Geraldine przymknęła oczy. Uspokoiła się już w pełni, miała wrażenie, że ta bliskość, ciepło drugiego człowieka pozbyło się z niej wszystkich negatywnych emocji. Może i pozycja nie była najwygodniejsza, ale poczuła wszechogarniający ją spokój, to się teraz liczyło najbardziej.
-Mhm - Murknęła. - Może być. - Wbrew pozorom nie potrzebowała nie wiadomo jakich wygód, zdarzało się wiele razy, że sypiała na ziemi, mimo swojego pochodzenia, które mogłoby świadczyć o czymś innym. - Mam, ale mam też psa, który okropnie się rządzi, ale możemy spróbować, może Cię polubi. Jest nowy w domu i miewam z nim problemy wychowawcze. - Theseusa i tak nie było, wyjechał w pośpiechu, nie musiałaby się więc nikomu tłumaczyć z tego, że ma gościa. Fletcher pewnie zacząłby jej zadawać pytania, wiercić dziurę w brzuchu, nie żeby cieszyła się z tego, że go nie ma. Nie znosiła mieszkać sama. Miała wrażenie, że noce są wtedy dłuższe, a jej bezsenność jakoś bardziej się uaktywniała.
Ręka Geraldine była ciepła, jak zawsze, mógł poczuć to ciepło, kiedy ją za nią złapał. Pojawiło się zmęczenie. Miała wrażenie, że bardzo dużo energii kosztowało ją to spotkanie. Czuła się bezpiecznie, chociaż nie znała go zbyt dobrze. Nie było to specjalnie rozsądne, jednak zaczęła odpływać. Potrzebowała odpoczynku. Całkiem szybko udało jej się przy nim zasnąć, co zdarzało się naprawdę rzadko.