Nie mógłby udawać, że jej nie zna. Gdyby to zrobił to zaraz zapewne zaczęłaby go prześladować, a tego wolałby uniknąć. Tym bardziej w swoich rodzinnych stronach. A najgorsze w tym był fakt, że mogłaby nasłać na niego tę całą Marę czy Chmarę, która by go pewnie ugryzła w zadek za karę.
Hjalmar właśnie się dowiedział, że Pandora miała w lutym chyba jeszcze jakieś inne plany, którymi nie zdążyła się z nim wtedy podzielić. Albo może powiedziała to jako swego rodzaju próba przekomarzania się z nim? On w porównaniu do niej to zdążył się napić, a nawet nawalić w drodze powrotnej.
- Mhm... - wycedził tylko przez zęby. Bardzo mu się nie spodobało to stwierdzenie. Zwłaszcza, że ze swoim temperamentem to najchętniej nakładłby im po ryjach. I tym samym chłopaki uspokoiliby się w ułamku sekundy, jeżeli nawet nie szybciej, dając im chwilę oddechu od ich oceniających spojrzeń. Z drugiej strony Pandora lubiła chyba grać mu na nerwach - wiedziała, że "przypadkowo" spędzi Lithę na Islandii, więc dlatego "przypadkowo" założyła białą sukienkę i "przypadkowo" spotkała 'niedźwiadka'. No tylu przypadków to Hjalmar nie widział chyba nigdy w swoim życiu, aż do dzisiaj.
- No gdyby sytuacja wyglądała inaczej to pewnie by tak zrobili... A że jest jak jest to widzisz jacy są męscy... - podsumował zachowanie swojej kompanii. Trochę robili mu siarę ale czy można było się spodziewać czegoś innego? Gdyby taka sama sytuacja spotkała, któregoś z jego kamratów to zapewne Nordgersim byłby pierwszym, który zrobiłby dokładnie to samo. Oni wszyscy byli siebie warci tylko udawali świętych. Nie wiadomo po co, a przede wszystkim dla kogo.
- Żonę? - powtórzył głośniej, aby się upewnić, że dobrze usłyszał. Nie musiał długo czekać na reakcję. Niestety nie Pandory, a zgrai, która szybko podłapała temat i zmieniła typ żartu aby stał bardziej adekwatny do aktualnie toczącej się sytuacji - Co Ty mówisz jaka żona. Nie pogrzało mnie, aż tak jak mojego ojca aby w takim wieku być już przywiązanym do płota i wychowywać gromadkę dzieci - nawiązał do sytuacji Dagura, który w jego wieku miał już czwórkę pociech. To było godne podziwu, a zarazem przerażające dla Hjalmara. Cała wizja wzięcia na siebie tak dużej odpowiedzialności jak opieka nad małym człowiekiem była po prostu przytłaczająca. Na całe szczęście nie groziło mu to w najbliższej przyszłości. I to go podnosiło na duchu.
- Zobaczymy. Jeszcze nie podjąłem decyzji jak pójdziemy. Ale co do trunku to polecam bimber - przyznał. Z jednej strony przyszedł tutaj aby się nachlać z kolegami, a z drugiej nie wypadało zostawiać damy samej w opałach. Hjalmar, jak na prawdziwego dżentelmena przystało nie widział innej możliwości jak pójść z Pandorą. W końcu "przypadkiem" wpada na nią średnio co kwartał, a na kumpli codziennie.
Jej słów dotyczących sekretu nie skomentował, a tylko kiwnął głową na potwierdzenie. Niech i będzie tak jak mówi. Dopóki nie będzie zwracała się do niego w ten wymyślny sposób przy szerszej gawiedzi, tak mu to odpowiadało. Oczywiście na tyle na ile mógł mu pozwolić jego nordycki honor.
- Mam taką nadzieję. Zresztą znając Twoje szczęście do "przypadków" to tak, spotkamy się - zgodził się z nią, podkreślając losowość tych spotkań. W końcu za kolejne kilka miesięcy może sobie znowu stwierdzić, że odwiedzi Islandię. Teraz, kiedy wiedziała już gdzie ma go szukać - sytuacja stawała się bardzo klarowna. Jeżeli do dnia dzisiejszego na jej zakres poszukiwań przypadała cała wyspa, tak w tym momencie została okrojona do jednej osady i kilku okolicznych domostw.
