- Wiem, jak to jest, ale nie możesz tak. - W jakimkolwiek by się stanie nie znajdował, musiał uświadomić sobie to, że zagrożenie było realne.
- Pewnie tak, to chyba akurat umiem robić. - Walczyć, na każdy możliwy sposób. Przemoc było tym, co wychodziło jej najlepiej. - Ale nie chodzi mi o ewentualną obronę, tylko przyzwyczajenie, musisz być uważniejszy. - Wielu było takich, którzy tylko czekali na okazję, aby zaatakować, przecież nie będzie przy nim ciągle. Nie będzie mogła zawsze go obronić. Powinien zwracać uwagę na takie pierdoły, bo może się to źle skończyć. Ale czy była tu po to, żeby go umoralniać?
Nawet zdziwiło ją to, że sam rozpoczął ten temat, pozytywnie. - Mogę Cię umówić z pewną uzdrowicielką, napiszę do niej list, zobaczymy, kiedy znajdzie czas. Napiszę, że jest to dość pilne, nie sądzę, żeby odmówiła. - Już od czasu kiedy wdawała się w bójki w Hogwarcie to właśnie Florence ją składała. Miała do niej zaufanie, a i wiedziała, że nie powinna jej odmówić. Zbyt długo się znały.
Przysunęła się bliżej z tym krzesłem, aby bez problemu dosięgnąć do jego twarzy. Siedziała teraz tuż obok. Odpaliła mu tego papierosa jednym, zgrabnym ruchem. Sięgnęła po swoją szklankę i upiła z niej spory łyk alkoholu. Przyjemne ciepło zaczęło się rozchodzić po jej ciele. Oblizała usta, żeby pozbyć się tego gorzkiego smaku.
- Jaka sprawa? - Przyglądała mu się uważnie. Strzepła również żar do popielniczki, która stała na stole.