23.04.2023, 12:44 ✶
Darcy z początku niczego nie rozumiał.
W Hogwarcie nie poświęcał Studwick wiele uwagi. To znaczy najpierw owszem, bo raz czy dwa dzięki uśmiechowi czy komplementowi udało mu się uzyskać od niej pomoc z pracą domową z eliksirów, poza tym wydawała się inteligentną dziewczyną, mającą przed sobą wielką przyszłość. Kiedy jednak okazało się, że Daisy jej szczerze nie cierpi… nie, Lockhart nie zaczął być dla niej paskudny, nie udawał, że nie dostrzega jej istnienia, dalej mówił „cześć na korytarzu”, ale nie szukał specjalnie towarzystwa, bo przecież Daisy Na Pewno Miała Swoje Powody.
Nie zorientował się nawet, ze ktoś podmieniał jej eliksiry (albo że coś z jej eliksirami było nie tak), a sprawa oblanego egzaminu uszła jego uwadze – jak wszystko, co nie dotyczyło jego lub nie nadawało się do napisania jakiegoś zabawnego, anonimowego tekstu, który mógłby w kilku egzemplarzach zostawić w Pokoju Wspólnym.
I nigdy nie skojarzyłby słów Slughorna i uśmiechniętej Daisy z tym, że to panna Lockhart posunęła się do czegoś takiego. Wbrew wszelkim oczywistym dowodom, a i temu, że on zdradził kilka razy podsłuchane tajemnice, zachowując się nie do końca fair, po prostu nie był skłonny do podejrzewania Daisy o cokolwiek, co w swoich książkach opisałby jako „coś złego”.
Dopiero kiedy Daisy zaczęła się tłumaczyć, odpowiednie puzzle w jego głowie wreszcie wskoczyły na swoje miejsca.
- Och – powiedział. Z jednej strony zrobiło się mu trochę żal Studwick, skoro coś takiego przekreśliło jej karierę uzdrowicielki. Z drugiej… był pewny, że musiała bardzo nieprzyjemnie zachować się wobec Daisy, skoro ta posunęła się do czegoś takiego. Przecież nie zrobiłaby tego bez powodu. – Rozumiem – zapewnił. Nie był, przynajmniej na obecnym etapie życia, po prostu zdolny do zganienia siostry i wyjaśnienia jej, że zrobiła absolutne świństwo. Chyba oboje niezbyt wobec siebie to potrafi, podobnie jak rodzice, i w konsekwencji wyrastali na trochę gorszych ludzi niż ci, jakimi mogliby się stać. – To było w szkole. Każdy w szkole czasem zrobi na złość komuś innemu. Poza tym chyba i tak wyjechała do Francji. Jestem pewny, że we Francji bawi się dużo lepiej niż bawiłaby się na kursie uzdrowicie… - zaczął urwał, gdy znów świat rozpłynął się, a oni znaleźli się w zaułku.
Spojrzał na trzecią zapałkę jakby z rezygnacją.
W Hogwarcie nie poświęcał Studwick wiele uwagi. To znaczy najpierw owszem, bo raz czy dwa dzięki uśmiechowi czy komplementowi udało mu się uzyskać od niej pomoc z pracą domową z eliksirów, poza tym wydawała się inteligentną dziewczyną, mającą przed sobą wielką przyszłość. Kiedy jednak okazało się, że Daisy jej szczerze nie cierpi… nie, Lockhart nie zaczął być dla niej paskudny, nie udawał, że nie dostrzega jej istnienia, dalej mówił „cześć na korytarzu”, ale nie szukał specjalnie towarzystwa, bo przecież Daisy Na Pewno Miała Swoje Powody.
Nie zorientował się nawet, ze ktoś podmieniał jej eliksiry (albo że coś z jej eliksirami było nie tak), a sprawa oblanego egzaminu uszła jego uwadze – jak wszystko, co nie dotyczyło jego lub nie nadawało się do napisania jakiegoś zabawnego, anonimowego tekstu, który mógłby w kilku egzemplarzach zostawić w Pokoju Wspólnym.
I nigdy nie skojarzyłby słów Slughorna i uśmiechniętej Daisy z tym, że to panna Lockhart posunęła się do czegoś takiego. Wbrew wszelkim oczywistym dowodom, a i temu, że on zdradził kilka razy podsłuchane tajemnice, zachowując się nie do końca fair, po prostu nie był skłonny do podejrzewania Daisy o cokolwiek, co w swoich książkach opisałby jako „coś złego”.
Dopiero kiedy Daisy zaczęła się tłumaczyć, odpowiednie puzzle w jego głowie wreszcie wskoczyły na swoje miejsca.
- Och – powiedział. Z jednej strony zrobiło się mu trochę żal Studwick, skoro coś takiego przekreśliło jej karierę uzdrowicielki. Z drugiej… był pewny, że musiała bardzo nieprzyjemnie zachować się wobec Daisy, skoro ta posunęła się do czegoś takiego. Przecież nie zrobiłaby tego bez powodu. – Rozumiem – zapewnił. Nie był, przynajmniej na obecnym etapie życia, po prostu zdolny do zganienia siostry i wyjaśnienia jej, że zrobiła absolutne świństwo. Chyba oboje niezbyt wobec siebie to potrafi, podobnie jak rodzice, i w konsekwencji wyrastali na trochę gorszych ludzi niż ci, jakimi mogliby się stać. – To było w szkole. Każdy w szkole czasem zrobi na złość komuś innemu. Poza tym chyba i tak wyjechała do Francji. Jestem pewny, że we Francji bawi się dużo lepiej niż bawiłaby się na kursie uzdrowicie… - zaczął urwał, gdy znów świat rozpłynął się, a oni znaleźli się w zaułku.
Spojrzał na trzecią zapałkę jakby z rezygnacją.