26.04.2023, 14:00 ✶
Kiedy słyszał jej stanowczy ton, nie miał ochoty mieć innego zdania. Nie mógł jednak udawać, że nie zdziwiła go jej propozycja. Patrzył na nią z powątpiewaniem, zastanawiając się, czy nie będzie żałowała tej decyzji. Nie licząc dawnego spotkania w rumuńskich górach, znali się tak naprawdę jeden dzień. Albo dwa. Nie miał pojęcia, ile czasu tu spędzili nafurani.
- Dobrze - zgodził się, nie mógł nie.
Z resztą - była bogata. To na pewno nie jedyne jej mieszkanie, rody często miały te swoje zabytkowe posiadłości. Musiał pamiętać, że przecież go, kurwa, nie zeżre, nie ukradnie, ani nie spali. Pomieszka, posprząta i się wyprowadzi.
Cieszył się, że mają podobną opinię na temat Lecznicy. Najbardziej się stresował tym, że ona uzna, że jeśli Mellvyn nie chce leczyć się w szpitalu, to nie podchodzi do sprawy poważnie. Dalej był zdania, że złamana dusza to nie złamana noga. Izolowanie nieszczęśliwych ludzi i zmuszanie ich do wiecznych rozmów z lekarzami, którzy zawsze wiedzieli lepiej i nie zamierzali ich słuchać, to był wyjątkowo zły pomysł.
Ze zgrzytem otworzył szufladę pod ladą i wyciągnął z niej staromodny, pęknięty zegarek. Trzasnął go na blat niewyważenie silnym ruchem.
Było rano, godzina 8:42. Zaskakująco wcześnie. Musieli spać bardzo krótko. Podniósł wzrok na Geraldine. Wpierw skinął jej głową potakująco, później się odezwał:
- Mam nadzieję, że chociaż ruchanie będzie ci się podobało.
Uśmiechał się, kiedy to mówił. To miał być żart. Gorzki żart o tym, że nie miał jak się jej odpłacić.
Zapiął spodnie, sakiewkę ze smoczym pazurem i mugolski banknot wcisnął do kieszeni, tak samo ze dwie garści bilonu. Później poszedł po skórzaną kurtkę i założył ją. Trzymał w ręce klucze do drzwi, był gotowy do wyjścia.
- Daleko jest to mieszkanie? Koło dwudziestej będę miał tu klienta. Niestety.
- Dobrze - zgodził się, nie mógł nie.
Z resztą - była bogata. To na pewno nie jedyne jej mieszkanie, rody często miały te swoje zabytkowe posiadłości. Musiał pamiętać, że przecież go, kurwa, nie zeżre, nie ukradnie, ani nie spali. Pomieszka, posprząta i się wyprowadzi.
Cieszył się, że mają podobną opinię na temat Lecznicy. Najbardziej się stresował tym, że ona uzna, że jeśli Mellvyn nie chce leczyć się w szpitalu, to nie podchodzi do sprawy poważnie. Dalej był zdania, że złamana dusza to nie złamana noga. Izolowanie nieszczęśliwych ludzi i zmuszanie ich do wiecznych rozmów z lekarzami, którzy zawsze wiedzieli lepiej i nie zamierzali ich słuchać, to był wyjątkowo zły pomysł.
Ze zgrzytem otworzył szufladę pod ladą i wyciągnął z niej staromodny, pęknięty zegarek. Trzasnął go na blat niewyważenie silnym ruchem.
Było rano, godzina 8:42. Zaskakująco wcześnie. Musieli spać bardzo krótko. Podniósł wzrok na Geraldine. Wpierw skinął jej głową potakująco, później się odezwał:
- Mam nadzieję, że chociaż ruchanie będzie ci się podobało.
Uśmiechał się, kiedy to mówił. To miał być żart. Gorzki żart o tym, że nie miał jak się jej odpłacić.
Zapiął spodnie, sakiewkę ze smoczym pazurem i mugolski banknot wcisnął do kieszeni, tak samo ze dwie garści bilonu. Później poszedł po skórzaną kurtkę i założył ją. Trzymał w ręce klucze do drzwi, był gotowy do wyjścia.
- Daleko jest to mieszkanie? Koło dwudziestej będę miał tu klienta. Niestety.