24.04.2023, 15:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2023, 16:28 przez Brenna Longbottom.)
- Nie do końca podpuszcza… chyba zakłada, że to naturalne, że młodzi ludzie… no… próbują. I że jeśli są dość sprytni i ostrożni, to mają do tego prawo – stwierdziła, uśmiechając się tylko na jego „ja bym mimo wszystko spróbował”. Nie zamierzała przecież się przyznać ani do wyciągania kuzynki na nocne espady, ani do nauki animagii w Zakazanym Lesie, ani do tego wieczora, kiedy po pijanemu wyciągnęła Victorię na rajd po okolicach szkoły, co było wybitnie nieodpowiedzialne. – To jeszcze zależy, co rozumiesz przez czarną magię. Tutaj zalicza się do niej każdego zaklęcie, którego intencją jest większa krzywda. Jeżeli jakiś uczeń rzuci na innego cruciatusa, wyleci na pewno… nie, żeby to w tym wieku było w ogóle łatwe… ale jeżeli wściekły zada komuś ranę, pewnie dano by mu szansę – wyjaśniła. Chociaż bez ogromnych kar by się nie obyło.
Wysłuchała jego opowieści, dość uważnie. To wszystko w jej uszach brzmiało dość strasznie – dzieci uczące się czarnej magii, czarnoksiężnicy praktykujący w lesie i górach. Podziękowała losowi, że mieszka w Wielkiej Brytanii nie jakieś Bułgarii czy Polsce. Musiało tam być upiornie.
– A mieliście… takie teoretyczne przedmioty? Ich nauka chyba musi być bardzo trudna w obcym języku wieku… dziesięciu lat? – Ostatnie słowo wypowiedziała z pewnym namysłem, bo coś kojarzyła, że Durmstrang miał bodaj ośmioletni cykl edukacji. Brenna właściwie cieszyła się, że do Hogwartu szło się po ukończeniu jedenastego roku życia. Rozstanie z rodziną na początku było trudne nawet dla niej, i to mimo tego, że na miejscu miała brata i kuzynkę. – Pół biedny same inkantacje, ruch różdżką ktoś może pokazać, ale takie rzeczy jak historia albo eliksiry? „Oko traszki” to chyba nie pierwsze słowo, którego uczy się w obcym języku – stwierdziła. Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że Durmstrang, przyjmujący uczniów ze wschody Europy, musiał być szkołą bardzo zróżnicowaną etnicznie.
- Sądy to nie moja działka, chociaż pewnie wygrywałabym sprawy, bo sędzia przychylałby się do mojej strony tylko po to, żebym przestała mówić. A profesorka… nie nienawidzę młodzieży dostatecznie mocno, by ich na to skazywać – stwierdziła z wyraźnym rozbawieniem, odnośnie jego sugestii. I omal nie roześmiała się, kiedy zapytał, „która kuzynka”. Rozważała przez chwilę, czy podawać mu imię i robić Dani taką „złą” opinię na starcie, czy też nie – co jednak w konsekwencji mogłoby się skończyć podejrzliwością wobec wszystkich w okolicy. – Ma na imię Danielle – zdecydowała w końcu. – Ale nie przejmuj się, ona jest w tym wszystkim dużo bardziej urocza, jestem pewna, że nie uschną ci uszy i nie będziesz chciał uciekać na drugi koniec świata. – Bo najmłodszej z kuzynostwa naprawdę ciężko było nie lubić. Brenna wiedziała, że ona denerwuje przynajmniej niektórych, za to nie znała nikogo, kogo irytowałaby Dani.
