- Skoro tak mówisz. - Upiła kolejny łyk whisky ze szklanki. Miała wrażenie, że dosyć szybko dzisiaj zaczyna na nią działać. Nie ma się co dziwić, nie jadła od wczoraj, a noc była niespokojna. Zbyt wiele wrażeń. Jakoś prościej jej było to zaakceptować kiedy świat powoli zaczynał się rozmywać. Kiedy piła granice zaczynały się zacierać, mogła je przekraczać dowoli, jej sumienie wtedy przestawało istnieć.
- Nie wiem, czy uzależnienie nie byłoby lepsze od tej bezsenności. - Myśli, które ją wtedy niepokoiły nie były przyjemne. Powracały wszystkie rozmowy z bratem, pojawiał się strach, z niepewnością spoglądała na drzwi, czekała, aż się w nich pojawi, gotowy ją zabić.
Kiedy zabrał swoją rękę odetchnęła głośno, jakby z rozczarowaniem. Dobrze jej było, kiedy jej dotykał. - Spokojnie. Nie zdarza mi się robić rzeczy wbrew mojej woli. - Nie leżało w jej naturze to, aby działać przeciwko sobie tylko po to, żeby komuś zrobić dobrze. - Próbuję to zrozumieć, znaleźć jakieś granice, bo to dla mnie nowe, aczkolwiek przyjemne. - Przyznała. Przypomniała sobie to dziwne uczucie, które pojawiło się wczoraj, gdy przypaliła go papierosem.
- To miłe. - Całe życie musiała wszystkim wokół coś udowadniać. Mało kto brał ją na poważnie, ze względu na jej płeć, co wcale nie było takie łatwe, gdy przebywała głównie w towarzystwie mężczyzn. Lekceważyli ją i jej siłę, dopiero kiedy demonstrowała swoje umiejętności, to się zmieniało. Tutaj póki co zbyt wiele jeszcze nie pokazała, a on odnosił się do niej z szacunkiem. - A jak nie zdaję, umierasz? - Była śmiertelnie poważna. Tego się bała najbardziej, że ją poniesie, że nie będzie potrafiła się zatrzymać i zrobi mu krzywdę trochę bardziej niż by chciała.
- Chciałabym. Zawsze chciałam. Dążyłam do tego we wszystkich dziedzinach życia. - Bo nie znosiła ulegać.