28.10.2022, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2022, 23:39 przez Patrick Steward.)
Patrick rozłożył ręce, jakby sam nimi przyłożył się do stanu, w którym znalazł się właśnie Stanley. W rzeczywistości wcale się nie przyłożył, może tylko odrobinę za wolno zareagował, gdy obydwaj mężczyźni wyciągnęli różdżki a potem posłał pijanemu i osłupiałemu Woodowi spojrzenie, które wprost mówiło: wynoś się stąd i to szybko, zamiast rzucać się za nim w pogoń.
No, ale za to zajął się Stanleyem.
I zazwyczaj w takich sytuacjach Patrick zachowywał kamienną twarz. Ale tu chodziło o pijanego, awanturującego się czarodzieja, który nie miał w sobie nawet tyle rozumu, by w odpowiednim momencie albo się przymknąć, albo rzucić z pięściami na oponenta. Także teraz, w jego oczach błysnęło rozbawienie pomieszane z uznaniem, gdy usłyszał słowa Florence. Przyglądał się obojgu, szczerze zainteresowany tym, jak magomedyczka poradzi sobie ze Stanleyem. O tak, może wreszcie nauczy go, że problemy należy rozwiązywać innymi sposobami niż magiczny pojedynek, do którego mężczyzna najwidoczniej nijak się nie nadawał.
- Znasz mnie. Jestem zatwardziałym pacyfistą – rzucił beztrosko. Patrick nawet się specjalnie nie silił by zachować powagę i nadać swoim słowom choć znamiona tego, że mówił szczerze. W końcu pracował w Ministerstwie Magii na stanowisku takim, na jakim pracował. Znali się z Florence nie od dziś i wiedzieli, że nie mógł migać się przed walką, kiedy zachodziła taka potrzeba. Ale na leżance leżał Stanley a on znał Patricka dużo słabiej. – A poza tym bardzo sobie cenię moje kolana. Dużo wyżej niż honor Ministra Magii – zauważył, interesując się poczynaniami magomedyczki. – Zresztą, jego honor wzbudza ostatnio sporo emocji u wielu osób.
Przystanął mniej więcej dwa kroki od niej i udał, że również zagląda do buzi badanego.
- O stary, przykro mi. To chyba nie wygląda dobrze. Woodowi najwidoczniej coś nie wyszło z zaklęciem – skłamał, tym razem dużo lepiej, celowo przeciągając samogłoski i wkładając w ton swojego głosu więcej współczucia niż rzeczywiście czuł wobec badanego czarodzieja. – Zdaje mi się, że Florence będzie musiała się teraz postarać. Ale wiesz… masz szczęście, że trafiłeś akurat na nią. Nie wiadomo jak to będzie następnym razem - zakończył smętnie, mając nadzieję, że groźba zawarta w jego słowach dotrze do zamroczonego alkoholem rozumu Stanleya.
No, ale za to zajął się Stanleyem.
I zazwyczaj w takich sytuacjach Patrick zachowywał kamienną twarz. Ale tu chodziło o pijanego, awanturującego się czarodzieja, który nie miał w sobie nawet tyle rozumu, by w odpowiednim momencie albo się przymknąć, albo rzucić z pięściami na oponenta. Także teraz, w jego oczach błysnęło rozbawienie pomieszane z uznaniem, gdy usłyszał słowa Florence. Przyglądał się obojgu, szczerze zainteresowany tym, jak magomedyczka poradzi sobie ze Stanleyem. O tak, może wreszcie nauczy go, że problemy należy rozwiązywać innymi sposobami niż magiczny pojedynek, do którego mężczyzna najwidoczniej nijak się nie nadawał.
- Znasz mnie. Jestem zatwardziałym pacyfistą – rzucił beztrosko. Patrick nawet się specjalnie nie silił by zachować powagę i nadać swoim słowom choć znamiona tego, że mówił szczerze. W końcu pracował w Ministerstwie Magii na stanowisku takim, na jakim pracował. Znali się z Florence nie od dziś i wiedzieli, że nie mógł migać się przed walką, kiedy zachodziła taka potrzeba. Ale na leżance leżał Stanley a on znał Patricka dużo słabiej. – A poza tym bardzo sobie cenię moje kolana. Dużo wyżej niż honor Ministra Magii – zauważył, interesując się poczynaniami magomedyczki. – Zresztą, jego honor wzbudza ostatnio sporo emocji u wielu osób.
Przystanął mniej więcej dwa kroki od niej i udał, że również zagląda do buzi badanego.
- O stary, przykro mi. To chyba nie wygląda dobrze. Woodowi najwidoczniej coś nie wyszło z zaklęciem – skłamał, tym razem dużo lepiej, celowo przeciągając samogłoski i wkładając w ton swojego głosu więcej współczucia niż rzeczywiście czuł wobec badanego czarodzieja. – Zdaje mi się, że Florence będzie musiała się teraz postarać. Ale wiesz… masz szczęście, że trafiłeś akurat na nią. Nie wiadomo jak to będzie następnym razem - zakończył smętnie, mając nadzieję, że groźba zawarta w jego słowach dotrze do zamroczonego alkoholem rozumu Stanleya.