Dla Geraldine to również było coś nowego, zresztą wiele się o sobie dowiedziała przez te kilka godzin. Została. To było w tym wszystkim najdziwniejsze, nie odeszła, naprawdę było to dla niej coś zupełnie obcego.
Nie odtrącił jej, na szczęście. Tak wydawało się być prościej. Mogła tu być, tak po prostu. Dla niego. Nie miała pojęcia, czy właśnie tego potrzebował, ale chyba tak, tak się jej wydawało. - Ja zawsze byłam trochę martwa w środku. - Nie chciała żeby się obwiniał, to nie miało najmniejszego sensu. - Wiesz, że sama jestem odpowiedzialna za swoje decyzje, to nie Twoja wina. - Zależało jej, aby sobie to uświadomił, by przejrzał na oczy.
- Rozumiem, nawet jeśli, to nie byłaby Twoja wina, tylko moja. Zadecydowałam, że tak postąpię. Ty nie miałeś z tym nic wspólnego. - Zaczęła się powtarzać, ale musiało do niego dotrzeć, że jej też zabrakło zdrowego rozsądku. Zaryzykowała, nic się nie stało, chociaż mogło. Po co jednak gdybać o tym, co nie miało miejsca.
Stała tu z nim teraz, nadal była obok, chciała zostać jego oparciem, czuła dziwną potrzebę tkwienia w tym uścisku. Wydawało jej się, że służył on i jej i jemu.
Czuła, że coraz bardziej opierał na niej swój ciężar. Widać bardzo go to ruszyło, przeżywał to mocno. - Nie przepraszaj mnie, zasłużyłam. - W końcu sama nie była specjalnie delikatna, przynajmniej wczoraj. Miała wrażenie, że bardzo wiele się zmieniło od wieczoru. Czuła, że sweter zaczyna się jej robić mokry od łez, nie przeszkadzało jej to wcale. - Wszystko jest dobrze i będzie, będzie dobrze. - Wyszeptała jeszcze cicho.