Nie był to powód do dumy. Szczególnie w czasie dojrzewania, kiedy była wyższa od wszystkich dziewcząt, a i sporej części chłopaków. Wytykano ją przez to palcami, przez to też zrobiła się taka szorstka, miała wrażenie, że ludzie nadal zwracają na to uwagę, choć jako dorosła już osoba powinna zdawać sobie sprawę, że nie powinny ją w ogóle dotykać te komentarze - w końcu nie miała na to żadnego wpływu. Taka już była.
Bardzo dobrze zrozumiała jego słowa. Zamierzała spełnić jego prośbę. Chciała zobaczyć, jak to jest. Narkotyk spowodował, że nie myślała racjonalnie, chciała zaspokoić swoją ciekawość. Poczuć coś więcej. Miała wrażenie, że jej życie ostatnio wypełnia pustka, że nie ma w niej nic więcej poza czarną dziurą, która zaczęła ją pochłaniać. Egzystowała sobie, właściwie bez większego celu.
Geraldine lubiła używać noży. Gwarantowały szybki efekt, od razu mogła dostrzec konsekwencje swoich działań. Nie przeszkadzało jej to, że był to sposób za wielu uważany za prymitywny, jej podobało się nawet, to, że wydawał się być bardziej brudny, pierwotny, dziki. Zabijała zwierzynę szybko - nie czerpała nigdy przyjemności z oglądania cierpienia, chociaż widok krwi wzbudzał w niej bardzo silne emocje, zawsze chciała więcej.
Podeszła bliżej lady. Chciała zobaczyć nóż, który wyciągnął. Wzięła go do ręki i oglądała go z każdej strony. Był lekki, w porównaniu do jej sztyletu, dotknęła palcem końcówki ostrza, żeby zobaczyć, czy w ogóle nadaje się do czegokolwiek. - Nie, nie podoba mi się to, skorzystam ze swojego. - Nie ufała narzędziu, które jej pokazał.
Zrobiło jej się ciepło. Pozwoliła, aby koc, którym przed chwilą się przykrywała osunął się na podłogę. Zdjęła swój skórzany płaszcz i rzuciła go na blat. Sięgnęła do paska swoich spodni i wyjęła swój srebrny sztylet z czerwoną rękojścią, która przypominała w kształcie ogona smoka, ten który dostała na ostatnie urodziny od Eden. Miała pewność, że jest ostry. Wystarczy delikatne dotknięcie, aby pozostawił ślad.
Będzie musiała być uważna, panować nad swoją siłą, miała nadzieję, że nie zabije go tutaj przypadkiem, bo nie zamierzała reszty życia spędzić w Azkabanie, jednak chciała zobaczyć jak to jest. Z tych nawiedzających ją myśli wyrwał ją jego głos, podniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy. - Nie będę mogła? - Nie do końca była pewna, czy jest mu w stanie to zagwarantować. Potrafiła znikać bez słowa, na długie miesiące. - Postaram się. - Tyle mogła zrobić, powolnym krokiem zbliżyła się do niego. - Jakby coś było nie tak, wystarczy tylko słowo, a przestanę. - Miała wrażenie, że wszystko może pójść nie tak, ale nie martwiła się tym też w tej chwili jakoś specjalnie. W końcu mogła wszystko.