28.10.2022, 20:42 ✶
Bywały takie miejsca do których przychodziło się na obiad lub na śniadanie, ale nigdy po pracy, zwłaszcza po nieudanym dniu, kiedy wszystko poszło nie tak i człowiek marzył tylko o tym, żeby machnąć szybkie trzy kolejki i wrócić do domu. U Lizzy było takim miejscem. Skuszony domową atmosferą i uśmiechającą się, drobną kelnerką, Patrick chętnie tam jadał, chętnie siadał przy stoliku w rogu, przy oknie i szkicował na szybko to, co widział za nim (a czasami też w środku, jeśli za oknem akurat nic nie przykuło jego uwagi na dłużej). To było dobre miejsce, żeby posiedzieć, zjeść i zebrać myśli, nie te brudne i ciemne, unoszące się wokół niemożliwych do rozwiązania problemów, ale te obecne, czekające na pragmatyczne rozwiązania i wymagające konkretnych, szybkich rozwiązań.
Patrick mimowolnie odpowiedział na uśmiech, uśmiechem. Może niezbyt szerokim i trochę ugrzecznionym, ale w ogólnym rozrachunku raczej szczerym, całkiem cieszącym się na widok przyjaznej twarzy, którą rozpoznawał. Zwyczajowo zajął miejsce przy oknie w rogu, skąd mógł całkiem nieźle obserwować całe wnętrze i może trochę kawałek uliczki za oknem.
- Dzień dobry – odpowiedział na powitanie. Miał raczej przyjemną barwę głosu, dość niską i pozbawioną piskliwych tonów. – Może specjalność dnia? I duży, bardzo duży kubek kawy. Czarnej. Nie musi pani przynosić cukru – zaznaczył na wszelki wypadek.
I jeśli nawet w jego kącikach oczu gościło zmęczenie to szybko zniknęło, gdy Nora zadała kolejne pytanie. Popatrzył na nią uważniej, mając nadzieję, że to co się działo w ostatnim czasie w Londynie, nie dotknęło i tego miejsca. Ale może się mylił? Może nie powinien zakładać, że Dolina Godryka będzie mimo wszystko bezpiecznym miejscem? Bo właściwie dlaczego miałaby taka być? Bo mieszkali tu czarodzieje?
- Tak, rzeczywiście – przyznał, prostując się lekko na krześle. Niespecjalnie lubił przyznawać się ani do miejsca, gdzie pracował, ani do zawodu, który wykonywał. – Czy... czy wszystko w porządku? – zapytał odruchowo. Zazwyczaj, gdy ludzie zaczynali z nim rozmowę i pytali o zawód, w drugiej kolejności chcieli albo donieść o czymś niepokojącym, co zobaczyli, albo zgłosić się jako ofiary jakiegoś przestępstwa.
Ale kelnerka nie wyglądała na ofiarę. Owszem, była niska, drobna, ładna – ale to jeszcze nie oznaczało, że musiało jej stać się coś złego. Nie warto było za każdym razem popadać w paranoję.
Patrick mimowolnie odpowiedział na uśmiech, uśmiechem. Może niezbyt szerokim i trochę ugrzecznionym, ale w ogólnym rozrachunku raczej szczerym, całkiem cieszącym się na widok przyjaznej twarzy, którą rozpoznawał. Zwyczajowo zajął miejsce przy oknie w rogu, skąd mógł całkiem nieźle obserwować całe wnętrze i może trochę kawałek uliczki za oknem.
- Dzień dobry – odpowiedział na powitanie. Miał raczej przyjemną barwę głosu, dość niską i pozbawioną piskliwych tonów. – Może specjalność dnia? I duży, bardzo duży kubek kawy. Czarnej. Nie musi pani przynosić cukru – zaznaczył na wszelki wypadek.
I jeśli nawet w jego kącikach oczu gościło zmęczenie to szybko zniknęło, gdy Nora zadała kolejne pytanie. Popatrzył na nią uważniej, mając nadzieję, że to co się działo w ostatnim czasie w Londynie, nie dotknęło i tego miejsca. Ale może się mylił? Może nie powinien zakładać, że Dolina Godryka będzie mimo wszystko bezpiecznym miejscem? Bo właściwie dlaczego miałaby taka być? Bo mieszkali tu czarodzieje?
- Tak, rzeczywiście – przyznał, prostując się lekko na krześle. Niespecjalnie lubił przyznawać się ani do miejsca, gdzie pracował, ani do zawodu, który wykonywał. – Czy... czy wszystko w porządku? – zapytał odruchowo. Zazwyczaj, gdy ludzie zaczynali z nim rozmowę i pytali o zawód, w drugiej kolejności chcieli albo donieść o czymś niepokojącym, co zobaczyli, albo zgłosić się jako ofiary jakiegoś przestępstwa.
Ale kelnerka nie wyglądała na ofiarę. Owszem, była niska, drobna, ładna – ale to jeszcze nie oznaczało, że musiało jej stać się coś złego. Nie warto było za każdym razem popadać w paranoję.