25.04.2023, 10:27 ✶
- Dawno tego nie robiłam, więc pora sobie przypomnieć – stwierdziła Brenna. A na minę Heather omal się nie roześmiała. Co miała powiedzieć? Że w jej szafce stoi z dziesięć buteleczek perfum, którymi regularnie obdarowywała ją babka oraz ciotki – znacznie szybciej niż mogłaby je zużyć, bo idąc do pracy raczej wolała unikać mocnych zapachów? Albo że dostaje relację na temat każdego powstającego zapachu?
- Większość – przyznała.
Prawdopodobnie byłaby zaskoczona wiedząc, że imponuje Heather. Możliwe nawet, że złapałaby się za głowę w rozpaczy. Gdyby miała wskazać kogoś, kogo Wood absolutnie nie powinna próbować naśladować, zapewne byłaby to właśnie ona sama. Na całe szczęście – nie domyślała się, że tak wygląda sytuacja.
- O, widzisz, to już zależy – mruknęła Brenna. – Odnośnie palców. Jeżeli jakaś część ciała zostanie utracona na skutek wyjątkowo paskudnego, czarnomagicznego zaklęcia, chyba nie da się jej odzyskać… Ale to jest właśnie coś, co mam zamiar sprawdzić, bo nie jestem pewna – stwierdziła, odkładając jeszcze jedną książkę na stos tych do oddania, za to kolejną, gdzie jej wzrok padł na informacje o obronie przed nekromancją i coś o infernusach, na ten do zabrania. Większość BUMowców pewnie wobec młodszych kolegów kryłoby własną niewiedzę, aby utrzymać autorytet. Brenna, może i błędnie, była jednak gotowa przyznać, że to jej absolutnie słaba strona.
Kąciki ust drgnęły jej ponownie, kiedy Heather wspomniała, że „wie się”.
- Raz w szklarni numer trzy próbowało mnie ugryźć coś, co wyglądało jak kapusta. Profesor od zielarstwa ocaliła moją rękę w ostatniej chwili. Potem okazało się, że skubana ma ukryte zęby. Karmiliśmy ją marchewkami… Niestety, ni cholery nie pamiętam, ani jak się nazywała, ani do czego się ją wykorzystuje. Pewnie do jakichś eliksirów. Ewentualnie do miotania we wrogów, bo jestem prawie pewna, że potrafiłaby kogoś zeżreć – opowiedziała. Potem zgarnęła sobie dwie książki – tę o obronie przed nekromancją i rozpoznawania czarnej magii sobie – a relacje aurorów przysunęła Heather do listy zaklęć, którą ta wzięła. Miała wrażenie, że może przy rozmowach z anonimowymi, emerytowanymi aurorami Heather dłużej utrzyma zainteresowanie niż w przypadku książki napisanej dwieście lat temu.
- Zapoznaj się z tym, a jutro się zamienimy – zaproponowała. Chociaż sama pomyślała, że może ze swoich książek zrobi po prostu notatki i wręczy je Heather, by to wszystko trochę przyspieszyć. – Później możemy umówić się, żeby gdzieś poćwiczyć patronusy. Może w kniej Godryka albo na skraju Little Hangleton… W Sali ćwiczeń BUM trochę wstyd, jak będę machała różdżką i ulotni się z niej tylko dym – oświadczyła z poważną miną, jakby faktycznie właśnie tego się spodziewała, chociaż liczyła, że nie będzie aż tak źle.
Poczekała na odpowiedź panny Wood. A potem zamierzała odnieść książki, których nie wybrały i następnie udać się do bibliotekarki, aby wpisać na swoją kartę te, z którymi zdecydowały się zapoznać.
- Większość – przyznała.
Prawdopodobnie byłaby zaskoczona wiedząc, że imponuje Heather. Możliwe nawet, że złapałaby się za głowę w rozpaczy. Gdyby miała wskazać kogoś, kogo Wood absolutnie nie powinna próbować naśladować, zapewne byłaby to właśnie ona sama. Na całe szczęście – nie domyślała się, że tak wygląda sytuacja.
- O, widzisz, to już zależy – mruknęła Brenna. – Odnośnie palców. Jeżeli jakaś część ciała zostanie utracona na skutek wyjątkowo paskudnego, czarnomagicznego zaklęcia, chyba nie da się jej odzyskać… Ale to jest właśnie coś, co mam zamiar sprawdzić, bo nie jestem pewna – stwierdziła, odkładając jeszcze jedną książkę na stos tych do oddania, za to kolejną, gdzie jej wzrok padł na informacje o obronie przed nekromancją i coś o infernusach, na ten do zabrania. Większość BUMowców pewnie wobec młodszych kolegów kryłoby własną niewiedzę, aby utrzymać autorytet. Brenna, może i błędnie, była jednak gotowa przyznać, że to jej absolutnie słaba strona.
Kąciki ust drgnęły jej ponownie, kiedy Heather wspomniała, że „wie się”.
- Raz w szklarni numer trzy próbowało mnie ugryźć coś, co wyglądało jak kapusta. Profesor od zielarstwa ocaliła moją rękę w ostatniej chwili. Potem okazało się, że skubana ma ukryte zęby. Karmiliśmy ją marchewkami… Niestety, ni cholery nie pamiętam, ani jak się nazywała, ani do czego się ją wykorzystuje. Pewnie do jakichś eliksirów. Ewentualnie do miotania we wrogów, bo jestem prawie pewna, że potrafiłaby kogoś zeżreć – opowiedziała. Potem zgarnęła sobie dwie książki – tę o obronie przed nekromancją i rozpoznawania czarnej magii sobie – a relacje aurorów przysunęła Heather do listy zaklęć, którą ta wzięła. Miała wrażenie, że może przy rozmowach z anonimowymi, emerytowanymi aurorami Heather dłużej utrzyma zainteresowanie niż w przypadku książki napisanej dwieście lat temu.
- Zapoznaj się z tym, a jutro się zamienimy – zaproponowała. Chociaż sama pomyślała, że może ze swoich książek zrobi po prostu notatki i wręczy je Heather, by to wszystko trochę przyspieszyć. – Później możemy umówić się, żeby gdzieś poćwiczyć patronusy. Może w kniej Godryka albo na skraju Little Hangleton… W Sali ćwiczeń BUM trochę wstyd, jak będę machała różdżką i ulotni się z niej tylko dym – oświadczyła z poważną miną, jakby faktycznie właśnie tego się spodziewała, chociaż liczyła, że nie będzie aż tak źle.
Poczekała na odpowiedź panny Wood. A potem zamierzała odnieść książki, których nie wybrały i następnie udać się do bibliotekarki, aby wpisać na swoją kartę te, z którymi zdecydowały się zapoznać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.