27.04.2023, 10:15 ✶
W pewnym sensie Hjalmar pomoc zawdzięczał Erikowi, nie Brennie. Jej wiedza o wilkołakach byłaby zapewne zerowa, podobnie jak o wampirach czy większości klątw, gdyby pewnego letniego dnia jeden z niezarejestrowanych likantropów nie zaatakował jej brata. I nie oczekiwała właściwie niczego w zamian, bo o przysługi prosiła nader niechętnie, i jeżeli już, zwykle członków rodziny.
Poza tym dostała dokładnie to, po co tu przyszła. Dowiedziała się sporo o Hjalmarze i trochę o jego rodzinie. Bo Brenna naprawdę przyszła tutaj, bo to leżało w jej charakterze: z jednej strony z ciekawości, z drugiej z gościnności i chęci przywitania nowych sąsiadów.
Ale nie były to jedyne powody. Żyli w niespokojnych czasach, a jej zależało na sprawdzeniu, kto zamieszkał w sąsiedztwie.
Dowiedziała się, jaki interes otwierają, jakie plany mniej więcej mają, kto jest niekwestionowanym panem tej kuźni, jak odnoszą się do obcych, że - prawdopodobnie - Hjalmar niektóre rzeczy bierze na poważnie, być może ze względu na różnice kulturowe.
Ale przede wszystkim...
Nie podała swojego nazwiska, a on bez dopytywania zaprosił ją do środka - potencjalnie ryzykując, że wpuszcza do domu córkę mugoli czy jakiegoś mugolaka. Na pytanie o sprzedaż produktów mugolom, nie wykazał ani odrobiny niechęci, ot przerzucił decyzję dla Dagura. Umiał też zapanować nad emocjami, bo gdy nazwała Dagura Dagnarem, mimo szacunku jaki do niego żywił, sprostował ją ze spokojem. Sprawdziła, w jaki sposób zareagował na wieści o konkurencji i ten zdawał się przyjmować to dobrze.... chociaż nie była pewna, jak zareaguje Dagur. To wszystko jeszcze nie świadczyło, że z czasem nie wesprą Voldemorta, ale przynajmniej oznaczało, że raczej nie zrobią tego szybko.
Czasem to te słowa, których nie wypowiedziano, przekazywały więcej znaczeń.
Miała nadzieję, że ich poglądy się nie zmienią i że Hjalmar nie jest doskonałym aktorem, bo po prostu go polubiła.
- Kiedy wykujecie jakąś broń, dajcie mi ją obejrzeć, zamiast na mój widok ryglować drzwi i gasić wszystkie światła, i będziemy kwita – obiecała Brenna, odsuwając filiżankę – upiła tylko trochę herbaty. Cóż, nie tylko dziadek w tej rodzinie był fanem broni białej. – Z tego, co mi wiadomo, owszem, działa, po dobraniu odpowiedniej dawki. Nie jest w stanie sprawić, że wilkołak przestanie być niebezpieczny dla otoczenia, ale go uspokaja. Te, które wcześniej kąsały same siebie z wściekłości, że nie mogą zaatakować człowieka albo demolowały pomieszczenie, często przesypiają najgorsze godziny. Na twoim miejscu po prostu kupiłabym dawkę na jedną pełnię i sprawdziła, jak działa.
Podniosła się. Nie chciała nadużywać uprzejmości nowego sąsiada, zwłaszcza że nie wątpiła, że w związku z przeprowadzką mają mnóstwo rzeczy. Zresztą sama też musiała iść i naszykować się na nocny dyżur w pracy.
- Będę się zbierać. Miło było poznać, Hjalmar. Myślę, że was polubię – oświadczyła z taką samą bezpośrednią, z jaką mając lat trzynaście oświadczyła Theseusowi Fletcherowi, że go lubi i powinni zostać najlepszymi przyjaciółmi. – Miłego wieczora.
Poza tym dostała dokładnie to, po co tu przyszła. Dowiedziała się sporo o Hjalmarze i trochę o jego rodzinie. Bo Brenna naprawdę przyszła tutaj, bo to leżało w jej charakterze: z jednej strony z ciekawości, z drugiej z gościnności i chęci przywitania nowych sąsiadów.
Ale nie były to jedyne powody. Żyli w niespokojnych czasach, a jej zależało na sprawdzeniu, kto zamieszkał w sąsiedztwie.
Dowiedziała się, jaki interes otwierają, jakie plany mniej więcej mają, kto jest niekwestionowanym panem tej kuźni, jak odnoszą się do obcych, że - prawdopodobnie - Hjalmar niektóre rzeczy bierze na poważnie, być może ze względu na różnice kulturowe.
Ale przede wszystkim...
Nie podała swojego nazwiska, a on bez dopytywania zaprosił ją do środka - potencjalnie ryzykując, że wpuszcza do domu córkę mugoli czy jakiegoś mugolaka. Na pytanie o sprzedaż produktów mugolom, nie wykazał ani odrobiny niechęci, ot przerzucił decyzję dla Dagura. Umiał też zapanować nad emocjami, bo gdy nazwała Dagura Dagnarem, mimo szacunku jaki do niego żywił, sprostował ją ze spokojem. Sprawdziła, w jaki sposób zareagował na wieści o konkurencji i ten zdawał się przyjmować to dobrze.... chociaż nie była pewna, jak zareaguje Dagur. To wszystko jeszcze nie świadczyło, że z czasem nie wesprą Voldemorta, ale przynajmniej oznaczało, że raczej nie zrobią tego szybko.
Czasem to te słowa, których nie wypowiedziano, przekazywały więcej znaczeń.
Miała nadzieję, że ich poglądy się nie zmienią i że Hjalmar nie jest doskonałym aktorem, bo po prostu go polubiła.
- Kiedy wykujecie jakąś broń, dajcie mi ją obejrzeć, zamiast na mój widok ryglować drzwi i gasić wszystkie światła, i będziemy kwita – obiecała Brenna, odsuwając filiżankę – upiła tylko trochę herbaty. Cóż, nie tylko dziadek w tej rodzinie był fanem broni białej. – Z tego, co mi wiadomo, owszem, działa, po dobraniu odpowiedniej dawki. Nie jest w stanie sprawić, że wilkołak przestanie być niebezpieczny dla otoczenia, ale go uspokaja. Te, które wcześniej kąsały same siebie z wściekłości, że nie mogą zaatakować człowieka albo demolowały pomieszczenie, często przesypiają najgorsze godziny. Na twoim miejscu po prostu kupiłabym dawkę na jedną pełnię i sprawdziła, jak działa.
Podniosła się. Nie chciała nadużywać uprzejmości nowego sąsiada, zwłaszcza że nie wątpiła, że w związku z przeprowadzką mają mnóstwo rzeczy. Zresztą sama też musiała iść i naszykować się na nocny dyżur w pracy.
- Będę się zbierać. Miło było poznać, Hjalmar. Myślę, że was polubię – oświadczyła z taką samą bezpośrednią, z jaką mając lat trzynaście oświadczyła Theseusowi Fletcherowi, że go lubi i powinni zostać najlepszymi przyjaciółmi. – Miłego wieczora.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.