Tym razem los sprzyjał jej przeciwniczce, Gerry chyba poczuła się zbyt pewnie. Straciła czujność, co było dla niej dosyć ciekawą lekcją. Następnym razem będzie skupiać się bardziej na walce. Nie powinna nigdy więcej zbyt szybko obrastać w piórka, jak widać było to bardzo zgubne.
Nie udało jej się trafić tym razem, kobieta szybko sparowała jej atak. Zdziwiło ją to na tyle, że nie zauważyła kiedy tamta wykorzystała jej ruch. Wykonała tą samą czynność, tyle, że skutecznie. Wytrąciła Geraldine broń z dłoni. Yaxley zaklaskała. - Świetne to było! - Krzyknęła z entuzjazmem. Zawsze dobrze znaleźć godnego sobie przeciwnika. Miała wrażenie, że Brenna nadaje się do kolejnych treningów, w końcu potrafiła ją zaskoczyć, czego nie umiał już jej ojciec.
- Kończymy na dzisiaj? - Miała wrażenie, że wystarczająco się już potłukły. - Mam nadzieję, że to spotkanie przerodzi się w takie cykliczne. - Chciała, żeby wiedziała, że chętnie to powtórzy. Gdy wypowiadała te słowa schyliła się po swoją broń, która leżała na trawie.