23.04.2023, 12:19 ✶
- Na początek – oświadczyła Brenna twardo, ale zaraz posłała Heather uśmiech. Doskonale rozumiała, że Wood wolała praktykę. Sama ją wolała, chociaż zarazem, niestety, to teoria tworzyła podstawy. – Połowa z tego odpadnie po przejrzeniu, poza tym w ramach ciągu dalszego będą też ćwiczenia praktyczne. Wprawdzie nie typowej nekromancji, ale dawno nie rzucałam patronusa… - mruknęła i westchnęła. Nauczyła się tego kończąc Hogwart, zainspirowana wieścią, że Erik i Mavelle musieli je trenować na staży. Potem nie było zbyt wielu okazji – na szczęście nie spotykała dementorów zbyt często. W efekcie jednak wcale nie była pewna, jak mocnego patronusa przyzwałaby, gdyby wpadło na nią stado dementorów.
A obecnie Zakon używał patronusów do szybkiego przekazywania informacji, poza tym Brenna kojarzyła mgliście, że był przydatny w niektórych przypadkach, gdy stawało się czoła czarnomagicznym zaklęciom. Nadeszła pora, żeby odświeżyć sobie tę wiedzę. I podejrzewała, że te ćwiczenia napełnią Heather większym entuzjazmem niż praca w bibliotece.
- O nekromancji niestety tak. Za to zapytaj mnie o środki do pielęgnacji włosów i perfumy, a zaskoczę cię moją wiedzą – parsknęła Brenna. Nie, nie była specjalistką od rzemiosła, eliksirów i tak dalej, za to dostatecznie często rozmawiała z krewnymi od strony matki, aby wiedzieć, jaki szampon zastosować na rozdwajające się końcówki, a jakim ujarzmić włosy. (Nie to, że ten drugi stosowała często.)
Spoważniała jednak trochę, kiedy Heather wspomniała, że lepiej by się im uczyło, gdyby spotkały jakichś czarnoksiężników. Brenna nie miała okazji do wielu takich spotkań, ale te kilka w ciągu lat wystarczyło, aby mogła powiedzieć z całą pewnością: nigdy nie było dzięki temu łatwiej.
- Naprawdę tak sądzisz? – spytała. – Co jeżeli czarnoksiężnik w takiej sytuacji użyje zaklęcia, którego nie rozpoznamy, bo żadna z nas nigdy o nim nie słyszała, więc nie będziemy znały przeciwzaklęcia?
Prawdopodobnie umrą. Albo cudem się uratują, o ile miałyby szczęście. Brenna dobrze radziła sobie w pojedynkach, ale już rozpoznanie czarnomagicznych rytuałów… było trudniejsze.
- Ja całkiem lubiłam bibliotekę. Chętnie wyszukiwałam nowe zaklęcia i całkiem podobały mi się historie założycieli. Chociaż nie rozumiałam nigdy, po co mam uczyć się na pamięć przepisów na eliksiry, jeżeli mogę skorzystać z książki, gdybym miała taki uwarzyć – przyznała, przerzucając kolejne książki i pergaminy, które przyniosła. Nie była może molem książkowym, ale były tematy, które ją interesowały. I uwielbiała baśnie oraz mugolskie powieści, tych ostatnich jednak nie było wielu w Hogwarcie i Brenna uważała, że to błąd. Mogłyby niejedną osobę zainteresować mugoloznastwem.
Ściągnęła ze szczytu stosiku następną pozycję. „Stojąc w obliczu czarnej magii”.
- To jest obiecujące, zbiór relacji zebranych od emerytowanych aurorów. Skoro są emerytowani, to znaczy, że… no przeżyli, więc chyba muszą być dobrzy – stwierdziła. Życiorysy czarowników i sposoby obrony polecające ucieczkę trafiły na lewą stronę, czyli tych rzeczy, które Brenna zamierzała odnieść na półkę, za to „Stojąc w obliczu czarnej magii” przełożyła na prawo, z zamiarem przejrzenia tego teraz dokładniej i być może wypożyczenia. Pochyliła się, żeby zerknął na spis Heather. Większość zaklęć wyglądała na takie, których i tak ich uczono, ale kilka wyglądało obiecująco. – Całkiem niezłe. Może to przejrzyj i odnotuj, ilu zaklęć stąd nie znasz? – zasugerowała. To mogło pomóc stwierdzić, czy warto próbować uczyć się pozostałych.
