26.04.2023, 09:40 ✶
Najwyraźniej nawet, kiedy nieco zwolniła, Hjalmar miał pewne problemy z nadążeniem - a Brenna poniewczasie przypomniała sobie, że angielski to nie jego język ojczysty, więc i nic dziwnego. Wyciągnęła więc rękę... w stronę jego pióra i papierów. Aż zrobiło się jej głupio z tego powodu, w końcu to była poważna sprawa.
- Mogę? - poprosiła, a jeżeli się zgodził, zaczęła po prostu wszystko zapisywać, punkt po punkcie, jedynie kluczowe informacje i podkreślając te bezwzględnie najważniejsze. Dzieląc to na dwie osobne listy, z których jedną nazwała FORMALNOŚCI (i gdzie wpisała numer pomieszczenia, piętro, nazwiska osób, do których można się zgłosić oraz numer formularza), a drugą KRYJÓWKA - wypisując wymagania ministerstwa odnośnie tej i sugestie.
Na końcu dodała adres apteki Lupinów z adnotacją "sprzedają eliksir tojadowy, łagodzący agresję podczas przemiany i ułatwiający zachowanie zdrowych zmysłów".
Pismo miała może nie szczególnie piękne, ale nie było też paskudne, a starała się zadbać o duże litery. W przygotowywaniu takich list, miała pewne doświadczenie, bo robiła to regularnie – nie tylko w pracy, ale także nieraz, nie dwa dla brata. Od planów balu, przez plany szukania lekarstwa na klątwę aż po zaplanowanie wspólnego pikniku.
- Nie przejmuj się, wbrew pozorom to nie jest takie skomplikowane. Musisz po prostu pobrać formularz, podać swoje dane, zaznaczyć, jak długo jesteś likatropem i wskazać adres kryjówki, a potem oddać to w ręce urzędnika - pocieszyła go, dostrzegając przerażenie na twarzy tego biedaka. Pożałowała go, bo przecież był w obcym kraju, a załatwianie niektórych spraw w Ministerstwie było stresujące nawet dla rdzennych Anglików. - Wizyta osobista jest bezpieczniejsza, bo wtedy żadne papiery nie zaginą. I powinieneś to załatwić jak najszybciej, w miarę możliwości przed następną pełnią. W Anglii podczas takiej pełni trzeba przebywać w zabezpieczonej kryjówce. Nie wiem, jak było u was, ale tutaj... nawet w lesie z dala od cywilizacji jest za duża szansa, że natkniesz się na jakiegoś człowieka.
I go zabijesz albo przemienisz, dokończyła Brenna. Sądząc po tym, co mówił, w jego rodzinnych obszarach być może niektóre wilkołaki podczas pełni po prostu szalały po górach czy kniejach. Rzecz w tym, że w Anglii właściwie nie było miejsca, w którym wilkołak mógłby spokojnie wpaść w swój dziki szał, bez ryzyka, że natknie się na jakiegoś mugola albo czarodzieja.
- Co do kryjówki, skoro oferujecie usługi renowacji i pieczętowania, jestem pewna, że dacie radę, kluczowe są przecież wytrzymałe ściany i zatrzymanie ciebie po przemianie w środku, ale jeżeli to was przerośnie, możesz wystąpić o wskazanie takiej przez ministerstwo. Po prostu zaznaczasz w formularzu X w odpowiednim miejscu. Tak czy inaczej, potrzeba przede wszystkim porządnego pomieszczenia albo... wykopania takiego i zadbania, żeby nie dało się z niego łatwo wyjść. Jeżeli będziecie mieli z tym problem, mogę pomóc – zadeklarowała, głównie dlatego, że sytuacja zdawała się Hjalmara chyba przerastać. A ona kryjówkę Erika sprawdzała z niemalże obsesyjną dokładnością, wymagania ministerstwa kontrolowała regularnie, na wypadek gdyby jakiś drań je zmienił i miał zamiar wykorzystać do oczernienia Longbottoma (albo narobienia problemów wilkołakom w ogólności), i często spędzała pełnię na jej progu. Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak czegoś nie dopatrzyli. O ile o większości remontów i zabezpieczeń wiedziała tylko tyle, że istnieją, to gdy szło o pomieszczenie dla wilkołaka… tu już miała wiedzę, kogo w razie czego zatrudnić, gdyby ich zdolności nie wystarczyły i potrafiła wypatrzyć każdy szczegół, którego mógłby przyczepić się jeden z urzędników ministerstwa.
