26.04.2023, 00:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2023, 00:48 przez Mellvyn Ollivander.)
Nie mógł uwierzyć, że dalej tu była i że próbowała mu pomóc. On był dla niej taki nieprzyjemny, nie potrafił doprowadzić się do porządku, a ona dalej się starała. Nie potrafił połączyć jej uśmiechu i delikatnego tonu ze swoim bólem, ta sytuacja nie miała sensu.
Będzie mu później tak głupio, tak, kurwa, głupio, że go widziała w takim stanie. Przecież jemu nawet nie da się pomóc, powinna wyjść. Powinien zostać z tym sam, żeby nikt nie był w jego polu rażenia.
Ale ona znowu się zbliżała. Zmieszany patrzył, jak siada na ladzie. Miała teraz widok na wszystko. Mogła podziwiać jego żałośność w pełnej krasie.
Zajście z banknotem zupełnie wybiło go z rytmu. Biernie patrzył, jak mu go zabiera i jak zwraca go mu w formie rulonika. Na tę krótką chwilę przestał zapierdalać, później, jak usypywał działkę, wyglądał na spokojniejszego. Jakby wpadł w zadumę.
Gdy upomniała go o rozmiarze kreski, zastygnął w bezruchu na parę sekund i później posłusznie przedzielił usypaną kreskę na pół. Wcześniej była gigantyczna. Dalej takiej chciał, ale zamierzał się powstrzymać.
Zassał raz, drugi, trzeci. Później zaskomlał i ukrył twarz w dłoniach. Czuł się źle, ale tym razem szybciej i mocniej. Czuł się gorzej. Tracił nadzieję. Oparł łokcie o blat, zwiesił głowę - próbował to przeczekać.
- Dlaczego podobny. To nawet nie ma sensu. Czemu to powiedziałaś - mruczał z zamkniętymi oczyma.
Będzie mu później tak głupio, tak, kurwa, głupio, że go widziała w takim stanie. Przecież jemu nawet nie da się pomóc, powinna wyjść. Powinien zostać z tym sam, żeby nikt nie był w jego polu rażenia.
Ale ona znowu się zbliżała. Zmieszany patrzył, jak siada na ladzie. Miała teraz widok na wszystko. Mogła podziwiać jego żałośność w pełnej krasie.
Zajście z banknotem zupełnie wybiło go z rytmu. Biernie patrzył, jak mu go zabiera i jak zwraca go mu w formie rulonika. Na tę krótką chwilę przestał zapierdalać, później, jak usypywał działkę, wyglądał na spokojniejszego. Jakby wpadł w zadumę.
Gdy upomniała go o rozmiarze kreski, zastygnął w bezruchu na parę sekund i później posłusznie przedzielił usypaną kreskę na pół. Wcześniej była gigantyczna. Dalej takiej chciał, ale zamierzał się powstrzymać.
Zassał raz, drugi, trzeci. Później zaskomlał i ukrył twarz w dłoniach. Czuł się źle, ale tym razem szybciej i mocniej. Czuł się gorzej. Tracił nadzieję. Oparł łokcie o blat, zwiesił głowę - próbował to przeczekać.
- Dlaczego podobny. To nawet nie ma sensu. Czemu to powiedziałaś - mruczał z zamkniętymi oczyma.