21.04.2023, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.04.2023, 22:56 przez Brenna Longbottom.)
- Kurwa, kurwa, kurwa!!!
Krzyk poniósł się po lesie, wyraz zupełnej bezradności Longbottom, która klęła dość rzadko, ale w takiej sytuacji nie umiała się powstrzymać. Brenna, wściekła, walnęła pięścią o najbliższe drzewo. Raz, drugi, trzeci. Już wcześniej czuła wyrzuty sumienia, że nie wie, jak pomóc tej dziewczynie, ale teraz przepełniało ją poczucie beznadziei. Nie zwróciła uwagi na odpadające kawałki kory, na to, że poraniła sobie kłykcie do krwi. Musiała jakoś wyładować nadmiar targających nią emocji.
To nie tak, że nie spodziewała się, że ta klątwa znowu spowije tę dziewczynę. Ale mimo wszystko ten widok, świadomość, że nie może pomóc, że to przerażone dziecko tutaj zostanie, ją dobijały. Tym bardziej, że dręczyła ją myśl... że ta panna mogła odganiać ją od siebie z obawy przed tym, że "zarazi" klątwą. Że obie zamienią się w kamień.
Tkwiła przez chwilę w miejscu, wpatrując się w posąg. W zaklętą dziewczynę. Może nie dało się jej pomóc. Może Brenna powinna to zostawić aurorom, którzy bardziej znali się na rzeczy. A jednak czuła, że to sprawa stanie się dla niej obsesją: że oszaleje, jeżeli przynajmniej nie dowie się, co tutaj się stało. Po głowie odbijało się pytanie... Gdzie miała szukać kogoś, kto zna rosyjski? Ukraiński? A może polski?
A potem odwróciła się wreszcie i skierowała z powrotem. Po długiej, bardzo długiej chwili, kiedy upewniła się, że jej oddech wrócił do normy po tym biegu, że na twarz powrócił zwykły spokój. Po paru minutach dotarła z powrotem tam, gdzie stali Danielle oraz Dellian.
- Klątwa wróciła - poinformowała głosem wyzutym z emocji. - Coś jest w kopercie? Czy musimy szukać tłumacza?
Krzyk poniósł się po lesie, wyraz zupełnej bezradności Longbottom, która klęła dość rzadko, ale w takiej sytuacji nie umiała się powstrzymać. Brenna, wściekła, walnęła pięścią o najbliższe drzewo. Raz, drugi, trzeci. Już wcześniej czuła wyrzuty sumienia, że nie wie, jak pomóc tej dziewczynie, ale teraz przepełniało ją poczucie beznadziei. Nie zwróciła uwagi na odpadające kawałki kory, na to, że poraniła sobie kłykcie do krwi. Musiała jakoś wyładować nadmiar targających nią emocji.
To nie tak, że nie spodziewała się, że ta klątwa znowu spowije tę dziewczynę. Ale mimo wszystko ten widok, świadomość, że nie może pomóc, że to przerażone dziecko tutaj zostanie, ją dobijały. Tym bardziej, że dręczyła ją myśl... że ta panna mogła odganiać ją od siebie z obawy przed tym, że "zarazi" klątwą. Że obie zamienią się w kamień.
Tkwiła przez chwilę w miejscu, wpatrując się w posąg. W zaklętą dziewczynę. Może nie dało się jej pomóc. Może Brenna powinna to zostawić aurorom, którzy bardziej znali się na rzeczy. A jednak czuła, że to sprawa stanie się dla niej obsesją: że oszaleje, jeżeli przynajmniej nie dowie się, co tutaj się stało. Po głowie odbijało się pytanie... Gdzie miała szukać kogoś, kto zna rosyjski? Ukraiński? A może polski?
A potem odwróciła się wreszcie i skierowała z powrotem. Po długiej, bardzo długiej chwili, kiedy upewniła się, że jej oddech wrócił do normy po tym biegu, że na twarz powrócił zwykły spokój. Po paru minutach dotarła z powrotem tam, gdzie stali Danielle oraz Dellian.
- Klątwa wróciła - poinformowała głosem wyzutym z emocji. - Coś jest w kopercie? Czy musimy szukać tłumacza?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.