Yaxley pełna była sprzeczności. Niby miała wyjebane w ludzi, jednak często też ryzykowała dla nich, wdawała się w bójki, kiedy coś wzbudzało w niej emocje. Lawirowała pomiędzy. Między dobrem, a złem; między czystokrwistymi, a mieszańcami; między bogatymi i biednymi. Nie miała jasno określonej ścieżki, nie umiała się trzymać jednej strony. Nigdy, jakby nie należała do żadnej grupy w pełni. Była rozdarta, od zawsze, może właśnie przez to czuła się samotnie, nigdzie tak do końca nie pasowała.
Odetchnęła głęboko, kiedy usłyszała, że wspomniał o tym, że mu lepiej. Zniknął dziwny ciężar, który czuła jeszcze chwilę na żołądku. Jakby była za niego odpowiedzialna. - To dobrze, naprawdę dobrze. - Chociaż kiedy na niego spoglądała, to nie wyglądał najlepiej, ale nie skomentowała tego. Najważniejsze, że najwyraźniej czuł się lepiej.
Podszedł do niej, przysunęła się wtedy na brzeg blatu, aby się nieco do niego zbliżyć. Po raz kolejny dała mu tego czego potrzebował, skoro chciał ją dotknąć to mu na to pozwoliła, czasem dobrze poczuć bliskość drugiego człowieka. Otworzył się przed nią, po raz kolejny. Tylko, co miała z tym zrobić, w jaki sposób zareagować. Nie było to wcale takie proste, zastanawiała się przez chwilę, czy to nie jest proszenie o pomoc.
- Myślę, że to prawda, co chcesz z tym zrobić? - To od niego zależało, czy zamierzał nadal się zatracać. Pewnie gdyby miała świadomość, że za dwa lata umrze to postępowałaby w podobny sposób. Rozumiała, czym może być to spowodowane, ale to od niego zależało, w jaki sposób spędzi te dwa lata. - Pomogę Ci, tylko określ czego potrzebujesz. - Musiała usłyszeć konkrety, chociaż nie wiedziała, czy w tym stanie będzie w stanie się tym z nią podzielić.