24.04.2023, 23:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2023, 23:31 przez Brenna Longbottom.)
- Musisz więc być utalentowany językowo, bo po angielsku też mówisz dobrze. – Ona sama nie znała ani jednego języka obcego i po prawdzie, nie czuła potrzeby, żeby się ich uczyć – nie miała do tego talentu. A on nie tylko skończył szkołę wykładającą po szwedzku, ale jeszcze przeprowadził się do kraju, gdzie obowiązującym językiem był angielski.
Odruchowo spuściła wzrok na kartki i omal nie roześmiała się, gdy zorientowała się, że zapisywał imię jej kuzynki. Naprawdę poważnie traktował wszystkie ostrzeżenia. Za to na kolejne stwierdzenie uśmiechnęła się już bez żadnych oporów. Nie wyglądała na urażoną i urażona nie była. Po prawdzie trzeba było się postarać, aby Brenna poczuła się dotknięta.
- Zostawcie wtedy jakąś karteczkę na drzwiach, coś w rodzaju „Wyprowadzamy się gdzieś, gdzie nie ma Brenny”, żeby moja sława poniosła się po całej Dolinie – poinstruowała jeszcze żartobliwie.
„Rejestr”, „odmiennych ludzi” i „niewpisanie się na listę grozi wizytą”, to wszystko już podpowiadało Brennie, o co chodzi. Czekała jednak cierpliwie, aż Hjalmar sam to z siebie wykrztusi.
Nie olbrzymy. Nie barbarzyńcy. Nie wdowcy. Wilkołak.
Czy cieszyła się, że w sąsiedztwie zamieszkał wilkołak? Nie – bo nie życzyła wilkołactwa nikomu, w dodatku wiedziała, że pod wpływem silnych emocji może być niebezpieczny. Czy to oznaczało, że poderwie się z przestrachem albo przynajmniej zacznie traktować Nordgersima gorzej? W żadnych wypadku. Od dnia, gdy Erik został pogryziony, Brenna z jednej strony stała się gorącą orędowniczką wychwycenia wszystkich niezarejestrowanych i potencjalnie niebezpiecznych wilkołakach, z drugiej – jeszcze gorętszą zwolenniczką walki o ich prawa i miejsce w społeczeństwie. Nie mogła w żaden sposób uznać żadnego wilkołaka od gorszego od zwykłego czarodzieja. Nie tylko dlatego, że nie leżało to w jej charakterze, ale także ponieważ Erik był jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Zresztą, Erik nie był jedynym wilkołakiem, jakiego miała okazję poznać. Skoro klątwa nie miała dla niej znaczenia (przynajmniej pod kątem tego, jak ich traktowała) w przypadku brata i Alastora, nie powinna mieć go także w przypadku Hjalmara.
Wyraz jej twarzy nie zmienił się. Upiła malutki łyk herbaty, w której dotąd ledwo zwilżyła usta, zanim zaczęła mówić. Równie dużo, co wcześniej, chociaż odrobinę wolniej, wszak sam mówił coś o tym, że gada jak jego profesorka, a za nią nie nadążał, by zapisać.
- Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, czwarte piętro w Ministerstwie Magii. Dział Zwierząt, dokładnie biuro Rejestr Wilkołaków, nie pomyl z drzwiami na końcu korytarza, bo tam jest jednostka ds. Łapania Wilkołaków, większość jej pracowników może nie być zbyt uprzejma. To jeden z największych departamentów, więc warto dopytać w rejestracji, do którego pokoju się zgłosić. W formularzu, który można pobrać w rejestracji, wymagają uzupełnienia szczegółów na temat pochodzenia klątwy i tego, jak długo się z nią zmaga oraz wskazania miejsca, w którym przebywa się podczas pełni. Konieczne jest przygotowanie kryjówki na czas pełni. Standardowe wymagania, które warto spełnić, to między innymi wzmocnione ściany, podwójnie zabarykadowane drzwi, regularnie odnawiane tuż przed pełnią zaklęcie odstraszające mugoli oraz albo ukryte wejście, albo prawidłowe oznaczenie, ostrzegające czarodziejów przed potencjalnym niebezpieczeństwem… nie zaszkodzą też kajdany, wprawdzie nikt nie sprawdzi, czy je zakładasz, ale lepiej mieć je w środku na wypadek wizyty nadgorliwego pracownika ministerstwa, który będzie to sprawdzał. Dobry pomysł to też wygłuszenie, inaczej sąsiedzi mogą narzekać. Szczegółowych informacji udzielają w ministerstwie. Jeżeli nie ma się możliwości przygotowania kryjówki ze względów finansowych, wydziela taką ministerstwo, ale nie polecam takiego rozwiązania. Aha… odwiedź koniecznie aptekę Lupinów. Podejrzewam, że do waszego kraju ich specyfik jeszcze nie dotarł. Słyszałeś o nim? Eliksir tojadowy. Łagodzi skutki przemiany. Spada poziom agresji i podobno niektóre wilki są w stanie nawet przespać całą przemianę, zamiast kąsać siebie albo każdego, kto się nawinie. Formalności najlepiej załatwić jak najszybciej, chociaż samo uzyskanie wpisu nie zajmie dużo czasu. Coś powtórzyć?
