24.04.2023, 20:07 ✶
Nie miał szczególnych nadziei na usłyszenie teraz z jej strony czegokolwiek przyjemnego, ale aż nie mógł uwierzyć w to, co właśnie powiedziała. Na początku łzy mu stanęły w oczach, z upokorzenia. Później zgiął się w pół i przycisnął wolną dłoń do czoła. Patrząc na gołą podłogę, rozważał, czy zasada "nie wolno bić kobiet" faktycznie miała odnosić się do każdej laski, czy po prostu do tych słabszych od niego.
- A kurwa weź wypierdalaj - ryknął, później osunął się na ziemię do siadu.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby poradzić sobie z irracjonalnym gniewem, ale nie przestawał się zawzięcie starać. Po tylu latach doświadczenia wiedział, że granulat go podkręcał i że jak przetrzeźwieje, to będzie tego wszystkiego żałował.
Galeony wysypały mu się z ręki pod jego buty, patrzył na nie, ale nie podnosił ich. Trząsł się z emocji i z zimna. Zgrzytał zębami, wracały do niego myśli o śmierci. Nie chciał umierać.
Żeby wyrwać się ze smutku, w którym właśnie zaczynał tonąć, odsłonił oczy i poderwał wzrok na Geraldine. W międzyczasie chyba zrobiło jej się go szkoda (bo był żałosny) - brzmiała milej, zaczynała próbować go pocieszać. Jego twarzy wykrzywiła się pod wpływem nowej fali irytacji, ale walczył z nią.
- Ja nawet nie myślałem o przyszłości. Myślałem o dzisiaj albo jutrze. - Mówił sucho, zastanawiając się nad tym, jakie uczucia budziło w nim patrzenie na nią z dołu. - Po prostu. Nie wypierdalasz za drzwi i nie udajesz, że mnie nie znasz. Ani sam na sam, ani przy ludziach.
Otworzył szafeczkę przy ladzie i wygrzebał z niej małpkę taniej wódki. Nie otwierał jej jeszcze, ale wodził palcem po korku.
- Ja jestem świadomy, że jestem spierdolony. I nie nadaję się do normalnego życia - opowiadał, niby to oschle, patrząc jej w oczy i udając, że jego wcale nie są mokre. - Ale im starszy się staję, tym częściej jestem czyimś jebanym sekretem. Brudnym sekretem. Ruchać się przez cały weekend to tak, ale zapoznać mnie ze swoimi starymi to już nie-nie. Ja pierdolę.
- A kurwa weź wypierdalaj - ryknął, później osunął się na ziemię do siadu.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby poradzić sobie z irracjonalnym gniewem, ale nie przestawał się zawzięcie starać. Po tylu latach doświadczenia wiedział, że granulat go podkręcał i że jak przetrzeźwieje, to będzie tego wszystkiego żałował.
Galeony wysypały mu się z ręki pod jego buty, patrzył na nie, ale nie podnosił ich. Trząsł się z emocji i z zimna. Zgrzytał zębami, wracały do niego myśli o śmierci. Nie chciał umierać.
Żeby wyrwać się ze smutku, w którym właśnie zaczynał tonąć, odsłonił oczy i poderwał wzrok na Geraldine. W międzyczasie chyba zrobiło jej się go szkoda (bo był żałosny) - brzmiała milej, zaczynała próbować go pocieszać. Jego twarzy wykrzywiła się pod wpływem nowej fali irytacji, ale walczył z nią.
- Ja nawet nie myślałem o przyszłości. Myślałem o dzisiaj albo jutrze. - Mówił sucho, zastanawiając się nad tym, jakie uczucia budziło w nim patrzenie na nią z dołu. - Po prostu. Nie wypierdalasz za drzwi i nie udajesz, że mnie nie znasz. Ani sam na sam, ani przy ludziach.
Otworzył szafeczkę przy ladzie i wygrzebał z niej małpkę taniej wódki. Nie otwierał jej jeszcze, ale wodził palcem po korku.
- Ja jestem świadomy, że jestem spierdolony. I nie nadaję się do normalnego życia - opowiadał, niby to oschle, patrząc jej w oczy i udając, że jego wcale nie są mokre. - Ale im starszy się staję, tym częściej jestem czyimś jebanym sekretem. Brudnym sekretem. Ruchać się przez cały weekend to tak, ale zapoznać mnie ze swoimi starymi to już nie-nie. Ja pierdolę.