Widziała idealnie malujący się strach na jego twarzy i nigdy przed nim nie przyzna się, że ten strach sprawił jej chorą przyjemność. Było w tym coś podniecającego, a sama wiedziała, że normalne to nie było. Obserwowała każdą zmianę na jego twarzy, jego wstrzymany oddech również nie umknął jej uwadze. Nie wiedziała, dlaczego sprawiło jej to przyjemność, ale nie chciała się nad tym roztrząsać – wiedziała, że była chora i nic na to nie mogła poradzić. Taka już była i Black musiał to zaakceptować lub próbować małymi kroczkami zmieniać jej myślenie, co było o wiele bardziej trudniejsze. Przestała go obserwować, położyła się obok i spojrzała w niebo. Było tak dziwnie spokojne, że wywołało u niej nieprzyjemny dreszcz.
— Nie wiem, czy jestem, ale na pewno nie jestem osobą, która się ogranicza z głupich powodów – odpowiedziała wymijająco, ale miała nadzieję, że Perseus to zrozumie. Mówienie na takie tematy w obecnych czasach było dosyć niekomfortowe, nawet dla takiej persony jaką była Vespera. — Ale tak, jesteśmy w tej kwestii również podobni – szepnęła ponownie opierając się na łokciu i nachylając się do niego, pocałowała jego szyję, aby zaraz zejść do jego ust. Zauważyła, że się rozluźnił, że na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi i szczerze? to bardziej jej się podobało niż ten poprzedni strach, czego się nie spodziewała. – Jest mi tu bardzo przyjemnie i mogłabym tak leżeć nawet do następnego dnia, ale robi się zimno i myślę, że może zbierzemy się do ciebie, co? – zasugerowała z figlarnym uśmiechem na ustach.
Nie chciała dzisiejszego wieczora spędzać samotnie, ani pozwolić Perseusowi wrócić na teren, gdzie odbywało się święto. Wiedziała jednak, że nie ma nad nim władzy i jeśli on zdecyduje inaczej będzie musiała to zaakceptować.