29.10.2022, 11:42 ✶
Zmarszczyła brwi. Z tego, co pani duch mówiła, wynikałoby, że sama prosiła się o kłopoty – w końcu psucie czyjegoś wesela nie było nigdy i nigdzie mile widziane. Co do zasady był to jeden taki dzień w całym życiu, a przynajmniej w teorii były takie założenia – nic więc dziwnego, że każdy pragnął, aby takie wydarzenie był idealne.
Niezepsute przez ducha ani kogokolwiek innego.
Ale powstrzymała cisnące się na usta słowa, krytykę, jaka sama przychodziła; w końcu nie opowiedziała jeszcze swojej historii, nie odpowiedziała na kluczowe w tej chwili, dopiero co zadane pytanie.
Czy miała rację? Czy w istocie niejaka Olivia Hornby zabiła tę dziewczynę, która po latach – właściwie ilu? Też musi o to zaraz zapytać… - wypłakiwała łzy z tych samych powodów. Chyba. Bo że Irytek, to jedno, ale też wyzwała je do wytykania, że jest gruba i tak dalej, zaś to, co mówiła o Olivii? Wyglądało na to, że się pokrywało. Cóż, po śmierci nie przestawało się przecież być sobą, jedynie tak jakby osiągało inny stan ciała.
- Chłopiec? – spytała skonsternowana, odkrywając, że najwyraźniej Olivia nie była tą, która bezpośrednio przyczyniła się do śmierci. Znaczy, pośrednio może i tak, rozumiała tok rozumowania ducha, zapewne koniec końców sama mogłaby taką ścieżką przyczynowo-skutkową podążyć, gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, ale, ale… Chłopiec. W łazience dziewczyn. To nie tak, że było to aż takie niespotykane, w końcu płeć przeciwna różne miała pomysły (żeby sprawiedliwości uczynić zadość - ich własna również, patrząc na to, że szlajały się o nieodpowiedniej porze po Hogwarcie, zamiast siedzieć grzecznie w dormitorium. Najlepiej już we własnych łóżkach. Ale nie, bo po co, lepiej narażać dom na utratę punktów w Pucharze, prawda?) i mniejsze lub większe tarcia na linii dziewczyńsko-chłopięcej po prostu występowały, chociażby w postaci psikusów.
Tyle że od tego się nie umierało.
Zazwyczaj.
- Znaczy... – chciała się zwrócić do Marty bezpośrednio, używając jej imienia, ale odkryła, że nie bardzo ma jak, bo najzwyczajniej w świecie ani o to nie zapytały, ani istota sama im tego nie zdradziła – Właściwie to jak masz na imię? – rzuciła, wtrącając to pytanie w środek wypowiadanego właśnie zdania – … chcesz powiedzieć, że to on ciebie zabił? W jaki sposób?
Niezepsute przez ducha ani kogokolwiek innego.
Ale powstrzymała cisnące się na usta słowa, krytykę, jaka sama przychodziła; w końcu nie opowiedziała jeszcze swojej historii, nie odpowiedziała na kluczowe w tej chwili, dopiero co zadane pytanie.
Czy miała rację? Czy w istocie niejaka Olivia Hornby zabiła tę dziewczynę, która po latach – właściwie ilu? Też musi o to zaraz zapytać… - wypłakiwała łzy z tych samych powodów. Chyba. Bo że Irytek, to jedno, ale też wyzwała je do wytykania, że jest gruba i tak dalej, zaś to, co mówiła o Olivii? Wyglądało na to, że się pokrywało. Cóż, po śmierci nie przestawało się przecież być sobą, jedynie tak jakby osiągało inny stan ciała.
- Chłopiec? – spytała skonsternowana, odkrywając, że najwyraźniej Olivia nie była tą, która bezpośrednio przyczyniła się do śmierci. Znaczy, pośrednio może i tak, rozumiała tok rozumowania ducha, zapewne koniec końców sama mogłaby taką ścieżką przyczynowo-skutkową podążyć, gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, ale, ale… Chłopiec. W łazience dziewczyn. To nie tak, że było to aż takie niespotykane, w końcu płeć przeciwna różne miała pomysły (żeby sprawiedliwości uczynić zadość - ich własna również, patrząc na to, że szlajały się o nieodpowiedniej porze po Hogwarcie, zamiast siedzieć grzecznie w dormitorium. Najlepiej już we własnych łóżkach. Ale nie, bo po co, lepiej narażać dom na utratę punktów w Pucharze, prawda?) i mniejsze lub większe tarcia na linii dziewczyńsko-chłopięcej po prostu występowały, chociażby w postaci psikusów.
Tyle że od tego się nie umierało.
Zazwyczaj.
- Znaczy... – chciała się zwrócić do Marty bezpośrednio, używając jej imienia, ale odkryła, że nie bardzo ma jak, bo najzwyczajniej w świecie ani o to nie zapytały, ani istota sama im tego nie zdradziła – Właściwie to jak masz na imię? – rzuciła, wtrącając to pytanie w środek wypowiadanego właśnie zdania – … chcesz powiedzieć, że to on ciebie zabił? W jaki sposób?
356/1411