- Bo to barbarzyński język osiołku - skwitował jej wypowiedź o "niemagiczności" szwedzkiego. Wcale jej się nie dziwił. Najchętniej w ogóle by się tego języka nie uczył, no ale szkoła... Prawdę mówiąc z wprawy i biegłości w tym języku wyleciał już dawno. Mniej więcej w momencie opuszczenia murów Durmstrangu.
- A Ty nigdy nie wypiłaś całej butelki wódki w powrocie do domu? Nie żartuj nawet. Każdy coś takiego zrobił, co najmniej raz w życiu - odparł nie rozumiejąc jej zdziwienia. Jeszcze żeby to było jakieś osiągnięcie. Po tak długiej wędrówce był spragniony, a że zaoferowaną mu taki trunek zamiast wody, to co ten biedak miał począć? Zresztą nie to aby mu się nie spodobał taki obrót spraw - Normalną? Czasem się człowiek troszkę napije i tak jakoś samo się uodparnia - wzruszył ramionami. Nie wspominał oczywiści o cało weekendowych biesiadach, które nieraz przetaczały się w wielkie libacje alkoholowe. O islandzkich weselach tym bardziej wolał nie wspominać - tam to się alkohol lał strumieniami.
Pomysł Pandory trochę go zaskoczył i wprowadził w lekkie zakłopotanie. Zresztą tak jak każdy jej krok, którego nie był w stanie przewidzieć - Umm... Nie mam pojęcia czy zamkną się z zaskoczenia. Może? Kto wie? - odparł na jej pytanie. Nikt inny w ich gronie nie próbował w ten sposób uciszyć swoich kompanów. Może to był właśnie ten czynnik "zaskoczenia", który należało wprowadzić?
- Nie boisz się, że umrzesz? - zapytał. Wolał się upewnić. Przed chwilą twierdziła, że nie wypiłaby butelki wódki w pojedynkę, a teraz chciała mieszać wszelkie trunki - Ale klient nasz pan, tak jak to się mawia - sprostował od razu - Szedłem szukać akurat czegoś mocniejszego... Ale ktoś miał odwagę wpaść na mnie i mi przeszkodzić... Nie wiem czy znasz kogoś takiego... - odpowiedział. Nie miał jednego trunku w głowie - chciał po prostu czegoś z większym woltażem. Czegoś co ich po prostu sponiewiera.
- Ale róg to prawda. Do tej pory piliśmy piwo. Możesz sobie dopisać punkt za dobry traf - odpowiedział z uśmiechem. Rozejrzał się po okolicy aby odnaleźć jakieś stoisko z alkoholem. Na szczęście nie musiał za bardzo się nadwyrężać. To czego poszukiwali było zaledwie kilkanaście kroków od nich - czyli na wyciągnięcie ręki - Proponuję na początek trochę miodu pitnego. Bardzo dobry trójniaczek. Normalnie palce lizać - zrobił dzióbek z ust, a następnie przyłożył do nich palce i pocałował je, aby podkreślić piękno smaku tego produktu. Zresztą czy można było mu się dziwić? W końcu to był jeden z najlepszych miodów jakie tylko szło dostać na rynku. Na samą myśl o tym o nim, Hjalmarowi robiło się ciepło na serduszku.
- Możemy też coś przekąsić albo poczekać na danie wieczoru - odparł wskazując na wielki ruszt przy którym praca wrzała już od kilkunastu dobrych minut - A potem zobaczymy gdzie nas nogi poniosą - nie wspomniał, że w stanie zbytniego upojenia alkoholowego, załącza mu się nieśmiertelność i tryb "łazika", który chodziłby po lesie, aż do samego rana.
- Proponuję abyśmy się odłączyli od tej bandy. Wiesz... Niepotrzebni gapie i takie tam - zaproponował uciekając lekko wzrokiem na bok i drapiąc się po szyi w standardowym dla siebie sposobie walki z niepewnością (albo nawet stresem) - Co Ty na to? - zapytał aby poznać jej opinię. Może miała inną wizję albo za wszelką cenę chciała poznać tych błaznów z jego drużyny.