Czyli w Hogwarcie jednak też nie było, aż tak łagodnie jakby się mogło wydawać. Do tej pory Hjalmar myślał, że szkoła z której wywodzi się Brenna była dużo bardziej 'przystępna', a tutaj się okazuje, że jakieś kary, nagany i straty punktów były na porządku dziennym.
- Dyrektor was specjalnie podpuszcza? - zapytał. To była bardzo ciekawa zagrywka jeżeli była prawdą. Gdyby sama głowa Durmstrangu wpuściła Nordgersima w maliny to nawet nie były zły - to byłby sam zaszczyt - Ja bym mimo wszystko spróbował - przyznał - Czy istnieje coś lepszego niż nie do końca legalna eksploracja szkoły i jej okolicznych terenów? - niech pierwszy rzuci zaklęciem, kto nigdy nie podejmował takich wyzwań w trakcie swojej edukacji. Z czystym sumieniem można by stwierdzić, że było to jedne z ulubionych zajęć, a nawet hobby, które praktykował Hjalmar.
- To i tak chyba całkiem łaskawie jak za praktykowanie czarnej magii, nie uważasz? Dopiero za 3 razem lota ze szkoły? - zdziwił się. Może w Hogwarcie "pozwalano" na naukę tej dziedziny pod warunkiem, że nauczyciele nie będą o tym wiedzieli? Ale czy w takim wypadku nie lepiej pójść w otwarte karty i zezwolić na to oficjalnie tak jak w szwedzkiej szkole?
- Podobno okazja czyni złodzieja, czyż nie? Część osób, które były bardziej zainteresowane tematem na pewno zaczęły stanowić problem dla służb porządkowych. Nie będę owijał w bawełnę, że tak nie było, ponieważ to są fakty... - zamyślił się na chwilę bo sam nie do końca wiedział jak mógłby wytłumaczyć to zjawisko bez niszczenia reputacji swojej szkoły - Jestem jednak przekonany, że ilość osób, które stoczyły się na tą złą ścieżkę była mniejsza, niż ilość czcigodnych czarodziejów, którzy opuścili mury Durmstrangu - zapewnił - Z drugiej zaś strony nie można zaprzeczyć, że pewnie nawet część tych dobrych ludzi, praktykowała jakieś "treningi" po za murami szkoły. W lesie, górach... Te w końcu są tam gęste i wysokie. Jest gdzie się ukryć przed oczami gapiów... - lekko posmutniał kiedy skończył mówić. O ile nikt z jego znajomych czy kumpli się do takich aktów nie przyznawał, tak sam Hjalmar miał pewnie podejrzenia co do niektórych koleszków z czasów pobytu w Szwecji. Już nawet nie wspominając o uczniach, którzy z niemal fanatyczną fascynacją czytali kolejne tomy, które były im podrzucane przez profesorów. Tych absolwentów nie chciałby spotkać na swojej drodze...
- Nie myślałaś o karierze w sądzie albo jakiś mówca lub inny profesor? Przypominasz mi moją sorkę od nauk przyrodniczych. Mówicie tak szybko, że nie idzie za Wami nadążyć z pisaniem - przyznał - Która kuzynka? - zapytał, a następnie sięgnął po swoją kartkę aby zapisać sobie drugie imię, którego powinien się wystrzegać jak ognia. O ile nie chodziło mu o unikanie całkowitego kontaktu, a raczej o kwestię nie wchodzenia w dyskusje, które zahaczają o miano kłótni - tej by po prostu z Brenną nie wygrał. A już na pewno nie jeżeli miałaby wsparcie w postaci swojej kuzynki - Wiesz. Wolę być przygotowany w razie czego - uśmiech powrócił na jego twarz.
- Mam takie pytanie jeszcze... Orientujesz się może trochę w kwestii Ministerstwa Magii? Bo mam pewną kwestię tam do załatwienia... - podrapał się po szyi, a wzrokiem uciekł na bok. Hjalmar w końcu był likantropem i według tego co udało mu się do tej pory ustalić, w Anglii był obowiązek wpisania się do jakiegoś rejestru pod groźbą pobytu w Azkabanie, jeżeli się tego nie dokona. I o ile wolał się nie chwalić swoją "drugą osobowością" tak pobyt w więzieniu był na samym końcu listy jego zainteresowań, dlatego wolał się na taką listę zapisać...