Kiedy do niej mówił, zaczęła się zastanawiać. Była skupiona, widać było, że analizuje w głowie różne rzeczy.
- To całkiem uzasadnione. - Sama Ger rzadko kiedy zwracała się do rodziny o pomoc, w ogóle nie dzieliła się z nimi swoimi problemami. Nie uważała, żeby były to odpowiednie osoby. Dlatego też rozumiała jego podejście.
- Pójdziesz do mnie. Umyjesz się. - Powiedziała po raz kolejny takim tonem głosu, jakby w ogóle nie akceptowała tego, że mógłby mieć inne zdanie. - Mogę Ci dać klucze, możesz korzystać z mieszkania, kiedy będziesz tego potrzebował. Stoi puste. - Bo przecież Theseus zniknął. Korzystne i dla niej by było, gdyby ktoś zaczął się tam pojawiać, miałaby do kogo gębę otworzyć o ile by była na miejscu. Nie przeszkadzało jej w zaproponowaniu tego to, że praktycznie się nie znali. Geraldine nie zastanawiała się nad konsekwencjami jakie mogą wyniknąć z tej propozycji. - Nie będziesz musiał się martwić o to, że rodzina zobaczy Cię w takim stanie. - i będzie miał świadomość, że jest miejsce, do którego zawsze może pójść, gdzie jest bezpiecznie i nikt nie zamierza go oceniać.
- Bardzo dobrze, mam wrażenie, że w Lecznicy Dusz z wszystkich robią wariatów i na nich eksperymentują. - Zimny dreszcz przeszedł jej na samą myśl o tym, że mógłby się tam znaleźć. Nie wypuściliby go chyba zbyt szybko, a on nie miał przecież wiele czasu.
- Nie przepraszaj mnie ciągle. Nie masz za co. - Chciała, żeby o tym wiedział. Nie czuła, żeby Mellvyn był czemukolwiek winny. - Właściwie to chętniej napiłabym się kawy, ale można coś zjeść, to też jest jakiś pomysł. - Chociaż nie wiedziała, czy będzie w stanie przekłnać cokolwiek.