23.04.2023, 21:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2023, 21:48 przez Brenna Longbottom.)
- Jeżeli to zrobisz… natychmiast złożę wniosek o przyznanie ci Orderu Merlina. I umieszczenie na talii czekoladowych żab – obiecała Brenna solennie. – Właściwie to… naprawdę zabłądziłyśmy – przyznała. Wprawdzie nie w lesie ani po drodze z Hogsmeade, tylko już w zamku, bo w końcu zamiast do Wieży Gryffindoru trafiły do Wieży astronomicznej w myśl zasady, że schody to schody, poprowadzą w końcu do jakiejś wieży. Ale to były szczegóły, w które nie musiały już wnikać.
- Wiesz co? Jak już przestanie mnie boleć głowa, to chyba nie będę tego pożegnania żałowała. To było... cholernie dobre siedem lat i całkiem ciekawe ich podsumowanie – stwierdziła Gryfonka, posyłając Victorii uśmiech. A potem bardzo, bardzo powoli, podniosła się do pozycji stojącej. Zerknęła też na zegarek. Dobrze, jeśli zrezygnuje ze śniadania – a i tak nie miała ochoty jeść czegokolwiek – zdąży jeszcze dowlec się do łazienki, wziąć prysznic i potem nawet przespać się godzinę, zanim przyjdzie im zbierać się do pociągu. Nie liczyła, że poczuje się przy tym dobrze, ale może zdoła w miarę żywa wejść do Hogwarts Express.
Na deklarację o tym, że Victoria mogła zawsze być zepsuta, tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- W takim wypadku kiedyś musimy znowu wybrać się razem do jakiegoś lasu poszukać magicznych stworzeń i roślin. Tylko może na trzeźwo – stwierdziła wesoło, po czym przeniosła spojrzenie na posąg. Przekrzywiła głowę, przyglądając się mu z wyraźnym namysłem. Rozważała propozycję Victorii. – W sumie… to jednak własność szkoły. Zostawiłabym go tutaj i niech potem nauczycielka astronomii się zastanawia, jak on tutaj trafił – powiedziała, po czym westchnęła i ponownie potarła skronie. Bo to nie tak, że czuła się dużo lepiej niż parę chwil temu. Aquamenti nie wystarczyło, aby czuła się kwitnąco. – To co? Gotowa na wyzwanie pokonania tych wszystkich schodów w drugą stronę? – zapytała, zerkając w stronę zejścia w dół.
Miała niedoparte wrażenie, że dostanie się z powrotem do Wieży Gryffindoru będzie równie trudnym zadaniem jak zaliczenie wszystkich egzaminów po siódmym roku.
- Wiesz co? Jak już przestanie mnie boleć głowa, to chyba nie będę tego pożegnania żałowała. To było... cholernie dobre siedem lat i całkiem ciekawe ich podsumowanie – stwierdziła Gryfonka, posyłając Victorii uśmiech. A potem bardzo, bardzo powoli, podniosła się do pozycji stojącej. Zerknęła też na zegarek. Dobrze, jeśli zrezygnuje ze śniadania – a i tak nie miała ochoty jeść czegokolwiek – zdąży jeszcze dowlec się do łazienki, wziąć prysznic i potem nawet przespać się godzinę, zanim przyjdzie im zbierać się do pociągu. Nie liczyła, że poczuje się przy tym dobrze, ale może zdoła w miarę żywa wejść do Hogwarts Express.
Na deklarację o tym, że Victoria mogła zawsze być zepsuta, tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- W takim wypadku kiedyś musimy znowu wybrać się razem do jakiegoś lasu poszukać magicznych stworzeń i roślin. Tylko może na trzeźwo – stwierdziła wesoło, po czym przeniosła spojrzenie na posąg. Przekrzywiła głowę, przyglądając się mu z wyraźnym namysłem. Rozważała propozycję Victorii. – W sumie… to jednak własność szkoły. Zostawiłabym go tutaj i niech potem nauczycielka astronomii się zastanawia, jak on tutaj trafił – powiedziała, po czym westchnęła i ponownie potarła skronie. Bo to nie tak, że czuła się dużo lepiej niż parę chwil temu. Aquamenti nie wystarczyło, aby czuła się kwitnąco. – To co? Gotowa na wyzwanie pokonania tych wszystkich schodów w drugą stronę? – zapytała, zerkając w stronę zejścia w dół.
Miała niedoparte wrażenie, że dostanie się z powrotem do Wieży Gryffindoru będzie równie trudnym zadaniem jak zaliczenie wszystkich egzaminów po siódmym roku.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.