- Tak, całkiem nieźle. Jeśli chodzi o jakieś pozwolenia handlowe, to mniej, ale powinnam być w stanie powiedzieć, do kogo się zgłosić – powiedziała, na razie nieświadoma, że chodzi o „mały futerkowy problem”. Hjalmar w tej kwestii jednak nie mógł trafić lepiej. Podczas gdy wielu czarodziejów wilkołaków się bało albo nimi pogardzało, ona mieszkała z takim pod jednym dachem. Co więcej wszystkie formalności, przepisy i wymagania dotyczące wilkołaków byłaby w stanie bez zająknięcia wyrecytować wyrwana ze snu o trzeciej nad ranem. O ile nie wiedziała prawie niczego o wampirach, nie znała się na klątwach, a istoty w rodzaju selkie były dla niej bajką, o tyle w kwestii wilkołaków mogłaby konkurować ze specjalistami.
Wysłuchała jego opowieści, dość uważnie. To wszystko w jej uszach brzmiało dość strasznie – dzieci uczące się czarnej magii, czarnoksiężnicy praktykujący w lesie i górach. Podziękowała losowi, że mieszka w Wielkiej Brytanii nie jakieś Bułgarii czy Polsce. Musiało tam być upiornie.
– A mieliście… takie teoretyczne przedmioty? Ich nauka chyba musi być bardzo trudna w obcym języku wieku… dziesięciu lat? – Ostatnie słowo wypowiedziała z pewnym namysłem, bo coś kojarzyła, że Durmstrang miał bodaj ośmioletni cykl edukacji. Brenna właściwie cieszyła się, że do Hogwartu szło się po ukończeniu jedenastego roku życia. Rozstanie z rodziną na początku było trudne nawet dla niej, i to mimo tego, że na miejscu miała brata i kuzynkę. – Pół biedny same inkantacje, ruch różdżką ktoś może pokazać, ale takie rzeczy jak historia albo eliksiry? „Oko traszki” to chyba nie pierwsze słowo, którego uczy się w obcym języku – stwierdziła. Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że Durmstrang, przyjmujący uczniów ze wschody Europy, musiał być szkołą bardzo zróżnicowaną etnicznie.
- Sądy to nie moja działka, chociaż pewnie wygrywałabym sprawy, bo sędzia przychylałby się do mojej strony tylko po to, żebym przestała mówić. A profesorka… nie nienawidzę młodzieży dostatecznie mocno, by ich na to skazywać – stwierdziła z wyraźnym rozbawieniem, odnośnie jego sugestii. I omal nie roześmiała się, kiedy zapytał, „która kuzynka”. Rozważała przez chwilę, czy podawać mu imię i robić Dani taką „złą” opinię na starcie, czy też nie – co jednak w konsekwencji mogłoby się skończyć podejrzliwością wobec wszystkich w okolicy. – Ma na imię Danielle – zdecydowała w końcu. – Ale nie przejmuj się, ona jest w tym wszystkim dużo bardziej urocza, jestem pewna, że nie uschną ci uszy i nie będziesz chciał uciekać na drugi koniec świata. – Bo najmłodszej z kuzynostwa naprawdę ciężko było nie lubić. Brenna wiedziała, że ona denerwuje przynajmniej niektórych, za to nie znała nikogo, kogo irytowałaby Dani.
- Tak, całkiem nieźle. Jeśli chodzi o jakieś pozwolenia handlowe, to mniej, ale powinnam być w stanie powiedzieć, do kogo się zgłosić – powiedziała, na razie nieświadoma, że chodzi o „mały futerkowy problem”. Hjalmar w tej kwestii jednak nie mógł trafić lepiej. Podczas gdy wielu czarodziejów wilkołaków się bało albo nimi pogardzało, ona mieszkała z takim pod jednym dachem. Co więcej wszystkie formalności, przepisy i wymagania dotyczące wilkołaków byłaby w stanie bez zająknięcia wyrecytować wyrwana ze snu o trzeciej nad ranem. O ile nie wiedziała prawie niczego o wampirach, nie znała się na klątwach, a istoty w rodzaju selkie były dla niej bajką, o tyle w kwestii wilkołaków mogłaby konkurować ze specjalistami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.