21.04.2023, 10:55 ✶
- Myślę, że nie duch, a prędzej sprawca całego zamieszania – mruknął, gdy Sebastian dość sceptycznie podszedł do gadaniny kobiety, która z kolei Jamila nieco rozbawiła. – Ale w takim razie duchom będzie się tu podobało za dnia, jeśli – jak mówiła Brenna – kręci się tu mnóstwo różnych ludzi. Zacznie się robić ryzykownie, jeśli uwolnienie duchów przeciągnie się w czasie i nie zdążymy, nim zejdą się pracownicy.
Dlaczego to nie mogło być proste zadanie, z którym poradziliby sobie w przeciągu godziny, nie narażając nikogo wokół i przede wszystkim siebie nawzajem? Ah, no tak, bo wtedy zapłaciliby mu grosze i nie byłoby to w ogóle warte zachodu, o ile nie poprosiłby go osobiście jego własny kuzyn. Z kolei zagadka, jaką mieli do rozwikłania, kusiła samym wysiłkiem, jaki trzeba było w to włożyć. Niecodziennie przecież nadarza się okazja, by otworzyć limbo, a już zwłaszcza bez żadnych konsekwencji ze strony urzędników Ministerstwa, bo robi się to na ich własne zlecenie.
- Jamil Anwar, wywoływacz duchów, miło mi – odpowiedział Patrickowi, uścisnąwszy jego dłoń. Kolejne nazwisko, które nie pojawiło się na liście Cathala, więc mógł odetchnąć z ulgą. Chociaż nie wypadało chyba, by szef zabronił mu kontaktów z aurorami, niezależnie od tego, jak ci się nazywali. Nie żeby Jamil w ogóle trzymał się tej listy, bo też ciężko mu było pytać o powiązania rodzinne, nim z kimkolwiek zaczynał rozmowę. Wiele z nich wychodziło dopiero po fakcie, sprawiając, że oprawiona w ramkę kartka z wykrzyknikami stawała się nie przestrogą, a punktami do odznaczania na liście znajomości zakazanych.
- Z daleka wygląda dość nieszkodliwie, jak zwykły bibelot – uznał, spoglądając w kierunku kryształowej czaszki. Gdy się jednak do niej zbliżył, czuł nieprzyjemną energię, którą ciężko mu było określić. Jak duchota przed burzą albo dławiący piasek w gardle. Zbyt wielu nieszczęśników zostało tam uwięzionych na zbyt długi czas.
- Nie… – powiedział w momencie, gdy Sebastian również zaczął odpowiadać na wątpliwości Brenny, więc przerwał, pozwalając dokończyć kuzynowi. Zaklęcia ochronne nie powinny być żadną przeszkodą. Wręcz przeciwnie, jego zdaniem należało ich użyć, bo w tym przypadku nie było miejsca na szybkie działanie bez zastanowienia niczym w warunkach polowych. Przygotowali się przecież do uwolnienia duchów, o których nie było nawet wiadomo, w jaki dokładnie sposób zostały potraktowane. Jamila intrygowała ta sprawa, ale też nie dostał informacji, które zdaniem Brenny mogły być dla niego zbędne. To nie zaspokajało ciekawości, ale nie miał też możliwości, by dopytać o więcej. Nie ufała mu tak, jak ufała Macmillanowi, którego zresztą znała. Nie dziwiło go to i musiał po prostu pogodzić się z sytuacją, w której był jedynie opłaconym zleceniowcem.
Przejął kartkę z nazwiskami od kuzyna, zapoznając się z nimi dokładnie na wypadek, gdyby któryś z duchów postanowił zboczyć ze ścieżki i wywinąć się z magicznego kręgu. Zawsze warto wiedzieć, kogo się szuka, zwłaszcza że lista ta była przerażająco obszerna jak na standardy, do których przywykł Anwar. Kątem oka dostrzegł, że Sebastian wyrysowuje coś na ścianie, a gdy podniósł wzrok, dostrzegł niemal skończone symbole, mające imitować przejście do limbo, które powstaje podczas sabatów.
- Jesteś w stanie wypuszczać duchy po jednym, czy lepiej działać szybko i przeprowadzić je wszystkie naraz? – dopytał Macmillana, patrząc przez moment w jego kierunku, ale zaraz odwrócił wzrok ponownie w kierunku czaszki. Nawet jeśli to tylko przedmiot, to wyjątkowo paskudny.
Odłożył kartkę z nazwiskami obok jednego z pudeł i sięgnął do niego po wszystkie potrzebne mu zioła: szałwię, werbenę, jałowiec, krwawnik i kilka innych, których wspólna mieszanka miała nie tylko utrzymać duchy na ścieżce, ale również pomóc zachować im wszystkim potrzebną do tego rytuału koncentrację. Nie mogli sobie pozwolić na chwilę zawahania, bo nawet jeśli utrzymaliby czaszkowe duchy w ryzach, nie wiadomo, czy przypadkiem nie wypuściliby czegoś z limba.
