl, gdy nachylał się nad drogą zapalniczką Geraldine i nieporadnie zaciągał ogień do fajki. Zakaszlał, ale rozpalił.
- Moje dobro, czy nawet ja ogólnie, jako jednostka, mam małe znaczenie w perspektywie tego, co jest do zrobienia. Tu są dzieci do nakarmienia, prawa do wywalczenia, rewolucje do wygrania. Siedzimy w tym swoim ukryciu, żerujemy na tym, kurwa, gnijącym ciele ludzkości jak sekretne pasożyty. Jakby świat miał być wieczny. A nie będzie... - Przerwał na moment, żeby się mocniej zaciągnąć i strzepać popiół z koca. - My tu wciągnęliśmy sobie granulat, wesolutko gadamy o biedzie, niebiedzie, chorobach. Ale poza naszym szkolnym klubem specjalnie uzdolnionych rasistów-separatystów dzieją się znacznie większe rzeczy. Wycieki ropy, ludobójstwa, wojny na skalę, której, mam wrażenie, zasrane Ministerstwo nie potrafi sobie wyobrazić.
Trząsł nogą pod kocem, drapał się po prawej ręce coraz mocniej. Czuł się źle i wiedział, że powinien przestać nurzać się w defetyzmie, ale jego umysł okazał się być absolutnie zaabsorbowany wizją niedalekiej śmierci.
- Mają bombę atomową. Znaczy, mugole. Wiesz co to jest? Wystarczy jedna, żeby zmieść nas z powierzchni ziemi w mgnieniu oka. Na coś takiego nie ma, kurwa, przeciwzaklęcia.
Najlepiej jakby zwalił sobie konia czy coś, ale sytuacja nie pozwalała na realizację tak niekonwencjonalnych i śmiałych technik przerywania błędnego koła lęku.
- Dobro jest dobrem dlatego, że ma sens, źe do czegoś służy. Niekoniecznie uszczęśliwia, bo jest na tym świecie wielu, którzy straciliby przez wprowadzenie jakiejkolwiek sprawiedliwość i równości, ale to byłoby tylko słuszne. Kluczem do dobrobytu i pokoju jest właśnie to, aby każdy mógł czerpać z owoców swojej pracy i żeby nie mógł uzurpować sobie niesłusznej władzy nad innymi.
Czerwone zaczynało się pokazywać i nie chodziło tym razem wyłącznie o krew, którą wyskrobał ze swojego prawego przedramienia.
Dlaczego w takim wypadku zjawiła się tutaj, w jego norze, aby sprzedać mu ścinki smoczego pazura o wartości jakichś dwudziestu galonów? To było nic, to były dla niej grosze, przy takim nakładzie jebania się byłaby w stanie zarobić dziesięć razy więcej, co najmniej.
Zaczynał mieć podejrzenie, zaczynał mieć obawy, ale wielokrotnie doświadczył już jakichś przekombinowanych lęków na prochach, potrafił podejść do nic z dystansem: nic się nie stało i nic się nie działo.
- Popytaj - dał jej to słowo, na które czekała, acz nie był pewien, czy faktycznie chciała je usłyszeć. Miło było poczuć się altruistą, ale pracować na ten tytuł już mniej.
To nieprzyjemne napięcie, ta nerwowość nie opuszczały go jednak. Rozpoznawał w nich początek bad tripa. Męczyła go ta myśl, gdy nachylał się nad drogą zapalniczką Geraldine i nieporadnie zaciągał ogień do fajki. Zakaszlał, ale rozpalił.
- Moje dobro, czy nawet ja ogólnie, jako jednostka, mam małe znaczenie w perspektywie tego, co jest do zrobienia. Tu są dzieci do nakarmienia, prawa do wywalczenia, rewolucje do wygrania. Siedzimy w tym swoim ukryciu, żerujemy na tym, kurwa, gnijącym ciele ludzkości jak sekretne pasożyty. Jakby świat miał być wieczny. A nie będzie... - Przerwał na moment, żeby się mocniej zaciągnąć i strzepać popiół z koca. - My tu wciągnęliśmy sobie granulat, wesolutko gadamy o biedzie, niebiedzie, chorobach. Ale poza naszym szkolnym klubem specjalnie uzdolnionych rasistów-separatystów dzieją się znacznie większe rzeczy. Wycieki ropy, ludobójstwa, wojny na skalę, której, mam wrażenie, zasrane Ministerstwo nie potrafi sobie wyobrazić.
Trząsł nogą pod kocem, drapał się po prawej ręce coraz mocniej. Czuł się źle i wiedział, że powinien przestać nurzać się w defetyzmie, ale jego umysł okazał się być absolutnie zaabsorbowany wizją niedalekiej śmierci.
- Mają bombę atomową. Znaczy, mugole. Wiesz co to jest? Wystarczy jedna, żeby zmieść nas z powierzchni ziemi w mgnieniu oka. Na coś takiego nie ma, kurwa, przeciwzaklęcia.
Najlepiej jakby zwalił sobie konia czy coś, ale sytuacja nie pozwalała na realizację tak niekonwencjonalnych i śmiałych technik przerywania błędnego koła lęku.
- Dobro jest dobrem dlatego, że ma sens, źe do czegoś służy. Niekoniecznie uszczęśliwia, bo jest na tym świecie wielu, którzy straciliby przez wprowadzenie jakiejkolwiek sprawiedliwość i równości, ale to byłoby tylko słuszne. Kluczem do dobrobytu i pokoju jest właśnie to, aby każdy mógł czerpać z owoców swojej pracy i żeby nie mógł uzurpować sobie niesłusznej władzy nad innymi.
Czerwone zaczynało się pokazywać i nie chodziło tym razem wyłącznie o krew, którą wyskrobał ze swojego prawego przedramienia.