Gerry gdzieś się zgubiła. Nie miała pojęcia gdzie i kiedy, wiedziała jedynie, że czuje się chujowo. Zawiodła. Nie znosiła tego uczucia. Będzie to pewnie przeżywać do rana.
Sytuacja chyba była opanowana. Może i odsunął się, kiedy się do niego dosiadła, jednak nie miał teraz tego wzroku, który świadczył o tym, że chciałby ją zabić.
- Nie wiem, czy rozumiesz. - Kto by to rozumiał? Była popsuta, gdzieś, kiedyś na pewno. Najgorsze było to, że miała tego świadomość i nawet gdy próbowała, to nie do końca umiała nad tym panować. Wkurwiało ją to niemiłosiernie, powoli przestawała z tym walczyć, bo to nie miało sensu. Pozostawało jedynie przyzwyczaić się do tego, że tak już będzie.
Poczuła dotyk jego dłoni na swoim udzie. Nie przeszkadzało jej to wcale, wręcz przeciwnie. Odetchnęła głęboko słysząc to niewygodne pytanie, nie sądziła, że zauważy. Nie dzieliła się tym z nikim. Nie znosiła mówić o takich rzeczach, otwierać się, uważała to za bezsensowne. Widziała jednak dzisiaj dosyć sporo i poczuła, że chce mu dać odpowiedź na to pytanie. - Zostało to we mnie, z dzieciństwa. - Spojrzenie skierowała w ścianę, która znajdowała się przed nią. Nie chciała mu teraz spoglądać w oczy, było to dla niej niekomfortowe. - Nie łatwo jest być największym dzieciakiem na roku. - Nadal starała się ominąć sedno problemu. Nie chciała robić z siebie ofiary, a tak właśnie się czuła, kiedy rozmawiała o tym jebanym kompleksie, który pojawił się już dawno. Niby sobie z tym poradziła, ale czy tego chciała, czy nie, nadal w nią to uderzało. Nadal się z tego nie wyleczyła, pomimo tego, że minęło już tyle lat.
Miała ochotę zapalić, jej dłonie szukały szlugów, ale nie mogła ich znaleźć. Musiały być albo w kieszeni płaszcza, albo na tej nieszczęsnej kanapie, jakoś poradzi sobie bez, przynajmniej przez chwilę.