25.04.2023, 23:28 ✶
Gdy mu mówiła, że sama jest odpowiedzialna za swoje decyzje, wcale nie czuł, że to prawda. Czuł za to, że to po jego stronie leży wina. Za wszystko. Przecież to on stworzył dla niej opcję wciągania, on jej z tym pomógł i on jakoś tak emocjonalnie ją oplótł, zmanipulował, że przesadzanie z rozmiarem działki wyglądało na atrakcyjniejszy pomysł, niż w rzeczywistości. Wszystko to miało sens, wydawało się zupełnie możliwe i rozsądne. Wierzył temu.
Gdyby nie to, że go podtrzymywała, to prawdopodobnie po prostu by się przewrócił. Słuchał jej i oddychał w miarę regularnie przez parę minut; czuł, jak siły mu wracają.
- Zawsze jestem najgorszym człowiekiem. Nawet jak czasami o tym zapomnę, to później jest t-tylko gorzej. - Mówił na tyle szybko, że jego słowa pozwoli zaczynały zbijać się w jednolity strumień, stopniowo degenerujący się do czegoś w rodzaju rozpaczliwego rzygu. - Ja nie myślę, po prostu nie myślę. I później się otrząsnę z tego, patrzę wstecz i muszę wytrzymać to, co zrobiłem. Konsekwencje. Muszę to jakoś uzasadnić, ale nie potrafię. Jak to robiłem, to wcale tego nie rozumiałem. Wtedy to wszystko wydawało się być okej. Nic wielkiego. Przez to właśnie zachowuję się jak chuj, bo mi się wydaje, że to wszystko to nic wielkiego. Nie myślę o tym, co inni muszą przeze mnie przechodzić.
Urwał nagle, jakby wpadł na jakiś pomysł. Sprytny, kurwa, pomysł.
Oderwał się od niej, ruszył za ladę.
- Nie chcę cię zanudzić - wydukał, odwrócony do niej bokiem.
Próbował zwinąć banknot w rurkę, ale ręce za bardzo mu się trzęsły. Uniòsł brwi, starał się wymrugać łzy z oczu. Może powinien po prostu wetrzeć to w dziąsła?
Gdyby nie to, że go podtrzymywała, to prawdopodobnie po prostu by się przewrócił. Słuchał jej i oddychał w miarę regularnie przez parę minut; czuł, jak siły mu wracają.
- Zawsze jestem najgorszym człowiekiem. Nawet jak czasami o tym zapomnę, to później jest t-tylko gorzej. - Mówił na tyle szybko, że jego słowa pozwoli zaczynały zbijać się w jednolity strumień, stopniowo degenerujący się do czegoś w rodzaju rozpaczliwego rzygu. - Ja nie myślę, po prostu nie myślę. I później się otrząsnę z tego, patrzę wstecz i muszę wytrzymać to, co zrobiłem. Konsekwencje. Muszę to jakoś uzasadnić, ale nie potrafię. Jak to robiłem, to wcale tego nie rozumiałem. Wtedy to wszystko wydawało się być okej. Nic wielkiego. Przez to właśnie zachowuję się jak chuj, bo mi się wydaje, że to wszystko to nic wielkiego. Nie myślę o tym, co inni muszą przeze mnie przechodzić.
Urwał nagle, jakby wpadł na jakiś pomysł. Sprytny, kurwa, pomysł.
Oderwał się od niej, ruszył za ladę.
- Nie chcę cię zanudzić - wydukał, odwrócony do niej bokiem.
Próbował zwinąć banknot w rurkę, ale ręce za bardzo mu się trzęsły. Uniòsł brwi, starał się wymrugać łzy z oczu. Może powinien po prostu wetrzeć to w dziąsła?