Yaxley spakowała swoją broń do plecaka, z którym tutaj przyleciała. Twarz miała czerwoną, oddech ciężki; od ruchu. Było to jednak przyjemne uczucie, miała wrażenie, że dawno nie zaliczyła takiego dobrego treningu.
- Czyli jednak wygrałam. - To dobrze, wstyd by jej było gdyby zdarzyło się inaczej, chociaż Longbottom okazała się być naprawdę wspaniałą konkurentką. Gerry nie spodziewała się, że jej umiejętności są aż takie duże. Z drugiej strony powinna to jednak przewidzieć, zarówno ona, jak i jej brat należeli do brygady, musieli być sprawni fizycznie. Zadowolona była ogromnie z przebiegu tego spotkania, czuła, że było wartościowe i udało jej się zyskać nową towarzyszkę do treningów. Zabawne, że z jej bratem najczęściej spotykała się w dokładnie takim samym celu.
- To jest dopiero komplement, chyba jeden z lepszych, jaki dane mi było usłyszeć w całym swoim życiu. Erik pewnie nie byłby zadowolony, gdyby to usłyszał. - Zamierzała wykorzystać ten komentarz w najbliższym czasie, w końcu powiedziała to jego własna siostra. Pomimo tego, że darzyła go ogromną sympatią to lubiła go od czasu do czasu podrażnić.
- Maj brzmi dobrze, o ile będę na miejscu, napisz może wcześniej, nie chciałabym Cię rozczarować. - Jej praca wiązała się z tym, że często wybywała na kilka dni poza granice Wielkiej Brytanii, dostawała zlecenia na stworzenia, które można było spotkać na innych kontynentach, więc wcale nie tak łatwo było ją złapać na miejscu.
Gerry podziękowała jeszcze Longbottom za równą walkę, po czym ruszyła w stronę swojej miotły. Nim na nią siadła założyła plecak, była gotowa do drogi. Rozpuściła włosy, po czym odepchnęła się nogami od ziemi i wzbiła w powietrze.