Jeżeli na początku myślał, że Brenna może lekko przesadzać z tym swoim 'zagadywaniem na śmierć', tak teraz był coraz bliżej uwierzyć w to stwierdzenie. Hjalmar był zarówno w szoku jak i pełen podziwu. Jak tak jej słuchał to przypomniała mu się profesorka od nauk przyrodniczych, jeszcze z czasów Durmstrangu - ona też tyle gadała i niemal tak szybko. Czy te dwie kobiety mogły być ze sobą powiązane? Wszak taki 'dar' raczej nie jest zbyt częsty.
Pokiwał głową na wiadomość, że z goblinów to im tylko wzrost pozostał i fach. Na całe szczęście, że tylko tyle. Była szansa, że Dagur któregoś dnia nie odwiedzi ich i nie zrobi tam czystki etnicznej. To by dopiero były heca jakby tego dokonał.
Kiedy dziewczyna zaczęła wymieniać nazwiska rodzin, które mieszkały w okolicy, młody Nordgersim starał się ze wszystkich sił i chęci nadażyć z zapisywaniem tego. Jednak nie udało mu się to. Poddał się mniej więcej po drugim lub trzecim nazwisku. Lekko zrezygnowany po prostu naznaczył kółko wokół wcześniej zapisanego imienia - BRENNA. I to nie pojedyńcze, a potrójne. Po chwili dopisał tam też krótką notatkę, a następnie odłożył ją na bok, przytrzaskując jakimś młotkiem aby przypadkiem nie odleciała.
Z entuzjazmem wysłuchał słów o Hogwarcie. Nigdy tam nie był, a z tego co do tej pory się dowiedział było to świetne miejsce - a to co teraz mu opowiadała, tylko to potwierdzało. Z drugiej strony od razu zauważył, że tego typu akcje, robione przez uczniów, nie przeszłyby w jego szkole. Sam Hjalmar był w końcu jednym z głównych prowodyrów zamieszek czy afer.
- To prawda. Magiczne miejsce, dosłownie i w przenośni - odparł dojadając paczka - A jeżeli chodzi o Durmstrang to fakt. Leży mniej więcej na pograniczu Norwegii i Szwecji. Oficjalnym językiem nauczanie jest ten drugi i każdy z uczniów musi go znać. Nieważne skąd by pochodził. O tyle o ile my mieliśmy prościej bo to są nawet podobne języki, tak osoby z poza nordyckich kręgów mają dosyć ciężko. Szwedzki to niewdzięczny język - stwierdził, a następnie zamyślił się na chwilę nad swoją herbatą. Brakowało w niej prądu ale nie wypadało raczej tego zaoferować w tym momencie - Duży nacisk się kładzie u nas na wysiłek fizyczny i dyscyplinę. Co najmniej jak w jakichś służbach czy innych siłach porządkowych. Zrobisz coś co jest niezgodne z regulaminem - bach. Kara - przyznał. Jak tak teraz opowiadał Brennie o Durmstrangu to aż się uśmiechnął. Mimo problemów jakie narobił w tej szkole to wspominał ją bardzo dobrze i nie zawahałby się ani momentu aby tam powrócić. Może już nie jako uczeń ale w odwiedziny?
- Z tego co się orientuję, to u nas zezwalano na dużo więcej rzeczy mimo tego całego rygoru. Popraw mnie jeśli się mylę - poprosił dziewczynę - Starsi uczniowie mogli pod okiem swoich profesorów praktykować czarną magię. Teoria, praktyka. Czego tylko dusza zapragnie. Nawet kojarzę, że jakieś księgi tam były - przejechał ręką po blacie jakby go czyścił - To był nawet obowiązkowy przedmiot dla każdego ucznia. Ale mnie to nigdy nie interesowało. Uważałem tam tylko tyle coby to zdać - przyznał. Zapewne wielu czarnoksiężników dałoby się pokroić za możliwość nauki tej sztuki jeszcze w czasach szkoły. Hjalmar jednak był inny - bardziej przyziemny.
- A takie pytanie. Wspomniałaś o swojej rodzinie - zaczął temat dosyć niepewnie. Nie chciał wchodzić z butami w nieswoje sprawy ale był ciekaw jednej kwestii - Wszyscy Twoi bliscy są tak obdarzeni gadaniną? - zapytał ale dosyć szybko zaczął się tłumaczyć aby jego słowa nie zostały źle odebrane - To nic złego oczywiście. Osoby o takim talencie też są bardzo potrzebne w społeczeństwie. U nas po prostu to nie było aż tak spotykane stąd moje pytanie - to była ciekawa kwestia. Może anglicy byli po prostu bardziej otwarci niż ich północni sąsiedzi? Hjalmar kojarzył chyba tylko jedną osobę ze wszystkich znanych sobie osób na Islandii, która była równie otwarta co Brenna.