28.04.2023, 00:22 ✶
Być może popełniali fatalny błąd, rozdzielając się. Ale też jednocześnie wydłużyłoby to czas, jaki musieli poświęcić na sprawdzenie okolicy – coś za coś. Pewne pocieszenie stanowiło, że w ostatecznym rozrachunku nie znajdowali się aż tak daleko od siebie, co w teorii dawało szansę na dość szybką reakcję, zwłaszcza jeśli dodać do równania fale i teleportację… tylko czy wystarczająco szybką?
Pytanie to pozostawało bez odpowiedzi, wisiało jednak niewypowiedziane. Cóż, nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz – nie byli dziećmi, żeby trzymać się wzajemnie za rączki i spacerować wszędzie w ten sposób. Mieli swoje lata i doświadczenie. Zawsze jednak pozostawała ta nuta niepewności – czy aby na pewno została podjęta właściwa decyzja…?
”Coś upiornego” okazało się być rezydencją przywodzącą na myśl mauzoleum. Nie wyglądała na miejsce, które chętnie się odwiedzało, wręcz przeciwnie – omijało jak najszerszym łukiem. Rzecz jasna wciągnęła głębiej powietrze do płuc, już teraz, na samym wstępie, szukając woni mogących stanowić wskazówkę.
W końcu miała ten psi nos nie od parady, prawda?
- Przewąchać teren mogę ewentualnie po rozmowie – uznała, dreptając za kuzynką. Nie tylko otoczenie było ważne, ale i osoba, która miała się w drzwiach pojawić – jak pachniała, jak wyglądała, jak zmieniała się jej woń w reakcji na zadane przez Brennę pytania…?
Gadanie pozostawiła Brennie – kuzynka doskonale radziła sobie z zagadywaniem innych, więc nie widziała powodu, żeby wchodzić jej w paradę; stąd też przystanęła za nią i poprzestała – jak na razie – na powitaniu i przywołaniu uśmiechu na twarz. Czyli: niewyglądaniu jak ktoś, kto byłby gotów wydusić wszelkie odpowiedzi. Oraz taktycznej obserwacji, rzecz jasna, połączonej z dyskretnym wyłapywaniem woni.
Pytanie to pozostawało bez odpowiedzi, wisiało jednak niewypowiedziane. Cóż, nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz – nie byli dziećmi, żeby trzymać się wzajemnie za rączki i spacerować wszędzie w ten sposób. Mieli swoje lata i doświadczenie. Zawsze jednak pozostawała ta nuta niepewności – czy aby na pewno została podjęta właściwa decyzja…?
”Coś upiornego” okazało się być rezydencją przywodzącą na myśl mauzoleum. Nie wyglądała na miejsce, które chętnie się odwiedzało, wręcz przeciwnie – omijało jak najszerszym łukiem. Rzecz jasna wciągnęła głębiej powietrze do płuc, już teraz, na samym wstępie, szukając woni mogących stanowić wskazówkę.
W końcu miała ten psi nos nie od parady, prawda?
- Przewąchać teren mogę ewentualnie po rozmowie – uznała, dreptając za kuzynką. Nie tylko otoczenie było ważne, ale i osoba, która miała się w drzwiach pojawić – jak pachniała, jak wyglądała, jak zmieniała się jej woń w reakcji na zadane przez Brennę pytania…?
Gadanie pozostawiła Brennie – kuzynka doskonale radziła sobie z zagadywaniem innych, więc nie widziała powodu, żeby wchodzić jej w paradę; stąd też przystanęła za nią i poprzestała – jak na razie – na powitaniu i przywołaniu uśmiechu na twarz. Czyli: niewyglądaniu jak ktoś, kto byłby gotów wydusić wszelkie odpowiedzi. Oraz taktycznej obserwacji, rzecz jasna, połączonej z dyskretnym wyłapywaniem woni.