27.04.2023, 00:03 ✶
Kolejne zaklęcia ponownie spełzły na niczym, ujawniając mało wygodną prawdę: najprawdopodobniej Mavelle brakowało umiejętności, by sobie poradzić z… cokolwiek to było.
Wokół nadal trwał chaos, nie mówiąc już o oczywistym zepsuciu, którego stronnicy Voldemorta nawet nie próbowali ukrywać – nie musieli. Nie teraz. Choć było to poniekąd frustrujące – jeśli opuszczą Polanę cali, to znów wrócą do udawania przykładnych członków magicznej społeczności…
… to Beltane naprawdę należało odwołać.
Ale nie było to coś, na co miała wpływ, tak samo jak wiele innych, aktualnie dziejących się rzeczy. Wybór za wyborem, niewiedza i niepewność, czy wybierała dobrze. Czy w jakiś sposób nie pogorszy jeszcze bardziej sytuacji.
Pojawienie się pozostawionych wcześniej towarzyszy przyjęła z pewną ulgą – Victorii udało się wcześniej, więc może i teraz też…? Nawet nie zdążyła się też w jakikolwiek sposób zdziwić na informację o portalu.
Skinięciem głowy przyjęła polecenie Patricka i tak jak wcześniej, rozesłała informację o tym portalu do innych o portalu, w tym również i do Atreusa. I na rozesłaniu nie miała zamiaru poprzestać.
- Spróbuję się tam przedostać – rzuciła, wygrzebując fiolkę eliksiru, mającego zapewnić ochronę przed ogniem. Victoria okazywała się być odporna, Patrick… chyba nie miał ochrony? Może choć jedno powinno zostać? Oni nie powinni móc uciec – przekazała aurorowi myśl. Oczywiście miała na myśli śmierciożerców, w stronę których – o ile w była w stanie ich dostrzec – uniosła różdżkę i spróbowała wyczarować kolejne więzy, mające ich spętać i pozbawić możliwości ruchu. Oczywiście ostateczna decyzja należała do Stewarda.
I jeśli nijak nie została powstrzymana – wypiła eliksir przeciwogniowy i pobiegła w stronę ogni, chcąc wejść we wskazany portal. A w ciut dalszej perspektywie – pokazać Voldemortowi, że nie mógł robić wszystkiego, czego tylko zapragnie.
ksztaltowanie; druga akcja na bieg do portalu
Wokół nadal trwał chaos, nie mówiąc już o oczywistym zepsuciu, którego stronnicy Voldemorta nawet nie próbowali ukrywać – nie musieli. Nie teraz. Choć było to poniekąd frustrujące – jeśli opuszczą Polanę cali, to znów wrócą do udawania przykładnych członków magicznej społeczności…
… to Beltane naprawdę należało odwołać.
Ale nie było to coś, na co miała wpływ, tak samo jak wiele innych, aktualnie dziejących się rzeczy. Wybór za wyborem, niewiedza i niepewność, czy wybierała dobrze. Czy w jakiś sposób nie pogorszy jeszcze bardziej sytuacji.
Pojawienie się pozostawionych wcześniej towarzyszy przyjęła z pewną ulgą – Victorii udało się wcześniej, więc może i teraz też…? Nawet nie zdążyła się też w jakikolwiek sposób zdziwić na informację o portalu.
Skinięciem głowy przyjęła polecenie Patricka i tak jak wcześniej, rozesłała informację o tym portalu do innych o portalu, w tym również i do Atreusa. I na rozesłaniu nie miała zamiaru poprzestać.
- Spróbuję się tam przedostać – rzuciła, wygrzebując fiolkę eliksiru, mającego zapewnić ochronę przed ogniem. Victoria okazywała się być odporna, Patrick… chyba nie miał ochrony? Może choć jedno powinno zostać? Oni nie powinni móc uciec – przekazała aurorowi myśl. Oczywiście miała na myśli śmierciożerców, w stronę których – o ile w była w stanie ich dostrzec – uniosła różdżkę i spróbowała wyczarować kolejne więzy, mające ich spętać i pozbawić możliwości ruchu. Oczywiście ostateczna decyzja należała do Stewarda.
I jeśli nijak nie została powstrzymana – wypiła eliksir przeciwogniowy i pobiegła w stronę ogni, chcąc wejść we wskazany portal. A w ciut dalszej perspektywie – pokazać Voldemortowi, że nie mógł robić wszystkiego, czego tylko zapragnie.
ksztaltowanie; druga akcja na bieg do portalu
Rzut Z 1d100 - 42
Slaby sukces...
Slaby sukces...