A więc wystarczyło być sprytniejszym od profesorów - to całkiem logiczne. W Durmstrangu działało to dokładnie tak samo. Jeżeli zrobiłeś coś głupiego i nie dałeś się złapać to brawa dla Ciebie - uniknąłeś kary.
- Jak jakaś historia magii, astronomia czy inne zielarstwa? - zapytał aby sprostować - Jeżeli o to pytasz to tak, mieliśmy z tego zajęcia. I to co gorsza obowiązkowe. A język szwedzki nic w tym nie ułatwiał - zaśmiał się. Przypomniały mu się te wszystkie zarwane nocki kiedy to był zmuszony do czytania obszernych ksiąg o niezbyt interesujących go tematach, które jednak były wymagane do zdania na następny rok - Nie było zbytnio wyboru. Staruszek chciał abym ukończył Durmstrang i załatwił mi nauki tego języka u absolwentów tej szkoły, którzy zamieszkiwali naszą ojczyznę - przyznał. To były piękne czasy - kucie w kuźni, pierwsze rzucanie toporami i nauka szwedzkiego pomiędzy tymi dwoma zajęcia. Kiedyś to się żyło...
Słowa Brenny miały jak najbardziej sens. Dziewczyna bez problemu poradziłaby sobie z przegadaniem sędziego. Za pewne byłaby pewnie nawet w stanie tak go przegadać, że obróciłaby sprawę o 180 stopni na korzyść swojego klienta. A to już był prawdziwy talent. Wypuścił powietrze nosem na słowa o tym, że aż tak "nie nienawidzi młodzieży" aby zostać psorką. Chociaż Hjalmar podtrzymywał swoje zdanie - uważał, że jak najbardziej by się nadała na to stanowisko mimo swojego pozytywnego nastawienia do przyszłych czarodziei.
- Danielle... - powtórzył pod nosem, a następnie zapisał imię kuzynki pod Brenną. Nie zatoczył jednak trzech kółek wokół jej imienia, a jedno - ostrzegawcze, na wszelki wypadek - Daj spokój. Przecież mi nie usychają. Dobrze się Ciebie słucha, zwłaszcza jeżeli mówisz na temat - zapewnił ją - Jakbyście któregoś dnia zobaczyli, że kuźnia jest zamknięta i nikt ze środka nie daje znaku życia to znak, że uciekliśmy z powrotem na Islandię aby się uchronić przed Tobą - zaśmiał się pozwalając sobie na mały żarcik ze swojej rozmówczyni. Nie miał pojęcia na ile może sobie pozwolić, jednak nie uważał aby słowa, które wypowiedział mogłyby kogokolwiek urazić.
- Umm... Nie chodzi mi o żadne pozwolenia handlowe... - zaczął powoli mówić z pewną dozą niepewności w głosie - Te już Dagur zdążył pozałatwiać w Londynie... To sprawa taka innej natury... I to w dosłownym tego słowa znaczeniu... - ścisnął pięść na blacie i zaczął się zastanawiać jak mógłby to ubrać w zdanie żeby nie wyjść na jakiegoś dziwaka czy kogoś tego pokroju. Wszak nie miał pojęcia, że Brenna ma do czynienia z "tego typu" ludźmi na co dzień. Gdyby jednak miał taką wiedzę - czułby się dużo pewniej ze swoim pytaniem - Z tego co się dowiedziałem u Was jest pewien rejestr... Jakby trochę odmiennych ludzi... - starał się naprowadzić ją na to o co mu chodzi - Gdzie niewpisanie się na tą listę grozi wizytą w Azkabanie jeżeli ktoś wpadnie w ręce sił sprawiedliwości... - pochylił zrezygnowaną głowę do przodu. Hjalmar wiedział, że strasznie kręci aby wytłumaczyć Brennie o jaki rejestr mu dokładnie chodzi. Bał się jednak wypowiedzieć te jedno słowo na głos. Już wystarczająco dużo emocji wzbudził ich przyjazd, a co dopiero fakt, że jeden z nowych mieszkańców jest wilkołakiem? To nie brzmiało zbyt zachęcająco do jakiegokolwiek kontaktu...
- Przepraszam... To trochę ciężki temat dla mnie. Po prostu ja się przemieniam w pełnię - podniósł wzrok na dziewczynę - Jestem likantropem. Wilkołakiem - przyznał, zbierając się w końcu na odwagę do przyznania się co go tak naprawdę w tym momencie trapiło. W głowie miał już ułożone same najgorsze scenariusze, a przecież nie miał żadnych złych zamiarów i tym bardziej nie chciał nikogo z nowych sąsiadów skrzywdzić. A o wpis do tego dokumentu starał się właśnie ze względów bezpieczeństwa - swoich i wszystkich wokół.