Obudziła się, kiedy się podniósł. Sen miała lekki, wystarczyła byle pierdoła, aby został przerwany. Dała sobie chwilę, aby się dobudzić. Nie otwierała oczu. Przez ułamek sekundy zastanawiała się gdzie jest, była otumaniona, ale tylko przez krótki moment.
Poczuła suchość w gardle, nie była ona zbyt przyjemna. Poza tym jednak było jej dziwnie dobrze. Nadal ogarniał ją spokój. Dawno się tak dobrze nie wyspała. Nie miała pojęcia ile czasu minęło od kiedy zmrużyła oczy. Miejsce w którym się znajdowała wcale nie ułatwiało orientowania się jaka jest pora dnia. Nie było to jednak kłopotliwe, nigdzie się przecież nie spieszyła.
Zrobiło jej się chłodno, kiedy się podniósł, wszak jego ciało przez całą noc ją ogrzewało. Był to chyba czas, aby się podnieść. Wróciła do wspomnień z minionego wieczoru, żeby przeanalizować, czy nie zrobiła czegoś, co powinno spowodować u niej moralniaka. Wydawało jej się jednak, że nie zrobiła nic złego.
Podniosła się do pozycji siedzącej, dobrze było trochę rozprostować kości. Sięgnęła po swój sweter, bo jeszcze chwila i zacznie się trząść z zimna. Nie czuła póki co typowego zjazdu, może dopiero nadejdzie?
Wypadałoby się odezwać. Zastanawiała się, co właściwie powinna mu powiedzieć, w końcu naprawdę wiele wydarzyło się tutaj wczoraj, albo dzisiaj? - Cześć. - Warto było chyba od tego zacząć. - Wyspany? - Dostrzegła paczkę swoich szlugów, sięgnęła po nią i wyciągnęła jednego, wsadziła sobie w usta i odpaliła srebrną zapalniczką. Zaciągnęła się głęboko dymem, jak dobrze było czuć go w płucach.