Uśmiechnęła się słysząc kolejny komplement z jego ust, tym razem był dużo bardziej zgrabny niż te wczorajsze, które dotykały aspektów, które od zawsze wzbudzały w niej kompleksy. - Dziękuję? - Bo chyba wypadało coś powiedzieć, Yaxley zdecydowanie nie przywykła do otrzymywania komplementów, nie potrafiła się więc do końca zachować.
Nagość nie wzbudzała w niej skrępowania, nie przeszkadzała jej wcale. Przez moment może, wpatrywała się ponownie w ranę na klatce piersiowej, którą mu wczoraj zrobiła, później szybko odwróciła wzrok. Nie chciała zostać na tym przyłapana.
- W tym domu jest bardzo dużo alkoholu. Whisky na pewno się znajdzie. - Spojrzała jeszcze na konserwę, którą przesunął w jej stronę. Brało ją na wymioty na sam widok tego cuda, zastanawiała się, gdzie udało mu się ją znaleźć.
Podniosła się z krzesła, aby wyruszyć na poszukiwanie alkoholu, zresztą chciało jej się jarać, musiała przynieść sobie fajki. Otworzyła szafkę, jedną z większych w salonie, która była pełna kolorowych, szklanych butelek z różnymi trunkami. Wiele z nich było napoczętych. Lubiła alkohol. Raczyła się nim nocami, kiedy nie mogła spać. Sięgnęła po pierwszą, lepszą flaszkę z whisky. Po drodze wygrzebała jeszcze paczkę fajek ze swojego płaszcza, pomiętą tak, że wyglądała jak psu z gardła, ale szlugi były całe. To najważniejsze.
Wróciła do kuchni. Postawiła butelkę na stole, nizebyt delikatnie; fajki i zapalniczkę również. Sięgnęła do jednej z wyższych szafek, aby wziąć szklanki. Zastanawiała się, czy potrzebuje tej kawy, czy chce jej się ją robić, bo właściwie to mogą zostać przy samej whisky jak dla niej.
- Mogłabym, to fakt. - Nie wpadła na to wcześniej. Dużo prostszą opcją wydawało się jej skorzystanie z ubrań Thesa, chociaż pomysł Ollivandera był całkiem logiczny. - Dlaczego łazisz bez różdzki? Wiesz, że teraz to trochę głupie. - Postawiła szklanki na stole, jedną przed nim i zaczęła nalewać do niej alkoholu. - Będziesz miał coś przeciwko, jeśli kawy nie będzie? Trochę mi się nie chce jej robić. - Miała nadzieję, że jej to wybaczy. Usiadła na krześle, wsadziła sobie szluga w zęby i nalała sobie również do szklanki alkoholu. Najwyżej prześpi cały dzień, jeśli zacznie chlać rano, na całe szczęście nie musiała chodzić do pracy. Sięgnęła po zapalniczkę, odpaliła sobie szluga i zaciągnęła się dymem, przesunęła paczkę jeszcze w jego stronę, gdyby się chciał również poczęstować.
Pies zasnął w przedpokoju, najwyraźniej ten krótki spacer wystarczył, aby go trochę zmęczyć.