Odruchowo spuściła wzrok na kartki i omal nie roześmiała się, gdy zorientowała się, że zapisywał imię jej kuzynki. Naprawdę poważnie traktował wszystkie ostrzeżenia. Za to na kolejne stwierdzenie uśmiechnęła się już bez żadnych oporów. Nie wyglądała na urażoną i urażona nie była. Po prawdzie trzeba było się postarać, aby Brenna poczuła się dotknięta.
- Zostawcie wtedy jakąś karteczkę na drzwiach, coś w rodzaju „Wyprowadzamy się gdzieś, gdzie nie ma Brenny”, żeby moja sława poniosła się po całej Dolinie – poinstruowała jeszcze żartobliwie.
„Rejestr”, „odmiennych ludzi” i „niewpisanie się na listę grozi wizytą”, to wszystko już podpowiadało Brennie, o co chodzi. Czekała jednak cierpliwie, aż Hjalmar sam to z siebie wykrztusi.
Nie olbrzymy. Nie barbarzyńcy. Nie wdowcy. Wilkołak.
Czy cieszyła się, że w sąsiedztwie zamieszkał wilkołak? Nie – bo nie życzyła wilkołactwa nikomu, w dodatku wiedziała, że pod wpływem silnych emocji może być niebezpieczny. Czy to oznaczało, że poderwie się z przestrachem albo przynajmniej zacznie traktować Nordgersima gorzej? W żadnych wypadku. Od dnia, gdy Erik został pogryziony, Brenna z jednej strony stała się gorącą orędowniczką wychwycenia wszystkich niezarejestrowanych i potencjalnie niebezpiecznych wilkołakach, z drugiej – jeszcze gorętszą zwolenniczką walki o ich prawa i miejsce w społeczeństwie. Nie mogła w żaden sposób uznać żadnego wilkołaka od gorszego od zwykłego czarodzieja. Nie tylko dlatego, że nie leżało to w jej charakterze, ale także ponieważ Erik był jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Zresztą, Erik nie był jedynym wilkołakiem, jakiego miała okazję poznać. Skoro klątwa nie miała dla niej znaczenia (przynajmniej pod kątem tego, jak ich traktowała) w przypadku brata i Alastora, nie powinna mieć go także w przypadku Hjalmara.
Wyraz jej twarzy nie zmienił się. Upiła malutki łyk herbaty, w której dotąd ledwo zwilżyła usta, zanim zaczęła mówić. Równie dużo, co wcześniej, chociaż odrobinę wolniej, wszak sam mówił coś o tym, że gada jak jego profesorka, a za nią nie nadążał, by zapisać.
- Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, czwarte piętro w Ministerstwie Magii. Dział Zwierząt, dokładnie biuro Rejestr Wilkołaków, nie pomyl z drzwiami na końcu korytarza, bo tam jest jednostka ds. Łapania Wilkołaków, większość jej pracowników może nie być zbyt uprzejma. To jeden z największych departamentów, więc warto dopytać w rejestracji, do którego pokoju się zgłosić. W formularzu, który można pobrać w rejestracji, wymagają uzupełnienia szczegółów na temat pochodzenia klątwy i tego, jak długo się z nią zmaga oraz wskazania miejsca, w którym przebywa się podczas pełni. Konieczne jest przygotowanie kryjówki na czas pełni. Standardowe wymagania, które warto spełnić, to między innymi wzmocnione ściany, podwójnie zabarykadowane drzwi, regularnie odnawiane tuż przed pełnią zaklęcie odstraszające mugoli oraz albo ukryte wejście, albo prawidłowe oznaczenie, ostrzegające czarodziejów przed potencjalnym niebezpieczeństwem… nie zaszkodzą też kajdany, wprawdzie nikt nie sprawdzi, czy je zakładasz, ale lepiej mieć je w środku na wypadek wizyty nadgorliwego pracownika ministerstwa, który będzie to sprawdzał. Dobry pomysł to też wygłuszenie, inaczej sąsiedzi mogą narzekać. Szczegółowych informacji udzielają w ministerstwie. Jeżeli nie ma się możliwości przygotowania kryjówki ze względów finansowych, wydziela taką ministerstwo, ale nie polecam takiego rozwiązania. Aha… odwiedź koniecznie aptekę Lupinów. Podejrzewam, że do waszego kraju ich specyfik jeszcze nie dotarł. Słyszałeś o nim? Eliksir tojadowy. Łagodzi skutki przemiany. Spada poziom agresji i podobno niektóre wilki są w stanie nawet przespać całą przemianę, zamiast kąsać siebie albo każdego, kto się nawinie. Formalności najlepiej załatwić jak najszybciej, chociaż samo uzyskanie wpisu nie zajmie dużo czasu. Coś powtórzyć?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.