Co ją uspokaja? To w zasadzie było bardzo dobre pytanie. Za pewne mógłby wymienić kilka rzeczy, które przyszły mu do głowy tak szybko jak tylko usłyszał to pytanie. Dużo więcej pomysłów miał jednak na inaczej sformułowane pytanie, a mianowicie - "co ją denerwuje"? I tutaj odpowiedź nasuwała się sama - Stanley Borgin. On ją chyba denerwował najbardziej. Ale czy można było się w ogóle dziwić takiemu obrotowi spraw?
- No pewnie jakieś zioła, fiolki, może ten jej cały moździerz do ucierania... - zaczął wymieniać, wyliczając przy okazji na palcach aby przypadkiem o czymś nie zapomniał - Eliksiry pewnie jakieś, książki o tych wszystkich... No... chabaziach, roślinach... - podrapał się po brodzie aby zmusić wszystkie szare komórki ciężkiej pracy. Potrzebował ich do przemyślenia tej kwestii jako, że nigdy się nad tym za bardzo nie zastanawiał i działał na utartych schematach, które teraz jednak nie mogły zadziałać.
- Tylko czy ten cały park narodowy Snowdonia nie jest też za bardzo przereklamowany? - zapytał sam siebie - W teorii mógłby być... Jest zielony czyli kojarzy się z roślinami z którymi spędziła całe życie... No ale skoro spędziła z nimi całe życie czy przypominanie jej o tym będzie dobrym pomysłem? Nie będzie to faux paus? - spojrzał na Stellę aby poznać jej opinię na ten temat - Most w Ciarngrom byłby chyba dobry dla kogoś kto lubuje się w architekturze albo jest jakimś budowlańcem... Albo chociaż spędził tam trochę życia... A Anne to w głównej mierze tylko siedziała w Londynie i w Hogwarcie jak się uczyła... - odparł - A z Loch Ness to mi się tylko kojarzy to, że tam ta duża jaszczurka pływa podobno... - w tym momencie zaczął się zastanawiać czy rzeczywiście coś w tym jeziorze żyło czy to nadal były tylko domysły. Może mógłby upolować tego stwora i zrobić z niego dywan czy inny szalik. To byłby niezły prezent. A na pewno efektywny. Tylko czy to nie był jeden z kolejnych "genialnych" pomysłów Borgina? Nie odważył się jednak jeszcze nim podzielić. Postanowił zachować go na czarną godzinę jeżeli nie wymyślą niczego lepszego.
Zaczął ponownie krążyć po pokoju jakby odbywali jakąś naradę wojenną. Stanley ze wszystkich sił starał się przypomnieć sobie co właściwie mogła jeszcze lubić jego matka. Nie spodziewał się jednak, że to zadanie może być takie trudne. Przez kilka ostatnich lat poświęcił się pracy w ministerstwie i mógł trochę zaniedbać relację z Anne... Ale nie spodziewał się, że to był taki poziom zaniedbania, który nie pozwoliłby mu wymyślić nic innowacyjnego...
- Wiem! Mam pomysł! - wykrzyczał unosząc dłoń z podniesionym palcem do góry jakby co najmniej dokonał przełomowego odkrycia - Urodziłaś się z paletą w ręku prawda? I jesteś wielką artystką, co nie? - zapytał retorycznie. Nie potrzebował odpowiedzi na to pytanie bo znał jej umiejętności i wiedział, że nie jest byle ulicznym karykaturzystą - Byłabyś w stanie zrobić obraz w obrazie? Pozwól, że Ci pokaże mój plan - zbliżył się niebezpiecznie blisko najnowszego dzieła Stelli - Jakby się spojrzało z tej strony to byłby jeden obraz, nie? - powiedział podchodząc od prawej, żywo przy tym gestykulując, próbując pokazać w jak najlepszym stopniu swój zarys - A jakbym podszedł tutaj to byłoby coś całkowicie innego... - dodał stając frontalne od obrazu, nie przestawając jednak machać rękoma - No, a tutaj też by było coś innego... - stwierdził stając z lewej strony. Zamilkł na chwilę aby oddać się zadumie jaka spotkała go po wymyśleniu tak genialnego pomysłu.
- Jak sądzisz? To chyba byłoby niezłe. Nie widziałem nigdy takiego obrazu - przyznał - Sam bym był chyba zachwycony z czegoś takiego - założył sobie ręce na klatce - Powinno jej się spodobać... Takie trzy motywy wybrać... Jestem pewien, że bez słowa oporu powiesiłaby go wtedy w salonie nad komodą - zapewnił Stellę. Teraz zdał sobie sprawę, że jedną z rzeczy, która na pewno sprawiała radość Anne to były te całe niedzielne obiadki...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972