Longbottom nie musiała go dwa razy przekonywać. Kiedy tylko wyszła z inicjatywą odebrania mu kartki, nie optował - przekazał jej władzę nad notatkami bez mniejszego problemu. Hjalmar kiwał tylko głową kiedy zaznajamiał się z każdym napisanym zdaniem. Teraz wszystko wydawało się być dużo prostsze, kiedy mógł na spokojnie i w swoim tempie to przeczytać. Ogólnie większość rzeczy była prosta kiedy miało się ze sobą eksperta w danej dziedzinie - a za takiego właśnie w oczach Nordgersima uchodziła Brenna.
Wysłuchał również porad dotyczącej kryjówki. Było tam kilka słusznych uwag na które należałoby zaimplementować w "klatce" bezpieczeństwa. Wszystkie oczywiście na wagę złota - Dzięki Brenna. Doceniam bardzo Twój gest - odparł. Zrobiła na nim piorunujące wrażenie - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W tym momencie Hjalmara nie obchodziło już co inni o niej mówili - o tym, że za dużo gadała i potrafiła kogoś zanudzić na śmierć? Non sens! Zrobiła dużo dobrego dla niego, prowadząc go krok po kroku w tym całym procederze, niczym jak przez mgłę. Młody kowal nie miał zamiaru zapominać o tym co dla niego zrobiła - Jeżeli byłaby możliwość abym mógł się jakoś odwdzięczyć to daj znać. Z wielką chęcią odpłacę się za Twoją pomoc - oznajmił. Nie lubił być niczyim dłużnikiem, lecz w zaistniałej sytuacji nie miał zbytniego wyboru. Większość ludzi wykorzystywała swoje zaległe przysługi aby coś uzyskać i to najczęściej kosztem osoby odpłacającej. Czy Brenna była taka sama jak przeciętny czarodziej? Nie. Na pewno nie, więc może i obawy Hjalmara były trochę bezpodstawne? - Z pomieszczeniem damy już radę. Nie będziemy Cię zadręczać wszystkimi drobiazgami. Już i tak streściłaś mi chyba wszystkie możliwe dokumenty związane z wilkołactwem - stwierdził i zaczął rozmyślać nad swoim pomieszczeniem. Pierwsze na co wpadł to wielka, zaklęta runami metalowa klatka, która zostanie umieszczona w piwnicy - to powinno się sprawdzić.
- A ten cały eliksir tojadowy to działa? - dopytał z ciekawości, a następnie złożył szczegółową instrukcję w małą kostkę i schował ją do kieszonki swojej koszuli - będzie strzegł jej jak własnego warsztatu. Eliksir tojadowy... Nigdy wcześniej o niczym takim nie słyszał. W jego rodzinnych stronach nie korzystano z takich rzeczy. Nikt nawet nie myślał, że istniała taka możliwość. Może wynikało to z różnic kulturowych? W końcu w rodzinnych stronach Nordgersimów, likantropia nie była aż taką karą, a wręcz momentalnie nagrodą - I to naprawdę można złagodzić wszelkie defekty przemiany? - nie do końca chciało mu się wierzyć, że ktoś wymyślił coś takiego. Z drugiej strony przecież Brenna nie miała żadnego zysku w tym aby kłamać. I co ważniejsze, ona zdawała się być po prostu osobą, która takich nie dokonuje takich czynów - co bardzo dobrze świadczyło o niej w oczach Dagura.