Dlaczego to nie mogło być proste zadanie, z którym poradziliby sobie w przeciągu godziny, nie narażając nikogo wokół i przede wszystkim siebie nawzajem? Ah, no tak, bo wtedy zapłaciliby mu grosze i nie byłoby to w ogóle warte zachodu, o ile nie poprosiłby go osobiście jego własny kuzyn. Z kolei zagadka, jaką mieli do rozwikłania, kusiła samym wysiłkiem, jaki trzeba było w to włożyć. Niecodziennie przecież nadarza się okazja, by otworzyć limbo, a już zwłaszcza bez żadnych konsekwencji ze strony urzędników Ministerstwa, bo robi się to na ich własne zlecenie.
- Jamil Anwar, wywoływacz duchów, miło mi – odpowiedział Patrickowi, uścisnąwszy jego dłoń. Kolejne nazwisko, które nie pojawiło się na liście Cathala, więc mógł odetchnąć z ulgą. Chociaż nie wypadało chyba, by szef zabronił mu kontaktów z aurorami, niezależnie od tego, jak ci się nazywali. Nie żeby Jamil w ogóle trzymał się tej listy, bo też ciężko mu było pytać o powiązania rodzinne, nim z kimkolwiek zaczynał rozmowę. Wiele z nich wychodziło dopiero po fakcie, sprawiając, że oprawiona w ramkę kartka z wykrzyknikami stawała się nie przestrogą, a punktami do odznaczania na liście znajomości zakazanych.
- Z daleka wygląda dość nieszkodliwie, jak zwykły bibelot – uznał, spoglądając w kierunku kryształowej czaszki. Gdy się jednak do niej zbliżył, czuł nieprzyjemną energię, którą ciężko mu było określić. Jak duchota przed burzą albo dławiący piasek w gardle. Zbyt wielu nieszczęśników zostało tam uwięzionych na zbyt długi czas.
- Nie… – powiedział w momencie, gdy Sebastian również zaczął odpowiadać na wątpliwości Brenny, więc przerwał, pozwalając dokończyć kuzynowi. Zaklęcia ochronne nie powinny być żadną przeszkodą. Wręcz przeciwnie, jego zdaniem należało ich użyć, bo w tym przypadku nie było miejsca na szybkie działanie bez zastanowienia niczym w warunkach polowych. Przygotowali się przecież do uwolnienia duchów, o których nie było nawet wiadomo, w jaki dokładnie sposób zostały potraktowane. Jamila intrygowała ta sprawa, ale też nie dostał informacji, które zdaniem Brenny mogły być dla niego zbędne. To nie zaspokajało ciekawości, ale nie miał też możliwości, by dopytać o więcej. Nie ufała mu tak, jak ufała Macmillanowi, którego zresztą znała. Nie dziwiło go to i musiał po prostu pogodzić się z sytuacją, w której był jedynie opłaconym zleceniowcem.
Przejął kartkę z nazwiskami od kuzyna, zapoznając się z nimi dokładnie na wypadek, gdyby któryś z duchów postanowił zboczyć ze ścieżki i wywinąć się z magicznego kręgu. Zawsze warto wiedzieć, kogo się szuka, zwłaszcza że lista ta była przerażająco obszerna jak na standardy, do których przywykł Anwar. Kątem oka dostrzegł, że Sebastian wyrysowuje coś na ścianie, a gdy podniósł wzrok, dostrzegł niemal skończone symbole, mające imitować przejście do limbo, które powstaje podczas sabatów.
- Jesteś w stanie wypuszczać duchy po jednym, czy lepiej działać szybko i przeprowadzić je wszystkie naraz? – dopytał Macmillana, patrząc przez moment w jego kierunku, ale zaraz odwrócił wzrok ponownie w kierunku czaszki. Nawet jeśli to tylko przedmiot, to wyjątkowo paskudny.
Odłożył kartkę z nazwiskami obok jednego z pudeł i sięgnął do niego po wszystkie potrzebne mu zioła: szałwię, werbenę, jałowiec, krwawnik i kilka innych, których wspólna mieszanka miała nie tylko utrzymać duchy na ścieżce, ale również pomóc zachować im wszystkim potrzebną do tego rytuału koncentrację. Nie mogli sobie pozwolić na chwilę zawahania, bo nawet jeśli utrzymaliby czaszkowe duchy w ryzach, nie wiadomo, czy przypadkiem nie wypuściliby czegoś z limba.