John, bo tak przedstawił się dzisiejszy kompan Vulturisa był postaciom dosyć... ekscentryczną? Całkowicie nie pasował do wyglądu typowego, przeciętnego anglika, które można było spotkać na każdym rogu. Z drugiej strony czy powinien się tym w ogóle przejmować, jeżeli był przygotowany na tę akcję? A przynajmniej na to wskazywał flakonik, który miał przy sobie.
- Plan przewiduję prosty - zaczął mu tłumaczyć, rozkoszując się nikotyną - Ten cały doktorek powinien za niedługo pokonywać drogę z lewej części osiedla na prawą - wskazał mu wolną dłonią najpierw jeden kierunek, a później drugi - Będzie zmuszony przejść przez ten znajdujący się przed nami kawałek parku, który jak sam widzisz jest dużo bardziej porośnięty od całej reszty okolicy - pomachał wskazującym palcem w kierunku znajdującego się przed nimi laskiem - bardzo dobrze widoczny z miejsca w którym aktualnie się znajdowali - Jeżeli nam się poszczęści to nie będzie żadnych gapiów. Twoje zadanie jest proste i je pewnie znasz ale na wszelki wypadek powtórzę - oznajmił Johnowi - Staniesz na rozdrożu głównej drogi i będziesz wypatrywać tego jegomościa. Pamiętaj tylko aby zachowywać się naturalnie - zwrócił uwagę na dość uważny szczegół. Jakikolwiek zły ruch mógł spowodować, że ich ofiara się przestraszy i ucieknie stąd. A tego by bardzo nie chcieli - Kiedy tylko go zauważysz, dasz mi znać. Ja będę stał za rogiem w oczekiwaniu na jakiś gest, cokolwiek - wymyśl sobie ale mnie uprzedź abym wiedział, jasne? - zapytał ale nie przestawał tłumaczenia planu - Gościu podejdzie między nas, a rzucę na niego zaklęcie spętania, co by nam przypadkiem nie uciekł. Zabierzemy mu torbę, a potem podasz mu truciznę. Wszystko jasne? - było to raczej pytanie retoryczne, ponieważ według Stanleya to był plan niemal idealny. Bez żadnych wad. Nie akceptował zresztą też odmowy ze strony Johna - jako, że plan był Borgina to wymagał od niego dostosowania się do jego planu.
Akcja nieudana
Rzut na charyzmę, aby dla pewności przekonać Ezechiela do planu.
Dopalił papierosa, wyrzucił go pod siebie, a następnie dogasił go butem - Idziemy - zadecydował i sprawnym krokiem ruszył aby zając strategiczną pozycję. Sam miał zamiar usiąść na ławce z gazetą w oczekiwaniu na znak do działania.
Kiedy znaleźli się, mniej więcej po środku drogi łączącej oba osiedla, Vulturis wskazał ręką jedną z ławek pomiędzy dwoma dosyć masywnymi drzewami - Ja będę tutaj. Stąd mam dobrą widoczność na Ciebie, a mnie na pierwszy rzut oka nie widać, co działa na naszą korzyść - poinformował go, a następnie wręczył mu paczkę papierosów - Masz. Jakby Cię trema zjadła to sobie zapalisz i od razu będziesz wyglądał normalniej. Pamiętaj tylko abyś tego nie spierdolił bo zrobi się całkiem nie miło... A no i mogę wtedy trochę nie ręczyć za siebie... - poklepał go po plecach w ramach "przyjacielskiego" ostrzeżenia - Idź już. Za niedługo powinien gdzieś się tutaj kręcić - dodał, a następnie wykonał ruch ręką jakby chciał go pośpieszyć. W zasadzie to miał taki zamiar - tylko tego by brakowało w tej sytuacji, aby tamten doktor zdążył przejść między nimi podczas ich rozmowy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972