27.04.2023, 23:19 ✶
Z lekkim niepokojem patrzył, jak jej ruchy stopniowo stają się coraz mniej skoordynowane. Na szczęście jeszcze mówiła wyraźnie, nie mogła być aż taka pijana. Miał nadzieję, że jak spróbuje wstać z krzesła, to nie załamią się nagle pod nią nogi. Mieli dzisiaj rzeczy do zrobienia.
Uśmiechnął się gorzko, gdy stwierdziła, że wolałaby uzależnienie od bezsenności. To dosłownie było to, co on sam kiedyś stwierdził i podług czego żył ostatnie miesiące. Z biegiem czasu zrozumiał, że się mylił, ale był już za głęboko, żeby po prostu zmienić zdanie. Tak czy siak, wyglądało na to, że faktycznie byli do siebie zaskakująco mocno podobni.
Ale on nie był taki ładny. Nie uśmiechał się tak słodko, nie różowiały mu tak policzki od whisky i nie iskrzyły mu tak oczy, gdy słuchał komplementów. Kurwa, zdecydowanie już był sprzedany. Byle tylko nie pożałował tego, tak jak za każdym razem dotąd.
- Jak umrę, to umrę. To i tak niedługo się stanie. Śmierć od zaruchania byłaby na pewno lepsza, niż taka w szpitalu. - Starał się nie śmiać z jej całkiem poważnej obawy, ale był naćpany i myślał już o swojej śmierci na tyle dużo, że mu trochę spowszedniała. - Ogólnie tu nie chodzi tylko sferę seksu. Chodzi o wszystko w życiu.
Ostatecznie zgodziła się, aż nie mógł w to uwierzyć. Gdy mówiła, że zawsze chciała władzy, wyglądał na skrajnie szczęśliwego, nawet z tymi cholernie podkrążonymi oczami i zupełnym brakiem ubrań. Gdyby miał wytłumaczyć, dlaczego tak go to cieszy, nie potrafiłby tego zrobić. Po prostu było to wszystko dla niego niezwykle autentyczne, pierwotne, zwierzęce może. Nigdy nie spodziewał się, że ktoś go tak zrozumie.
- No i mamy wszystko ustalone - rzekł, podnosząc się z krzesła. Był uśmiechnięty od ucha do ucha. - Jesteś moją... Panią. Czy dobrze ci to brzmi?
Jeśli też wstawała, to ostrożnie jej z tym pomagał. Nadgorliwie czy nie, wiedział, że popiła i nie chciał, żeby coś jej się stało.
Naprawdę musiał się, kurwa, doprowadzić do porządku. I to jak najszybciej. Tak bardzo nie chciał, żeby się za niego wstydzilia.
Uśmiechnął się gorzko, gdy stwierdziła, że wolałaby uzależnienie od bezsenności. To dosłownie było to, co on sam kiedyś stwierdził i podług czego żył ostatnie miesiące. Z biegiem czasu zrozumiał, że się mylił, ale był już za głęboko, żeby po prostu zmienić zdanie. Tak czy siak, wyglądało na to, że faktycznie byli do siebie zaskakująco mocno podobni.
Ale on nie był taki ładny. Nie uśmiechał się tak słodko, nie różowiały mu tak policzki od whisky i nie iskrzyły mu tak oczy, gdy słuchał komplementów. Kurwa, zdecydowanie już był sprzedany. Byle tylko nie pożałował tego, tak jak za każdym razem dotąd.
- Jak umrę, to umrę. To i tak niedługo się stanie. Śmierć od zaruchania byłaby na pewno lepsza, niż taka w szpitalu. - Starał się nie śmiać z jej całkiem poważnej obawy, ale był naćpany i myślał już o swojej śmierci na tyle dużo, że mu trochę spowszedniała. - Ogólnie tu nie chodzi tylko sferę seksu. Chodzi o wszystko w życiu.
Ostatecznie zgodziła się, aż nie mógł w to uwierzyć. Gdy mówiła, że zawsze chciała władzy, wyglądał na skrajnie szczęśliwego, nawet z tymi cholernie podkrążonymi oczami i zupełnym brakiem ubrań. Gdyby miał wytłumaczyć, dlaczego tak go to cieszy, nie potrafiłby tego zrobić. Po prostu było to wszystko dla niego niezwykle autentyczne, pierwotne, zwierzęce może. Nigdy nie spodziewał się, że ktoś go tak zrozumie.
- No i mamy wszystko ustalone - rzekł, podnosząc się z krzesła. Był uśmiechnięty od ucha do ucha. - Jesteś moją... Panią. Czy dobrze ci to brzmi?
Jeśli też wstawała, to ostrożnie jej z tym pomagał. Nadgorliwie czy nie, wiedział, że popiła i nie chciał, żeby coś jej się stało.
Naprawdę musiał się, kurwa, doprowadzić do porządku. I to jak najszybciej. Tak bardzo nie chciał, żeby się za niego wstydzilia.