25.04.2023, 22:17 ✶
Niepewnie omiótł ją wzrokiem, kiedy zbliżyła się do niego. Był zaskoczony, że próbuje go przytulić i potrzebował paru sekund, żeby zastanowić się, co z tym powinien zrobić. Ostatecznie dał się objąć i sam ją objął, i z tych objęć jej nie wypuszczał, bo okazało się, że czuje się tak znacznie lepiej. Zazwyczaj sam musiał radzić sobie z podobnymi stanami, teraz był głównie zdezorientowany.
- Powinienem zrobić z tobą coś dobrego, a nie powoli cię uśmiercać. Ćpanie to jest właśnie to, umieranie po trochu. Mi obojętnie, dużo przyszłości nie mam, ale dlacz-czego mam wciągać w to innych - mamrotał jej w ramię nerwowo.
Pociągnął nosem, dalej skręcało go w środku. Walczył ze sobą, żeby nie zacząć opowiadać jej o tym, że najbardziej na świecie to chciałby się zajebać. To byłoby zbędne, zbyt skrajne, za bardzo by ją zmęczyło. Musiał się sam uspokoić.
- To było w chuj prochu. W chuj. Nie musiałem tyle sypać. - Zaniósł się szlochem, bo właśnie wyobraził sobie, jak ściągałby jej bezwładne ciało z kanapy, gdyby zeszła na zawał. - A mogłaś umrzeć. Mogłem cię zabić. Taką głupotą. Rozumiesz?
Kręcilo mu się w głowie z niedotlenienia. Geraldine mogła poczuć, że opiera na niej coraz więcej swojego ciężaru.
Wracały do niego kolejne wspomnienia z zeszłego wieczoru, lub z nocy, lub z dzisiejszego poranka. Wcale nie miał się z tym dobrze.
- Przepraszam za nieufanie ci i za tamto. Tamto o ruchaniu. I o byciu łatwą. - Jego łzy sukcesywnie przesiąknęły jej sweter.
- Powinienem zrobić z tobą coś dobrego, a nie powoli cię uśmiercać. Ćpanie to jest właśnie to, umieranie po trochu. Mi obojętnie, dużo przyszłości nie mam, ale dlacz-czego mam wciągać w to innych - mamrotał jej w ramię nerwowo.
Pociągnął nosem, dalej skręcało go w środku. Walczył ze sobą, żeby nie zacząć opowiadać jej o tym, że najbardziej na świecie to chciałby się zajebać. To byłoby zbędne, zbyt skrajne, za bardzo by ją zmęczyło. Musiał się sam uspokoić.
- To było w chuj prochu. W chuj. Nie musiałem tyle sypać. - Zaniósł się szlochem, bo właśnie wyobraził sobie, jak ściągałby jej bezwładne ciało z kanapy, gdyby zeszła na zawał. - A mogłaś umrzeć. Mogłem cię zabić. Taką głupotą. Rozumiesz?
Kręcilo mu się w głowie z niedotlenienia. Geraldine mogła poczuć, że opiera na niej coraz więcej swojego ciężaru.
Wracały do niego kolejne wspomnienia z zeszłego wieczoru, lub z nocy, lub z dzisiejszego poranka. Wcale nie miał się z tym dobrze.
- Przepraszam za nieufanie ci i za tamto. Tamto o ruchaniu. I o byciu łatwą. - Jego łzy sukcesywnie przesiąknęły jej sweter.