- Mogę? - poprosiła, a jeżeli się zgodził, zaczęła po prostu wszystko zapisywać, punkt po punkcie, jedynie kluczowe informacje i podkreślając te bezwzględnie najważniejsze. Dzieląc to na dwie osobne listy, z których jedną nazwała FORMALNOŚCI (i gdzie wpisała numer pomieszczenia, piętro, nazwiska osób, do których można się zgłosić oraz numer formularza), a drugą KRYJÓWKA - wypisując wymagania ministerstwa odnośnie tej i sugestie.
Na końcu dodała adres apteki Lupinów z adnotacją "sprzedają eliksir tojadowy, łagodzący agresję podczas przemiany i ułatwiający zachowanie zdrowych zmysłów".
Pismo miała może nie szczególnie piękne, ale nie było też paskudne, a starała się zadbać o duże litery. W przygotowywaniu takich list, miała pewne doświadczenie, bo robiła to regularnie – nie tylko w pracy, ale także nieraz, nie dwa dla brata. Od planów balu, przez plany szukania lekarstwa na klątwę aż po zaplanowanie wspólnego pikniku.
- Nie przejmuj się, wbrew pozorom to nie jest takie skomplikowane. Musisz po prostu pobrać formularz, podać swoje dane, zaznaczyć, jak długo jesteś likatropem i wskazać adres kryjówki, a potem oddać to w ręce urzędnika - pocieszyła go, dostrzegając przerażenie na twarzy tego biedaka. Pożałowała go, bo przecież był w obcym kraju, a załatwianie niektórych spraw w Ministerstwie było stresujące nawet dla rdzennych Anglików. - Wizyta osobista jest bezpieczniejsza, bo wtedy żadne papiery nie zaginą. I powinieneś to załatwić jak najszybciej, w miarę możliwości przed następną pełnią. W Anglii podczas takiej pełni trzeba przebywać w zabezpieczonej kryjówce. Nie wiem, jak było u was, ale tutaj... nawet w lesie z dala od cywilizacji jest za duża szansa, że natkniesz się na jakiegoś człowieka.
I go zabijesz albo przemienisz, dokończyła Brenna. Sądząc po tym, co mówił, w jego rodzinnych obszarach być może niektóre wilkołaki podczas pełni po prostu szalały po górach czy kniejach. Rzecz w tym, że w Anglii właściwie nie było miejsca, w którym wilkołak mógłby spokojnie wpaść w swój dziki szał, bez ryzyka, że natknie się na jakiegoś mugola albo czarodzieja.
- Co do kryjówki, skoro oferujecie usługi renowacji i pieczętowania, jestem pewna, że dacie radę, kluczowe są przecież wytrzymałe ściany i zatrzymanie ciebie po przemianie w środku, ale jeżeli to was przerośnie, możesz wystąpić o wskazanie takiej przez ministerstwo. Po prostu zaznaczasz w formularzu X w odpowiednim miejscu. Tak czy inaczej, potrzeba przede wszystkim porządnego pomieszczenia albo... wykopania takiego i zadbania, żeby nie dało się z niego łatwo wyjść. Jeżeli będziecie mieli z tym problem, mogę pomóc – zadeklarowała, głównie dlatego, że sytuacja zdawała się Hjalmara chyba przerastać. A ona kryjówkę Erika sprawdzała z niemalże obsesyjną dokładnością, wymagania ministerstwa kontrolowała regularnie, na wypadek gdyby jakiś drań je zmienił i miał zamiar wykorzystać do oczernienia Longbottoma (albo narobienia problemów wilkołakom w ogólności), i często spędzała pełnię na jej progu. Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak czegoś nie dopatrzyli. O ile o większości remontów i zabezpieczeń wiedziała tylko tyle, że istnieją, to gdy szło o pomieszczenie dla wilkołaka… tu już miała wiedzę, kogo w razie czego zatrudnić, gdyby ich zdolności nie wystarczyły i potrafiła wypatrzyć każdy szczegół, którego mógłby przyczepić się jeden z urzędników ministerstwa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.