27.04.2023, 13:41 ✶
Patrzył gdzieś w bok znużonym wzrokiem, kiedy ciągnęła temat zostawionej w podziemiach różdżki. Nic się przecież nie stało, więc co za problem? Z resztą - co mieli mu zrobić? Okraść go? Ciekawe z czego. Nie miał tutaj żadnych wrogów, nawet nie pozaciągał jeszcze nigdzie długów. No, może poza tym u swojego ojca, ale on by raczej nikogo na niego nie nasłał.
- Gerda, ja nie jestem kobietą - odparł, myśląc o tym, że nadgorliwość blondynki mogła wynikać z jej doświadczeń w typowo męskich przestrzeniach. - Nikt się mną nie przejmuje. Mogę chodzić po nocy bez strachu.
Nie należał do ludzi szczególnie odpowiedzialnych.
Zaciągnął się dymem. Było mu zimno i ignorowanie tego szło mu coraz gorzej, trzęsły mu się ręce i musiał aktywnie blokować drżące mięśnie szczęki. Ale siedziało się miło, nie chciał przerywać. Szczególnie, że była teraz bardzo blisko.
Duszkiem wypił resztę whisky z dna szklanki i uwolnioną dłoń włożył pod stół. Odszukał nią kolano Geraldine i sunął ostrożnie w górę jej uda. Dotykał jej skóry przez materiał szlafroka, żeby nie czuła zimna.
- Dajesz mi dach nad głową, przytulasz mnie, gdy płaczę, umawiasz mi, kurwa, wizyty u lekarza. Nie wiem dlaczego, może z dobrego serca, może z litości, może po prostu masz takie... upodobania - mówił oschle, patrząc w jej twarz, ale uparcie unikając jej oczu. Stres. - Chcę wiedzieć konkretnie, czego ty potrzebujesz. Czego byś chciała ode mnie. To nie musi być wymiana, transakcja, ja to rozumiem. Też tego nie lubię. Ale nie chcę, żeby to była aż tak nierówna relacja.
- Gerda, ja nie jestem kobietą - odparł, myśląc o tym, że nadgorliwość blondynki mogła wynikać z jej doświadczeń w typowo męskich przestrzeniach. - Nikt się mną nie przejmuje. Mogę chodzić po nocy bez strachu.
Nie należał do ludzi szczególnie odpowiedzialnych.
Zaciągnął się dymem. Było mu zimno i ignorowanie tego szło mu coraz gorzej, trzęsły mu się ręce i musiał aktywnie blokować drżące mięśnie szczęki. Ale siedziało się miło, nie chciał przerywać. Szczególnie, że była teraz bardzo blisko.
Duszkiem wypił resztę whisky z dna szklanki i uwolnioną dłoń włożył pod stół. Odszukał nią kolano Geraldine i sunął ostrożnie w górę jej uda. Dotykał jej skóry przez materiał szlafroka, żeby nie czuła zimna.
- Dajesz mi dach nad głową, przytulasz mnie, gdy płaczę, umawiasz mi, kurwa, wizyty u lekarza. Nie wiem dlaczego, może z dobrego serca, może z litości, może po prostu masz takie... upodobania - mówił oschle, patrząc w jej twarz, ale uparcie unikając jej oczu. Stres. - Chcę wiedzieć konkretnie, czego ty potrzebujesz. Czego byś chciała ode mnie. To nie musi być wymiana, transakcja, ja to rozumiem. Też tego nie lubię. Ale nie chcę, żeby to była aż tak nierówna relacja.