A obecnie Zakon używał patronusów do szybkiego przekazywania informacji, poza tym Brenna kojarzyła mgliście, że był przydatny w niektórych przypadkach, gdy stawało się czoła czarnomagicznym zaklęciom. Nadeszła pora, żeby odświeżyć sobie tę wiedzę. I podejrzewała, że te ćwiczenia napełnią Heather większym entuzjazmem niż praca w bibliotece.
- O nekromancji niestety tak. Za to zapytaj mnie o środki do pielęgnacji włosów i perfumy, a zaskoczę cię moją wiedzą – parsknęła Brenna. Nie, nie była specjalistką od rzemiosła, eliksirów i tak dalej, za to dostatecznie często rozmawiała z krewnymi od strony matki, aby wiedzieć, jaki szampon zastosować na rozdwajające się końcówki, a jakim ujarzmić włosy. (Nie to, że ten drugi stosowała często.)
Spoważniała jednak trochę, kiedy Heather wspomniała, że lepiej by się im uczyło, gdyby spotkały jakichś czarnoksiężników. Brenna nie miała okazji do wielu takich spotkań, ale te kilka w ciągu lat wystarczyło, aby mogła powiedzieć z całą pewnością: nigdy nie było dzięki temu łatwiej.
- Naprawdę tak sądzisz? – spytała. – Co jeżeli czarnoksiężnik w takiej sytuacji użyje zaklęcia, którego nie rozpoznamy, bo żadna z nas nigdy o nim nie słyszała, więc nie będziemy znały przeciwzaklęcia?
Prawdopodobnie umrą. Albo cudem się uratują, o ile miałyby szczęście. Brenna dobrze radziła sobie w pojedynkach, ale już rozpoznanie czarnomagicznych rytuałów… było trudniejsze.
- Ja całkiem lubiłam bibliotekę. Chętnie wyszukiwałam nowe zaklęcia i całkiem podobały mi się historie założycieli. Chociaż nie rozumiałam nigdy, po co mam uczyć się na pamięć przepisów na eliksiry, jeżeli mogę skorzystać z książki, gdybym miała taki uwarzyć – przyznała, przerzucając kolejne książki i pergaminy, które przyniosła. Nie była może molem książkowym, ale były tematy, które ją interesowały. I uwielbiała baśnie oraz mugolskie powieści, tych ostatnich jednak nie było wielu w Hogwarcie i Brenna uważała, że to błąd. Mogłyby niejedną osobę zainteresować mugoloznastwem.
Ściągnęła ze szczytu stosiku następną pozycję. „Stojąc w obliczu czarnej magii”.
- To jest obiecujące, zbiór relacji zebranych od emerytowanych aurorów. Skoro są emerytowani, to znaczy, że… no przeżyli, więc chyba muszą być dobrzy – stwierdziła. Życiorysy czarowników i sposoby obrony polecające ucieczkę trafiły na lewą stronę, czyli tych rzeczy, które Brenna zamierzała odnieść na półkę, za to „Stojąc w obliczu czarnej magii” przełożyła na prawo, z zamiarem przejrzenia tego teraz dokładniej i być może wypożyczenia. Pochyliła się, żeby zerknął na spis Heather. Większość zaklęć wyglądała na takie, których i tak ich uczono, ale kilka wyglądało obiecująco. – Całkiem niezłe. Może to przejrzyj i odnotuj, ilu zaklęć stąd nie znasz? – zasugerowała. To mogło pomóc stwierdzić, czy warto próbować uczyć się pozostałych.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.