Nie sądziła, że aż tak gwałtownie zareaguje na jej słowa. Wszystko przez to, że nie nauczona była kłamać. Nie miała mu zamiar składać tutaj obietnic, których nie była w stanie spełnić. Miewała zlecenia w różnych miejscach. Mogło się tak zdarzyć, że nie było by jej obok. Gdyby tego potrzebował. Wolała, żeby miał tego świadomość.
- Wolisz usłyszeć kłamstwo? Tak Mellvyn, będę zawsze przy Tobie, na każde zawołanie, kiedy tylko będziesz mnie potrzebował. - Wyśpiewała teraz to, co chciał usłyszeć. Nie było to jednak takie proste. Nie przy jej trybie życia.
Widziała, że jest wkuriwony, bo było to coś więcej niż zdenerwowanie. Zjebała, dostrzegła dzikość w jego wzroku, ale się jej nie bała. Nie mógł być bardziej dziki od stworzeń, z którymi jej przyszło walczyć codziennie. Miała świadomość, że nie będzie w stanie jej skrzywdzić, no ewentualnie zadrapać, ale to nie nudziło w niej strachu.
Zbliżyła się jeszcze o krok, zdenerwowało ją to, że nagle zaczął rzucać hajsem, po tym wszystkim. - Nie chcę Twoich pieniędzy. - Powiedziała stanowczo. Nie potrzebowała ich wcale. Jej dłoń mocno zacisnęła się na rękojeści sztyletu. - Uspokój się kurwa, przecież Cię tak nie zostawię. Coś wymyślę. - Nie mogła patrzeć na to rozczarowanie, z każdą chwilą coraz bardziej w nią uderzało. Trochę ją ruszyło, że wspomniał o śmierci, która powoli się do niego zbliżała. Nie miała jednak pojęcia, jak wybrnąć z tego, aby obie strony były zadowolone.