Yaxley bardzo lubiła znajdować się w sytuacjach, których rozwoju nie była w stanie przewidzieć. Uwielbiała niepewność, która temu towarzyszyła. W pewien sposób również sprawdzała siebie, do czego może się posunąć. Sprawiało jej przyjemność przekraczanie granic.
- Może i słuszna. - Chociaż sama chyba nie użyłaby tego określenia. Bardziej odpowiadało jej traktowanie tego jako bezpośredniość, otwartość, zwał, jak zwał. Faktem było to, że nie widziała w tym nic złego.
Złapał ją za dłoń, nawet silny to był uścisk, nieco ją to zdziwiło. Starała się jednak nie dać po sobie poznać, że nieco się zmieszała. Będzie grać w tę grę, nadal. Nie miała przecież nic do stracenia.
Przejęła tego peta, przyglądała mu się niepewnie. Była przyzwyczajona do przemocy, jednak nigdy nie krzywdziła nikogo dla przyjemności, swojej może tak, ale nie drugiej strony. - Jesteś pewien? - Zapytała jeszcze, choć było to zbędne.
Kiedy rozpiął koszulę zauważyła blizny. Pewnie nie było to dla niego nic nowego. Rzeczywiście był dosyć mocno popierdolony. - Spróbuję. - W ogóle nie przeszło jej przez myśl, że mogłaby tego nie zrobić. Dłuższą chwilę przyglądała się jego klatce piersiowej. Wcale nie tak łatwo było wybrać odpowiednie miejsce.
Po dłuższej chwili, póki szlug się jeszcze palił powolnym ruchem zbliżyła go w okolice jego mostka, trochę niżej obojczyków. Dotknęła skóry, bez pośpiechu, przyglądała się uważnie temu jak żar się w nią wtapia. Docisnęła niedopałek trochę mocniej, w końcu miała go zgasić. Dopiero, gdy zobaczyła, że jej się to udało podniosła wzrok, aby zobaczyć wyraz jego twarzy. - I co? - Musiała zaspokoić swoją ciekawość. - Działa?