Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. W życiu nie przypuszczałby, że stojąca przed nim stażystka odważy się na taki ruch. Że też miała czelność wyjąć swoją różdżkę na niewinnego człowieka! Kto to widział! Przecież to rozbój w biały dzień.
- Aahh! - udał przerażenie na to gdy odwróciła się z różdżką w dłoni. Chwilę później uniósł swoje ręce do góry jakby chciał się poddać - Tylko mi krzywdy nie rób... Błagam... - zaczął brać ją na litość. Spróbował nawet uronić jakąś łzę, jednak nie udało mu się to. Był taki młody, miał tyle do stracenia. Nie mógł zakończyć swojego żywota w świętym Mungu. A już na pewno nie od zdrajczyni ich rodu.
- Atak na pacjenta przez stażystkę? No, no... Nie wygląda to na za dobry wpis do akt z odbytych praktyk... - przyznał opuszczając ręce, a na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech. Nie było już śladu po udawanym smutku - Schowaj tę różdżkę i się nie wygłupiaj - zaproponował, robiąc krok w jej stronę. Stanley jej się w ogóle nie obawiał. Ona była zbyt niewinna aby móc mu zrobić krzywdę. Niezdolna do krzywdzenia drugiego człowieka. Zbyt krucha - zupełnie jak jej matka.
- My się po prostu martwiliśmy o Ciebie, kochanie... - stwierdził, przyglądając się jak kolejne łzy spływają po jej polikach. Gdyby nie było mu to całkowicie obojętne to zapewne mógłby tym się przejąć, bo prawdę mówiąc to był przykry widok - Nie dawałaś żadnego znaku życia. Dlatego ciągle Cię szukaliśmy. Ale teraz się odnalazłaś... - wyjaśnił jej. Ten dzień był już udany mimo faktu, że jeszcze się nie zakończył.
Przez głowę Borgina przebiegła szybka myśl - zabij ją. Tu i teraz Taki obrót spraw załatwiłby problem Menodory raz na dobre. I przede wszystkim na zawsze. Wszystkim żyłoby się łatwiej z myślą, że jedna osoba mniej pozostała do odnalezienia i ukarania.
Szpital św. Munga nie nadawał się jednak do przeprowadzenia tej operacji pomimo faktu, że znaleźli się w dogodnym miejscu. Nie szło wynieść stąd ciała bez alarmowania niepotrzebnych gapiów czy pracowników tejże placówki. Gdyby miał tylko dostęp do jakiegoś tylnego wyjścia albo wózek do przewożenia ciał z narzutą. Wtedy nie zastanawiałby się nawet dwa razy.
- Tatuś by sobie pewnie nie wybaczył jakby Ci się coś stało, nie? - spojrzał na nią pytająco. Spodziewał się raczej odpowiedzi na pytanie, ponieważ ona była po prostu jasna. Nie trzeba było być geniuszem aby wiedzieć, że rodzice przeważnie chcieli dla swojego dziecka najlepiej. A, że jej matka naraziła całą swoją nową rodzinę, właśnie przez jej ojca, temu na pewno musiało zależeć na dobru córki. Jednak czy tak naprawdę było, skoro pozwolił jej na praktykę w Mungu? To przecież duże ryzyko, które jak widać zadziałało na korzyść Borginów.
Podwinął rękaw swojego płaszcza aby zerknąć na zegarek - Jest 13:42... Już 13:43... Wiesz co to oznacza? - zapytał jej. To było raczej pytanie na które nie mogła znać odpowiedzi. Stanley wręcz przeciwnie. Godzina, która właśnie wybiła mówiła tylko jedno - jeżeli teraz pójdzie dać znać swoim kuzynom, zjawią się tutaj jeszcze zanim wybije 15 i osaczą ich zagubioną stażystkę Crawley, dokonując rodowej zemsty.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972