Czy miał jakieś życzenia? Jakieś by się znalazły. Gdyby tylko chwilę się nad tym zastanowił to za pewne wymyśliłby dużo rzeczy. Teraz jednak miał jedno, główne życzenie - otrzymać zapewnienie o pomocy przy wykonaniu obrazu. A dokładnie to po prostu ugadać szczegóły ze Stellą, która po prostu go wykona. Bo sam przecież tego nie był w stanie dokonać.
- Wiesz... Myślałem, że skoro Ty jesteś kobietą, a Anne też jest kobietą to nadajecie na jednych falach... - parsknął śmiechem - Ale spokojnie. Zanim się zdenerwujesz. To mam pewien zamysł... - przejechał po swojej brodzie, a w międzyczasie przekręcił głowę z zainteresowaniem w stronę jednego z obrazów, które ujrzał w jej mieszkaniu. Kojarzył już to miejsce - w końcu nie tak dawno został tam wyciągnięty przez autorkę tego dzieła.
Co by nie mówić, Avery miała talent. Nie dało się tego ukryć. Jak tak wpatrywał się w ten obrazek to widział dokładnie tę samą plażę co wtedy. Mógłby powiedzieć, że właśnie się na niej znajduje. Aż przypomniało mu się, że przegrał wtedy wyścig... Ale nie zamierzał o tym przypominać. Liczył, że może dziewczyna o tym zapomni.
- Wow... Bardzo ładne - stwierdził, a następnie zerwał się z kanapy aby przyjrzeć mu się z bliska. Całkowicie zapomniał o celu swojej wizyty. Kiedy znalazł się tuż obok sztalugi, zachował bezpieczny dystans. Teraz już wiedział, że Stella nie lubiła kiedy kręcił się wokół jej dzieł oraz wiolonczeli. Co najmniej jakby nie ufała jego zręczności. Przecież nagle się nie przewróci na jej najnowsze dzieło...
- Dzisiaj to malowałaś? - zapytał, kucając przed pracą i oglądając ją od dołu. Zachowywał się jakby był jakimś krytykiem sztuki, a tak naprawdę był zwykłym ignorantem, niemającym zielonego pojęcia o tym na co patrzy. Wiedział, że to obraz i że został namalowany przez Stellę. I tyle informacji mu wystarczyło, aby być szczęśliwym.
- Umm... No tak. Co ja mówiłem? - zapytał sam siebie, wstając z przy kucu. Następnie powrócił w stronę kanapy, aby kontynuować swoją myśl - Na początku myślałem, że może coś związanego z tymi wszystkimi badylami, roślinami i tego typu - przedstawił wizję - Ale potem stwierdziłem, że to raczej nie będzie dobry prezent. Bo ona tylko siedzi w tym. Ciągle te eliksiry, jakieś chabazie i Merlin jeden, sam wie co jeszcze więcej. Mogłoby się jej nie spodobać - przyznał. Gdyby dał jej taki prezent, mogłaby to odebrać jako kolejny atlas tylko w innej formie. A przecież w tym roku chciał dać jej coś wyjątkowego. Coś co zapamięta na bardzo długo.
Złożył ręce w trójkącik - A może jakiś krajobraz? - zapytał, szukając wsparcia w dziewczyna, która skradła mu serce - Tylko wiesz... Najgorsze w tym jest to, że co ten krajobraz miałby przedstawiać... - zaczął się głośno zastanawiać krążąc po pokoju - Londyn? Nie... Za bardzo wykorzystany temat. Wszyscy sobie robią jakieś obrazy z tym miastem... - stuknął palcami - A może jakieś góry? Coś ze Szkocją. Z Hogwartem może? - uniósł głowę. To nie był taki głupi pomysł jakby miał się teraz nad tym zastanowić - Tylko czy Hogwart też nie jest takim wiesz no... Zbyt oczywistym wyborem? - spojrzał na Stellę z lekko zasmuconą miną - Bo wiesz. Ja bym chciał coś takiego niespotykanego. Że jak ktoś wejdzie to będzie miał takie... Wow, jakie super! - wyjaśnił swoją potrzebę - A wtedy Anne będzie mogła powiedzieć, że to ode mnie właśnie jest - dodał. Stanley chyba za bardzo się przejął próbą zadowolenia swojej matki za wszelką cenę. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że stawał na głowie aby ją zadowolić. A panna Avery już mu wspominała o tym kilka razy. I co ważniejsze miała w tym rację, tylko że Borgin nie potrafił tego przyjąć do świadomości. Albo po prostu nie chciał. Lub też się po prostu bał sprzeciwić własnej matce.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972